poniedziałek, 7 listopada 2011

Makaronowy fast food


Jedzenie w fast foodach to nie moja bajka. Kiedy nie mam czasu lub robię sobie wagary od garów, wybiorę raczej szybką chińszczyznę niż McDonald's. Czasy, kiedy dzieci uważały zjedzenie Big Mac'a za niezbędny element dzieciństwa mamy już za sobą. Zawsze uważałam, że na naszym restauracyjnym i barowym rynku za mały jest wybór. No, bo albo wypasiona restauracja, albo śmieciowe jedzenie. Na szczęście zmiany idą i powoli zapełniają luki. Odnoszę, co prawda wrażenie, że te zmiany mają dość jednorodne oblicze, przywodzące na myśl  imperium Osmańskie , bo w większości naszych miast królują kebaby. Skąd w ludzie nad Wisłą takie upodobanie do tureckiego jedzenia?  Tym bardziej, że sugerując się kebabowym menu, można sądzić, że kuchnia turecka to tylko mięso z kija. Są jeszcze nieśmiertelne  KFC i wspomniany Mc Donald's. Gdzieś tam oferują szybką pizzę w kawałkach lub placki na tacce. Tym entuzjastyczniej witam wszelkie zmiany na tym polu.
Do mojej skrzynki ostatnio wpadła ulotka, inna niż wszystkie. Już myślałam, że to kolejna promocja pizzy na raty. Jej reklama brzmiała intrygująco a nazwa wprawiła w dobry nastrój:  "Noodle w pudle." Powiedzcie, że nazwa nie jest pyszna. Czytasz i już wiesz, czego się spodziewać. Tego jeszcze nie było. Makaronowy fast food. Jak na ulicach Bangkoku. I na dodatek prawie w moim sąsiedztwie.
MMŻ nie musiałam długo namawiać. Jako zadeklarowany miłośnik wszystkiego co azjatyckie i zwolennik makaronu, zgodził się w ciemno.
Noodle w pudle najlepiej kupić i zabrać do domu. Jeśli szukacie atmosfery chińskiej, ulicznej jadłodajni, to tu jej nie znajdziecie. To po prostu fast food, jak wiele innych. Kupuj i znikaj. Oferta nie jest bogata. Zawiera 5 dań makaronowych i nieśmiertelne hamburgery, hod dogi, zapiekanki i frytki. Jak mi smakowało? Kupiliśmy zestaw z kaczką, zestaw ze smażonym tofu i zestaw z sosem teriyaki. Wiem, że na pewno nie kupię już makaronu ryżowego ze smażonym tofu, bo makaron był rozgotowany. To nietrafiona propozycja. Mdła i bez wyrazu. Makaron udon, który jest moim faworytem podano tutaj z wołowiną i sosem teriyaki. Sos bardzo dobry, tym bardziej w swojej pikantnej wersji (musicie zaznaczyć, że chcecie na ostro), warzywa świetnie chrupkie. Ale ta wołowina. Nie wiem z jakiego wołu była zrobiona, ale bardziej przypominała oponę niż jakiekolwiek mięso. Całość grzecznie zjadłam, omijając to nieszczęscie. Zestaw z kaczką był bez zarzutu. Sos curry i owoce liczi usatysfakcjonowały Dziecko, które stwierdziło, że na pewno tu wróci. Podsumowując, jeśli macie już dość kebabów, pizzy i frytek, wybierzcie się do miejsca, gdzie sprzedają nudle. Podobno realizują też zamówienia telefoniczne. Ale podobno też, dostarczają je rowerem. Z Katowic do Bytomia? Jakoś tego nie widzę. W każdym razie polecam wam ten sposób szybkiego i niezłego jedzenia.
A jeśli chcecie sami poeksperymentować z makaronem, to zapewniam was, że przygotowanie samodzielnie sporej porcji jest nie tylko łatwe ale i w zasięgu waszych możliwości.
Mam dla was propozycję.

Makaron udon z krewetkami i rybą
(na dwie spore porcje)

2 wiązki makaronu udon
garść krewetek
kawałek łososia
kawałek tofu
2 łyżki sosu sojowego
pół strąka czerwonej papryki
mały kawałek strączek papryczki chili  (jeśli nie lubicie ostrości, pomińcie chili)
1 cebula,
3 ząbki czosnku
5 centymetrowy kawałek imbiru
garść groszku cukrowego (można zastąpić zieloną szparagową fasolką)
zielona cebulka
olej do smażenia

limonka do zamarynowania krewetek i ryby
ziarno białego i czarnego sezamu lekko uprażone (ale to fanaberia, nie musicie jej stosować)
sos:
5 łyżek sosu teriyaki
2 łyżki sosu ostrygowego
2 łyżki soku z limonki
Proporcje można sobie dobrać samemu, najważniejsze, żeby sosu było pół szklanki.
Krewetki rozmrażmy i pozbawiamy ogonków, rybę kroimy na duże kawałki.
Krewetki i rybę wkładamy do  miski i zalewamy sokiem z limonki i startą skórką. To nie jest konieczne, bo i bez tego danie będzie dobre. To tylko jedna z możliwości.
Tofu kroimy na 3-4 cm kawałki i zalewamy sosem sojowy.

Stawiamy wodę na makaron. Gotujemy udon zgodnie z instrukcja.

Przygotowujemy warzywa. Papryki kroimy na wąskie paseczki, cebulę w piórka, a czosnek i imbir w cieńkie plasterki. Rozgrzewamy na patelni dwie łyżki oleju i kiedy będzie gorący wrzucamy pokrojowe warzywa. Smażymy je jakieś dwie minuty, mieszając i dodajemy groszek cukrowy. Smażymy jeszcze minutę i zdejmujemy z ognia i z patelni. Wycieramy patelnię papierowym ręcznikiem (ostrożnie, ciągle jest gorąca), wlewamy kolejne dwie łyżki oleju i smażymy rybę i krewetki. Przygotujcie się na skwierczenie i pryskanie, bo sok limonkowy robi swoje. Nie smażcie za długo krewetek. Zapewne kupiliście różówe, czyli już ugotowane. Wystarczy jeśli tylko dobrze je rozgrzejecie. Gotowe dary morza odłóżcie na osobny talerz i szybko włóżcie na olej tofu. Doprowadźcie je do złotego koloru i wyjmijcie na ręcznik papierowy.

Jeśli dysponujecie dużą patelnią lub wokiem, to nadszedł czas ich użycia. Rozgrzewamy wok, lejemy łyżkę oleju, wkładamy ugotowany i odcedzony makaron i dopełniamy warzywami. Mieszamy, żeby się nie przypalił.  Wlewamy wcześniej przygotowany sos oraz wkładamy rybę i krewetki. Podrzucamy na woku lub delikatnie mieszamy. Posypujemy zieloną cebulką i smażonym tofu. Jako grande finale okraszamy sezamem.





Możliwe, że wyjazd do najbliższego baru z nudlami trwałby krócej, niż samodzielne przygotowanie tego dania, ale musielibyście ubrać buty, czapkę lub co gorsza wziąć parasol. Przecież wam się nie chce. Wyciągajcie gary i do roboty. Za pół godziny siądziecie nam miską pachnącego, sycącego makaronu.
Smacznego

1 komentarz:

  1. Och chcę. Ten makaron wygląda bosko i apetycznie.
    Nudle curry były dobre. Chcę wypróbować te z sosem orzechowym. No i ponoć wprowadzają niedługo nudlowe zupy :)

    OdpowiedzUsuń