wtorek, 3 stycznia 2012

Odezwa do Nowego Roku i makaron z warzywami po chińsku


Hej obudź się! Przyszedłeś i śpisz! Wstawaj! Świat śpi razem z tobą! 
Pierwszy dzień nowego roku minął. Usprawiedliwiona była nasza ospałość. Drugi dzień za nami i nic się nie zmieniło. Trzeci dzień kończy urzędowanie a tu ciągle żadnej iskry. Coś niemrawe te początki roku. Na drogach mniej aut, w sklepach klientów na lekarstwo. Nawet na ulicach nieliczni piesi, nie śpiesząc się drepcą w sobie znanych kierunkach. Czy to tylko na Śląsku panuje taka hibernacja czy też to trend ogólnokrajowy?
Hej, hej! Nowy Roku, czas się ocknąć. Tak się przyzwyczailiśmy do świętowania, że teraz rozbieg odbywa się w zwolnionym tempie. A  może postanowiliśmy w ramach noworocznych zobowiązań, się nie śpieszyć? Za nami święta a przed nami Trzech Króli. Zaczyna się jak w dobrym dowcipie o nic nie robieniu. Przedtem się nie opłacało niczego zaczynać, bo święta, a teraz nie warto, bo znów wolne. Może i zwolniliśmy tempo, ale jak znam życie, to tylko chwilowo. Za dwa tygodnie nikt nie będzie pamiętał pustych ulic, a o świętach będziemy mówili tylko w kontekście Wielkanocy.
Czas nam płynie, a jeść trzeba. Czy nam się chce czy nie. Ale jeśli można wybierać, to zadowolimy się czymś, co  nie wymaga wysiłku. Zarówno w przyrządzaniu jak i zjedzeniu. Lekko, łatwo i kolorowo. Makaron. Jedną ręką opierając się o stół, drugą krojąc imbir, ziewając i uciekając myślami do wakacji, robię sobie obiad.
Choć tradycjonaliści złapali by się za głowę. Obiad to złożoność, a u mnie sama prostota. Ale co tam. MMŻ dostanie wersję wypasioną, bo z kurczakiem. Mnie starczy sam makaron.
Oto on:

makaron z warzywami i grzybkami ostrygowymi (lub pieczarkami)
porcja dla jednego zjadacza

snopek* makaronu udon (ale można użyć ryżowego, sojowego czy innego)
kawałek papryki (ile kto lubi)
kilka różyczek brokuła
1 mała cebula
2 ząbki czosnku
1 łyżeczka pokrojonego imbiru
groszek cukrowy (lub garść fasolki szparagowej np mrożonej)
kawałek pora, pokrojony w plastry
1 mała marchewka, obrana i pokrojona w ukośne paski
1 łyżka kiełków (ja miałam rzodkiewkowe)
kilka dymek, pokrojonych ukośnie
3 grzybki ostrygowe (lub pieczarki, najlepiej brązowe)
jeśli lubicie ostre smaki, dodajcie czerwonego, pokrojonego chilli
3 łyżki oleju do smażenia

sos:

2 łyżki sosu sojowego
1 łyżeczka oleju sezamowego
1 łyżeczka sosu rybnego
1 łyżka wina ryżowego (możecie użyć octu ryżowego, smak będzie bardziej wyrazisty)
1 łyżeczka soku z limonki
1 płaska łyżeczka brązowego cukru

Wymieszajcie wszystko razem i spróbujcie. Niech sos połechce smakiem wasze podniebienie. Moja propozycja proporcji jest tylko propozycją. Wy decydujecie, czego ma być więcej lub mniej.
Jeśli sos jest gotowy, odstawiamy go na bok.

Makaron gotujemy zgodnie z przepisem. Odcedzamy, przelewamy zimną wodą i znów odcedzamy.

Wszystkie warzywa kroimy. Czosnek i imbir drobniutko. Marchewkę i paprykę na cięte ukośnie paski. A cebulę w ósemki. Brokuła dzielimy na różyczki, a groszek cukrowy jest gotów z zasady. Grzyby ostrygowe zalewamy na kilka minut wrzątkiem, a potem odcedzamy i kroimy na wąskie paseczki. Z pieczarkami sprawa jest inna. Myjemy je, kroimy na duże plastry i lekko obsmażamy. Rozgrzewamy olej na dużej patelni i wkładamy do niej po kolei warzywa: marchewkę, paprykę, cebulę, czosnek, imbir, pora, brokuła, groszek. Obsmażamy mieszając. Nie pozwólmy się warzywom przypalić. Kiedy całość jest jędrna ale nie surowa, zalewamy wszystko sosem. Dorzucamy grzyby i kiełki.  Zapach z gorącej patelni jest zapowiedzią tego, czego doświadczycie jedząc.
Pozostaje wam tylko dołożyć do warzyw makaron i zamieszać całość. Posypcie danie pokrojoną dymką i jedzcie, póki nikt nie wyczuł waszego obiadu.



Jeśli zostanie wam makaron (wątpię, ale może jesteście jeszcze najedzeni poświątecznie), to używając papieru ryżowego, możecie na kolację podać idealne spring rollsy. Zawijacie makaron w namoczony papier, kroicie na połowę każdy rulonik i moczycie w sosie. A sosem może być ten sam, którego użyliście do makaronu. Dodajcie jedynie zmiażdżony ząbek czosnku. To wszystko.
Może po zjedzeniu makaronu okaże się, że to jest ten zapalnik, który pobudzi was do życia. Ale gwarancji nie daję.



* snopek makaronu to tyle, ile zmieści się w kółeczku zrobionym z palca wskazującego i kciuka (to takie kółeczko, jak przy pokazywaniu O.K)
Smacznego i przypływu energii życzę

1 komentarz:

  1. Ja wczoraj robilam na kolacje podobny. Tylko byly w nim brokulki. Same pysznosci!

    OdpowiedzUsuń