wtorek, 8 lipca 2014

Wybuch w kuchni czyli kawa po wietnamsku

























Ile razy można popełniać ten sam błąd? Równie dobrze mogę zapytać ile razy czytacie instrukcję przed uruchomieniem lub użyciem jakiegoś nowego ustrojstwa?
U mnie bywa różnie. Jeżeli intuicja podpowiada mi, że tym razem niebezpieczeństwo mi nie grozi, instrukcja obsługi ląduje w szufladzie z napisem: niepotrzebne zawracanie głowy.
Dziś zaparzałam kawę pod parasolem. Wcale nie z powodu deszczu czy spadających żab.
Zaparzanie odbywało się w kuchni. Reszta domowników przezornie wyszła. Zaparzanie przypominało robotę sapera. Teren wokół pieca został oczyszczony, kawiarka dokładnie dokręcona, ja założyłam gruby sweter i okulary ochronne. Dlaczego?
Trzy tygodnie temu podjęłam pierwszą próbę zaparzenia wietnamskiej kawy. Wszystko odbyło się sztampowo.
Zmieliłam kawę. Powąchałam, wsypałam, zakręciłam, postawiłam na piecu. Potem czekałam na przyjemne zapachy i znajomy bulgocik. Trochę się to przeciągało, więc wyszłam na taras popodziwiać widoki.
Na pewno każdemu znana jest sytuacja, kiedy pilnujemy gotującego się mleka. Stoimy i patrzymy a ono ani drgnie. I w chwili, gdy odwracamy wzrok, żeby np. posłać całusa ukochanemu, mleko z całą swoją mleczną wściekłością rozlewa się po piecu. Katastrofa!
W czasie kiedy napawałam się tarasową ciszą, w kuchni nastąpił kataklizm.
Wkroczyłam, zaalarmowana dramatycznymi okrzykami, w sam środek kawowego wybuchu.
Kawa była wszędzie. Na suficie, piecu, oknie, firankach, kocie, gościu, plecach mojej Mamy, komputerze MMŻ, gazetach, podłodze, kolejnym kocie. Tylko nie w kawiarce. Zapach, który się rozsnuł po całym domu był boski. Pachniało jak w kawowym niebie, niestety obraz raczej przypominał obrazy Bosha. Całą kawę diabli wzięli. Dlaczego? Czy zrobiłam coś nie tak? Używam tej kawiarki od 12 lat i nigdy nie było z nią kłopotów.
Co się wydarzyło tajemniczego, że tym razem zamiast kawy mam malowanie kuchni. Dokładnie przeczytałam wszystkie napisy na opakowaniu od kawy. Nic, kawa, jak kawa. W ziarnach. Co prawda podejrzanie błyszcząca i zniewalająco pachnąca, ale jeszcze nie słyszałam o wybuchowym dodatku aromatycznym do kawy.
Na trzy tygodnie odłożyłam kawiarkę na półkę a kawę piłam rozpuszczalną. Trzy tygodnie wytrwałam w tej mordędze, aż do dzisiaj.
Dziś powiedziałam sobie „stop”. Takiej kawy pić nie będę. Mam przepyszną kawę przywiezioną z Wietnamu. Chcę się jej napić, bez względu na konsekwencje.
Kuchnia ciągle jeszcze nie pomalowana po ostatnim wybuchu, czas zrobić kolejną próbę.
I wszystko odbyło się jak poprzednio. Mielenie, wsypywanie, zakręcanie, stawianie na piecu.
Lecz tym razem cała rodzina ewakuowała się na taras. Zostałam ja, kawiarka i parasol. Stanęłam w bezpiecznej odległości, zasłonięta parasolem jak tarczą i obserwowałam piec.
Przez dłuższy czas nic się nie działo, panowała cisza. A potem nastąpiło głośnie „puk” i całą kawę z impetem wypluło na ścianę, piec i parasol. Na szczęście obyło się bez ofiar w ludziach i zwierzętach.
Stałam oniemiała i przyglądałam się nieszczęściu.
A w chwilę później siedziałam w necie szukając przyczyny mojej klęski. Pierwsze hasło rozwiązało zagadkę. Kawa moja nie wymagała ciśnieniowego zaparzania. Wystarczyła jej zwykła zaparzarka, typu kawa, sitko, wrzątek. Proste? Proste!
Szkoda, że dwa razy musiałam dostać po łapach, żeby wyciągnąć wnioski.
Grzech pychy się kłania. Wydawało mi się, że skoro wypiłam w życiu pokaźne poletko kawy, to wiem o jej zaparzaniu wszystko. I dostałam nauczkę. Moją pokutą będzie malowanie kuchni.
Nie jest to wpis edukacyjny. Nikogo nie mam zamiaru namawiać do dogłębnego studiowania instrukcji.
Ale, zanim weźmiecie się za coś nowego, poświęćcie chwilę na zaznajomienie się z tematem. A nuż okaże się, że unikniecie w ten sposób niebezpiecznych niespodzianek.

A przy okazji kawy wietnamskiej. Pije się ją ze słodkim mlekiem i kostkami lodu.
Fale upałów naciągają więc przepis będzie jak znalazł.





















Na jedną szklankę kawy po wietnamsku:

2 łyżki zgęszczonego mleka
1 porcja kawy (najlepiej wietnamskiej) ; zaparzałam ją z pomocą filtrów do kawy ale są do kupienia zaparzarki do kawy
parę kostek lodu (latem)

Kawę wietnamską najlepiej zmielić w ręcznym młynku. Jej ziarna wyglądają jak małe czarne oliwki. Są intensywnie czarne, błyszczące i lekkie. Wyglądają jakby je nadmuchano. I pachną zniewalająco. Niestety nic nie wiem o wietnamskim procesie palenia kawy. Nie wiem więc czy to, że sprawiają wrażenie klejących, jest efektem jej palenia czy taki kupiłam gatunek kawy.
W każdym razie kawa jest pyszna.

Na dno szklanki wlewamy mleko. Wlewamy zaparzoną kawę i dorzucamy ewentualnie kostki lodu.





Smacznego

3 komentarze:

  1. Podobno kawa ktora jest zbyt drobno zmielona tez moze wybuchnac w takiej mokce. Tak jak sciskanie kawy w tym sitku na nia. Wygooglowanie tego problemu daje swietne rezultaty ;)

    Taka kawa z mlekiem zgeszczomnym brzmi pycha!

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj to było wielkie bum u Ciebie, mam nadzieje, że komputer MMŻ nie ucierpiał, kot nie stracił ogona, mama nie miała na plecach kawowego tatuażu, a sufit...no zawsze jest pretekst, aby...odświeżyć ciut mieszkanie.
    Kawy takowej nie piłam, może kiedyś się skuszę. Ściskam Was serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy jeszcze jej nie piłam, ale wierzę że jest pyszna!

    OdpowiedzUsuń