wtorek, 19 listopada 2013

Kurczak generała Tso czyli kuracja odwykowa



Aby oszczędzić MMŻ syndromu odstawienia, po powrocie z Londynu obiecałam, że następne dni będą obfitowały w chińszczyznę. Powód był prozaiczny. Podczas mojej nieobecności MMŻ nie zadawał sobie trudu poszukiwania nowych jadłodajni. Krótko przed moim wyjazdem odkryliśmy Złotego Smoka w Chorzowie i MMŻ przepadł.
Karmię nieźle, ale założę się, że mój luby odliczał dni do następnej wizyty w tej chińskiej knajpie.
Kiedy więc nadarzyła się okazja pofolgować sobie w won tonach, przyprawach pięciu smaków i sałatce z kiełków i wodorostów, to MMŻ nie miał wątpliwości.
W nagrodę za dzielne wspieranie chińskiego budżetu polskimi złotymi, po piątej wizycie został obdarowany paczką pałeczek z podstawką. Urocze!
Niestety wszystko ma swój koniec i wróciłam ja. Jako, że jestem człowiekiem przepełnionym empatią i mającym na względzie pewien poziom glutaminianu sodu w męskim organizmie, postanowiłam złagodzić powrót MMŻ do domowej kuchni.
Na początku nic się nie zmieniło. Pozostaliśmy w kuchni chińskiej, potem przerzuciliśmy się na tajską, następnie wietnamską, dalej japońską.
Niestety przyszła sobota.
A sobota to dzień wyjściowy. Jemy poza domem. Co jemy?... Myślę, że odpowiedź jest wam znana. 
W poniedziałek miałam do wyboru: albo godzę się z rzeczywistością i wykupuję abonament w Złotym Smoku albo stosuję terapię szokową i robię na obiad kotlety schabowe.
Wybrałam wyjście drugie. MMŻ przeżył. Nie zauważyłam żadnych efektów ubocznych. Widocznie wszystko co smaczne jest akceptowalne.
Dzisiejszy kurczak generała Tso był pierwszym krokiem w kuracji odwykowej od chińskiego jedzenia. W przestrzeni jest wiele przepisów na to danie. Ja korzystałam ze sprawdzonego przeze mnie i zawsze satysfakcjonującego http://slodkokwasny.com/
Kurczak w tej wersji jest zaskakujący. Zaskakująco dobry. I jak większość dań tej kuchni, nieskomplikowany w przyrządzaniu.



Kurczak generała Tso

2 piersi kurczaka pokrojone na wąskie paski
olej do smażenia

marynata do kurczaka:

2 łyżki sosu sojowego jasnego
1 łyżka sosu sojowego ciemnego
1 żółtko
1 2 łyżki mąki ziemniaczanej
2 łyżeczki oleju arachidowego

sos:
1 łyżka przecieru pomidorowego
1 łyżeczka wody
1 łyżeczka ciemnego sosu sojowego
2 łyżeczka jasnego sosu sojowego
2 łyżeczki octu ryżowego
3 łyżki bulionu
2 łyżeczki cukru palmowego (lub brązowego)
2 łyżeczki oleju sezamowego
pół łyżeczki mąki kukurydzianej

oraz:
2 cm imbiru, posiekanego
2 ząbki czosnku, drobno pokrojonego
1 papryczka chilli, drobno pokrojona

Mieszamy składniki marynaty. Wkładamy do niej pokrojonego kurczaka i dokładnie mieszamy. Marynata jest dość gęsta, więc świetnie oblepia mięso.
Przykrywamy miseczkę i wstawiamy na minimum godzinę do lodówki .
Robimy sos. Mieszamy wszystkie składniki razem.
Po wyjęciu mięsa z lodówki, czekamy aż osiągnie temperaturę pokojową i rozgrzewamy na patelni olej. Wrzucamy kurczaka i smażymy na złoto. Całość tej operacji trwa około pięciu minut.
Usmażone mięso wyjmujemy łyżką cedzakową i odkładamy na bok. Z patelni, na której smażyliśmy kawałki kurczaka wylewamy olej, zostawiając dwie łyżki. Znów stawiamy patelnię na ogniu i wrzucamy do niej pokrojone: imbir, chilli i czosnek. Smażymy uważając by nie spalić czosnku czyli około kilkunastu sekund. Następnie wlewamy sos i zagotowujemy całość. Na koniec dorzucamy usmażonego kurczaka i dokładnie mieszamy z sosem. Powinien on pięknie oblepić każdy kawałek. Danie podajemy posypane zieloną cebulką a obok stawiamy sałatkę z bok choya.





Nie przejmujcie się ilością składników. Każdy z nich może zostać użyty wielokrotnie na przykład do kolejnych dań kuchni wschodu.

Zwróćcie uwagę na przepiękną miskę wykonaną przez uznanego rzeźbiarza i ceramika w osobie MidnightCookie. 

Smacznego

5 komentarzy:

  1. Nie ma jak uzaleznienia! Nawet od kuchni swiata mozna sie uzaleznic! A co dopiero od slodyczy czy innych nawykow! Kurczak wyglada przeapetycznie! Super fotki Limonko!

    OdpowiedzUsuń
  2. wygląda bardzo smacznie :) ja się boję trochę odwiedzać azjatyckie knajpki, bo nigdy nie wiesz co jesz... zresztą w każdej restauracji jest podobnie, temu zwykle kończy się na tym, że robię coś sama :))
    Pozdrawiam i czekam na kolejne azjatyckie inspiracje :))
    Olinka - Smakowy Raj

    OdpowiedzUsuń
  3. Haha ale się uśmiałam :) Co Ci mężczyźni by bez nas zrobili? Myślę, że świeciliby w ciemności :) Dobrze, że wróciłaś cała i zdrowa. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj tak, biedni mężczyzni.Twój powinien się cieszyć, że ma tak smakowitą żonę, która nie dość, że go pewnie rozpieszcza to jeszcze...takie wspaniałości serwuje.Serdecznie Was pozdrawiam Limonko!:)

    OdpowiedzUsuń