środa, 4 kwietnia 2012

Ciasteczka jajeczka



Jedna myśl nie daje mi spokoju. Święta dopiero za kilka dni, a w kulinarnej blogosferze aż kipi od wielkanocnych przepisów. Jak ludzie to robią, że na tydzień przed godziną zero mają już upieczone pasztety i baby drożdżowe.  Czy one będą jeszcze jadalne pod koniec tygodnia? Taki mazurek może poczekać i dłuższy czas, ale pasztet z łososia? A może to dokumentacja jeszcze zeszłoroczna?  Opisać proces twórczy można bez problemu. Gorzej z pokazaniem tego na zdjęciu. Bo efekt końcowy to dopiero przyszłość. Wygląda na to, że potrawy wielkanocne albo pokażę latem, albo dopiero w przyszłą Wielkanoc. 
Dziś upiekłam mazurki. A właściwie ciasto, które będzie podstawą do ich stworzenia.
Ciągle jestem na etapie planów. I wiem, że niektórych rzeczy nie da się przyśpieszyć.  A może wcale nie należy niczego przyśpieszać?
Rzadko bywam w centrum miasta. Centrum miasta brzmi dumnie. Sugeruje jakąś ważność, wyjątkowość. Teoretycznie to, co w centrum, jest lepsze od tego, co na prowincji.  Pozory jednak zwodzą. Centra miast dziś są prowincją.  Zastanówcie się, kiedy ostatnio byliście na rynku (jeśli macie takowy) waszego miasta.
A kiedy byliście w najbliższym centrum handlowym? No właśnie.
Potrzebujecie butów? Jedziecie do galerii. Umówiliście się na kawę? Do centrum handlowego. Chcecie wziąć ślub? Najbliższy hipermarket. Marzycie o spotkaniu Kasi Cichopek? Ależ proszę bardzo. W megamarkecie. Jeśli czegoś nie ma w supermarkecie, to znaczy, że to nie istnieje. Chyba tylko miejsca wiecznego spoczynku brakuje.

Wiecie czym różnią się centra miast od centrów handlowych. Średnią wiekową.
Wczoraj potrzeba zagnała mnie na główną ulicę miasta mego.  I okazało się, że przed południem centra miast opanowane są przez emerytów. Stoją w kolejkach, robią zakupy, piją kawę. Ale głównie spacerują. I każdy z nich szuka okazji do rozmowy. Byłam w trzech różnych miejscach i we wszystkich rozmowa była dłuższa od załatwianej sprawy.  Każda okazja, żeby nawiązać kontakt z kimkolwiek była dobra. Pewna Pani, wspomagająca się balkonikiem, opowiedziała mi o śmierci swojego męża i dwuletniej depresji.  Pan w wieku mojego Dziadka, zaglądając mi w dekolt, z entuzjazmem opisywał swój udział w maratonie w Londynie. A dwie przyjaciółki nie pozwoliły mi wyjść ze sklepu, póki nie podały mi niezawodnego sposobu na zrobienie pysznej białej kiełbasy.  Wszyscy byli bardzo sympatyczni i uśmiechnięci. I bardzo spragnieni rozmowy.
Dało mi to do myślenia. Nie zauważamy zazwyczaj starszych od siebie. Albo nas irytują, albo śmieszą. A oni są. Pamiętajmy o tym.
Niekiedy warto jest wyjść poza utarte ścieżki. Nagle odkrywamy świat, który istnieje równolegle. 



Dziś nie starczyło już czasu na żadne karkołomne popisy kulinarne.
Pracowałam jak niewolnik i nie zauważyłam kiedy zrobiło się ciemno.  Na pocieszenie, że święta tuż tuż a ja ciągle spóźniona, zrobiłam ciasteczka jajeczka. Aż szkoda,  że sama nie wpadłam na taki  prosty i efektowny sposób zagospodarowania niewykorzystanej części  mazurkowego ciasta.  Wykonanie moje a pomysł z ostatniego numeru Kuchni.

Ciasteczka jajeczka

niewykorzystana część mazurkowego ciasta
1 białko
parę kropli soku z cytryny
około 2 szklanek cukru pudru
kilka brzoskwiń z puszki lub moreli.

Ciasto oczywiście rozwałkowujemy i wycinamy krążki. Pieczemy je 10 minut na złoto. W czasie, kiedy one się pieką, my robimy lukier, który będzie udawał białko jajka sadzonego.
Ucieramy białko z cukrem pudrem i sokiem z cytryny. Długo to trwa, bo puder musi się stać gładki. Ucierajcie aż pocierając lukier miedzy palcami nie wyczujecie żadnej szorstkości.
Zimne ciastka posmarujcie równą warstwą lukru. Połówkom brzoskwiń zetnijcie czubki. Będą udawały żółtka. Na lukier połóżcie  obcięte krążki brzoskwiń czy moreli.



Takie proste a takie zachwycające.

Tym oto sposobem wprowadziłam się w świąteczny nastrój i obiecałam sobie od jutra ostro wziąć się do przygotowań. 
Na razie zrobię sobie zasłużoną przerwę i może jakiś kieliszeczek ajerkoniaku się znajdzie. Trzeba przecież wcześniej sprawdzić jakość produktu.


Zachęcam do krótkiego relaksu. Jutro też jest dzień. 

12 komentarzy:

  1. Ciasteczka są cudne! Jeśli chodzi o wpisy, to ja nie amm zeszłorocznych, zrobilam kilka rzeczy w tym czasie kiedy wstawiłam posty a to dlatego, że na Święta jedziemy do Mamy, która uraczy nas swoimi przysmakami, więc kilka naszych chcieliśmy zjeść wcześniej - dzieląc się przepisem. Oczywiście zrobię kilka rzeczy i zabior ze sobą, ale jak napisałaś, będę miała je na zapas za rok;) Bo jak inaczej, realniej;) Pozdrawiam i Wesołego Alleluja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też Wielkanoc ruchoma. A zdjęcia powędrują do archiwum. Mam nadzieję, że za rok jeszcze będę pisać, to będzie jak znalazł. Wesołej Wielkiej Nocy i pozdrawiam

      Usuń
  2. Przepiękne!!!! Bardzo mi przypadły do gustu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i pięknej i smacznej Wielkiej Nocy

      Usuń
  3. jak je tylko spotkałam na jednym z blogów, zakochałam się w nich.
    ale jakoś tak nie mogę się za nie zabrać w końcu xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chwytają za serce i mogą na pierwszy rzut oka zmylić. Ofiarą była moja Mama. Pomyliła je z prawdziwymi jajkami sadzonymi.
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Dzisiaj myślałam dokładnie o tym samym. Ja myślę, że oni robią wszystko dwa razy. Współczuję bo to podwójnie obżarstwo :P
    Ja na przykład bardzo chciałabym dodać przepis na moje limonkowe ciasto, ale robię je dopiero w sobotę więc na blogu pojawi się po świętach. przecież nie będę go robić i jeśc dwa razy :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście wiele potraw może zaistnieć w innym terminie. Pozdrawiam

      Usuń
  5. Dlaczego współczuć podwójnego obżarstwa? Można się zawsze podzielić i ja często tak robię...nikt nie mówi, że trzeba od razu pochłonąć całą formę ciasta tydzień przed świętami, bo chciałam mu zrobić zdjęcia na bloga. Ja niektóre przepisy próbuję nawet parę miesięcy przed Wielkanocą, czemu nie ;-) Potem je wykorzystuję.
    Za to kwestia emerytów...będę wredna, ale wolę gdy pozostają w centrum miasta aniżeli siedzą o siódmej trzydzieści, gdy wszyscy jadą do szkół i prac, w autobusach...

    A ciastka znakomite, ale to pewnie już wiesz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Najpierw próba generalna, potem piękna premiera. Ja miałam tym razem wsypę z babą wielkanocną. A dzielnie się blachą ciasta jest wręcz wskazane. Może z jakimś emerytem ;)
      Pozdrawiam serdecznie i Wesołych Świąt

      Usuń
  6. wow genialnie wyglądają!
    co do wcześniejszych przepisów - jeśli już u mnie się taki pojawi to w ramach testowania, bo nie będę ryzykować niesprawdzonym przepisem na dzień przed świętami :) i zgadzam się z Arven - jakie obżarstwo? przecież chyba nikt nie je ciasta samemu :)

    Wesołych i Smacznych Świąt!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Mądr Polak po szkodzie". Czyli ja mądrzejsza o doświadczenia z babą. Drugi raz tego błędu nie zrobię. Masz absolutną rację, że trzeba przeprowadzić próbę. Samych udanych przedsięwzięć i Wesołych Świąt

      Usuń