wtorek, 25 marca 2014

Odzyskanie władzy nad światem i chleb pszenny jednodniowy























Słońce świeci lecz kto wie co będzie za chwilę. Już dzisiaj padał deszcz, deszcz ze śniegiem, mokry śnieg, śnieg jak kaszka, siąpił kapuśniaczek, świeciło słońce, unosiły się mgły. A to dopiero popołudnie. Koniec marca nareszcie jest przysłowiowy. Pogoda sprawia wrażenie próbującej nadrobić dziś zaległości.
Weźmiesz parasol a okaże się, że bardziej potrzebne byłyby okulary przeciwsłoneczne. Nie weźmiesz parasola – na pewno zmokniesz. Taka zabawa w kotka i myszkę.
Dziś nareszcie mam wrażenie, że ponownie odzyskałam panowanie nad swoim czasem.
Świat z grubsza ogarnęłam, choć, żeby zawiesić flagę, minie jeszcze nieco czasu.
Póki co upiekłam chleb, bo brakowało mi swojskiego zapachu. No i ten przywieziony z domu twardością przypominał cegłę.
Potrzebowałam chleba, który nie będzie potrzebował dwudniowych podchodów. Miał być nieskomplikowany i na pszennym zakwasie. Znalazłam tutaj. Niestety okazało się, że owszem zakwas przywiozłam, ale w mąkach nie mam specjalnego wyboru. Trzeba było upiec chleb z tego, co znalazłam w szafce.
Polecam ten przepis każdemu, kto ciągle jeszcze uważa, że pieczenie chleba to wyższa szkoła jazdy. Jedynym utrudnieniem jest zrobienie zakwasu pszennego. Jeżeli zaczniecie od zera, trochę potrwa zanim będzie się nadawał do spełnienia swojej powinności.
Ale pamiętajcie, ze raz założony zakwas, dopieszczany od czasu do czasu i używany, będzie wam służył wiernie przez lata.
Nie szukajcie pretekstu. Zrobienie tego bochenka zajęło jedno popołudnie.



Chleb na zakwasie pszennym jednodniowy:

(jeden bochenek)
500 g mąki pszennej chlebowej (czyli takiej z numerkiem 750)
30 g mąki pszennej razowej
30 g mąki pszennej pełnoziarnistej
340 g letniej wody
1 szklanka zakwasu pszennego
10 g soli
jeśli ktoś nie wierzy w możliwości swego zakwasu, może dodać 5 g suchych drożdży

Wszystkie mąki przesiewamy przez sito i wlewamy do nich wodę. Mieszamy (będzie raczej gęsto), przykrywamy folią i na 45 minut zostawiamy w spokoju.
Potem dodajemy cały zakwas i sól.
Wyrabiamy ciasto osobiście lub przy pomocy sprzętu około 10 minut. Musi być dobrze wyrobione.
Potem wkładamy je do naoliwionej miski i składamy ze trzy razy, co pół godziny. Po 90 minutach jeszcze raz składamy ciasto i przekładamy do foremki (u mnie durszlak wyłożony ręcznikiem lnianym i obsypany mąką). Ciasto powinno dwukrotnie urosnąć.
W mojej, nagrzanej piecem, kuchni, po czterdziestu minutach chlebek był gotów do pieczenia.
W nieco niższej temperaturze może rosnąć sobie i dwie godziny.
Wyrośnięty chlebek wkładamy do piekarnika nagrzanego do 250 stopni i spryskanego wodą.
Przedtem lekko nacinamy bochenek z góry.
Pieczemy w 250 stopniach kwadrans i zmniejszamy temperaturę do 230 stopni. Dopiekamy pół godziny, po czym wyjmujemy na kratkę.
Nie mogłam się powstrzymać i piętkę zjadłam na gorąco.





Smacznego  

2 komentarze:

  1. Wydawalo mi sie, ze slowko po sobie zostawilam, widocznie coś z bllogerem nie tak, lub....nabrala maszyna apetytu na wspaniały chlebuś:)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Misiowa, ja dokladnie tak samo - zostawilam komentarz a widze, ze zniknal! Chlebek wyglada przepysznie!

    OdpowiedzUsuń