środa, 21 marca 2012

Różne zastosowania pasty fasolowej. Dziś ciasto z kremem orzechowym




Z tym ciastem jest tak łatwo, że spokojnie możecie jednocześnie uczyć się japońskiego lub rozwiązywać  zadanie z sześcioma niewiadomymi  (przepraszam matematyków). Wszelakie utrudnienia mają dziś zakaz wstępu do kuchni. Gdyby nie egzotyka w postaci fasoli zamiast mąki, to rzecz nie warta byłaby specjalnej uwagi. Dziecko moje, słysząc o moich fasolowych planach, stwierdziło, że rozbudziłam jej ciekawość. Swoją,  zresztą, również.
Pastę fasolową kupiłam nieco na wyrost. Gdzieś, kiedyś, coś na jej temat słyszałam, ale żadnych źródeł nie pamiętałam. Jako, że w kupowaniu przypraw i dziwactw nie znam słowa „dość”, to z ostatniej wizyty na wyspach, przywiozłam kilka produktów, które do dziś nie zostały wypróbowane. Amok, jakiego dostaję w sklepach z produktami światowymi  upośledza mi rozsądek. Nie przeszkadza mi, że napisy na opakowaniu żadnego znanego  mi  języka nie przypominają. Słaby wzrok też mi życia nie ułatwia. Jedyne, co może mnie przywołać do porządku to linie lotnicze i ich wagowe ograniczenia.
Pasta fasolowa wpadła mi w ręce razem z wędzoną papryką. Czyli chyba klimaty meksykańskie mnie wciągnęły. Ale gdzieś tam tłukła mi się po głowie myśl, że użyję jej do czegoś chińskiego. Tak czy inaczej  pasta wylądowała w koszyku.
A po przyjeździe do domu, okazało się, że jest….słodka.  Lepka, nieco karmelowa w smaku. Więc może nie tylko do mięsa?  I leżała sobie grzecznie czekając na moją decyzję.
Dziś po zrobieniu sesji zdjęciowej tajemniczym obiektom o jeszcze bardziej tajemniczych symbolach  B45, V97… zachciało mi się czegoś nieco mniej zagadkowego i prostego.  Ciasta, które można zrobić lewą nogą. I szybko.
Skąd wziąć przepis? Pieczenie ciasta tego typu nie jest praktyką szeroko stosowaną. Jak zwykle  w takich przypadkach, najpierw wsadziłam ciasto do pieca, a potem pogrzebałam w necie.  Cóż, raz się żyje. Jaka adrenalina! Jakie napięcie!
A oto efekty.

                              oto sprawczyni dzisiejszego eksperymentu - pasta fasolowa


ciasto fasolowe


(blaszka 25x30)
szklanka pasty fasolowej
4 łyżki cukru
4 łyżki kwaśnej śmietany
pół szklanki mleka w proszku
4 łyżki kakao
4 jajka
2 łyżki masła orzechowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody
szczypta soli
1 łyżeczka esencji waniliowej

krem orzechowy


4 solidne łyżki mascarpone
3 łyżki masła orzechowego
2 łyżka nutelli

Będzie krótko , łatwo i przyjemnie. Wszystkie składniki, oprócz jajek, wkładamy do miski  i mieszamy (nie miksujemy). Kiedy poszczególne elementy się połączą, po jednym wbijamy jajka i ciągle mieszamy. Mieszanina będzie rzadka, niech was to nie stresuje. Taka być powinna.
Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia i rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni. Do rozgrzanego piekarnika wkładamy blaszkę z ciastem i pieczemy 25-30 minut.
Studzimy ciasto, kroimy na dwie części  i robimy krem. Ja musiałam ściąć górkę, która mi urosła. Wykorzystam ją do deseru z resztką mascarpone.



Składniki kremu miksujemy do ich połączenia się na aksamitną masę. Mmmmniam. Jest pyszna.  Smarujemy jedną połowę i na niej kładziemy drugą. Znów całość smarujemy, wyrównujemy i wstawiamy na godzinę do lodówki. To właściwie wszystko.  Z poprzednich zabaw w cukiernika, kiedy piekłam sernik kawowy, została mi reszta polewy z białej czekolady.
Kiedy fasolowe ciasto okrzepło nieco w lodówce, stopiłam polewę i wykorzystałam ją do przykrycia wierzchu ciasta.  Zrobiła się kolejna warstwa. To oczywiście niepotrzebny barok, ale jak dobrze smakuje.
Czas na podsumowanie.
Co z tego wyszło?
Upiekłam lekkie, bardzo pachnące, wilgotne ciasto. Nie wiedzieć czemu z posmakiem ciemnego muscavado.  Może to smak pasty fasolowej?  Upiekłam je w blaszce, bo chciałam podkreślić jego smak kremem orzechowym. Przekroiłam więc ciasto na dwie części i zrobił się fasolowy torcik, z orzechowym nadzieniem.

Tym oto sposobem moje zapasy pasty fasolowej skurczyły się o połowę.
Wnioski mam dwa.  Mąka wcale nie musi grać pierwszych skrzypiec. Jeśli ktoś ma problemy z jej wchłanianiem (bo jest alergikiem), to może opcja fasolowa byłaby świetnym zastępstwem.  Oczywiście eliminując z przepisu wszystko co orzeszkowe.
Wniosek drugi: fasola i ciasto to udany eksperyment. Wpisuję go do swojej książki.



Życzę podobnych odkryć i smacznego

9 komentarzy:

  1. niesamowicie pysznie wyglądają te efekty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I są zaskakująco dobre. Dziękuję i pozdrawiam

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Polecam. Cała robota trwała niecałe pół godziny. Plus pieczenie, oczywiście.
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Ale intrygujace ciasto! Ja bym sie na taka paste w zyciu nie zdecydowala w sklepie, bo nic by mi do glowy w kwestii przepisow nie przyszlo! A ten krem w srodku brzmi zabojczo (w dobrym sensie!)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ty się MidnightCookie od orzechów trzymaj z daleka. Dla ciebie zrobiłabym to ciasto z kremem rodzynkowym. Buźka

    OdpowiedzUsuń
  5. Trafiłam tu w poszukiwaniu czegoś orzechowego na święta i takie właśnie zrobię :) Dzięki za pomysł!

    OdpowiedzUsuń
  6. A jeszcze pytanie, jakie było to masło orzechowe? Trochę słodkie czy w ogóle? Bo będę robić sama i nie wiem jak traktować ilość cukru w przepisie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masło orzechowe było z drobinkami orzechów, bo takie jemy na kanapkach. I zdecydowanie nie było słodkie. Nutella w zupełności wystarczyła. Powodzenia:)))

      Usuń