sobota, 14 stycznia 2012

Kaczka po pekińsku na niedzielny obiad



Żadne wykręty i tłumaczenia nie wchodzą w grę. Uniki były dobre do czasu. Zresztą, kogo ja oszukuję. Samą siebie. Twierdzenie "chciałaby a boi się" jest w tym przypadku jak najbardziej na miejscu. Powrót z wielkiego świata z torbą przypraw, sosów, makaronów i marynat powinien był zaowocować czymś wyjątkowym. Amok jakiego doznałam w londyńskim Chinatown przypomniał mi, że kiedyś marzyłam o zrobieniu kaczki po pekińsku. Żeby była zrobiona jak Chińczyk przykazał i zawinięta w mandaryńskie placuszki. Słowo się rzekło i oto przede mną leży piękny okaz drobiu i czeka na mój pierwszy ruch. Zanim moja ofiara przyjmie postać ciemno brązowych chrupiących pasków mięsa, czeka ją wielogodzinne smarowanie. W Lemon Grass w Warszawie dają taką kaczkę, że nawet po dłuższym czasie trudno o niej zapomnieć. A może tak ją pamiętam, bo obok Pan Radek Sikorski też jadł kolację?  
Kilka razy robiłam przymiarki do tego dania, ale perspektywa długich przygotowań nieco mnie studziła. Potem gdzieś przeczytałam, że można do niego podejść na skróty.
Spójrzmy prawdzie w oczy. Kaczkę po pekińsku może zrobić każdy. To żadna filozofia czy wiedza tajemna. Trzeba się tylko wczytać w przepis, uzbroić w nieco cierpliwości i nie planować obiadu z kaczką na dziś.

Po upojnych chwilach spędzonych na lepieniu ośmiu tuzinów pierogów, po entuzjaźmie z jakim ucieraliście makowce i keksy, czas na poświąteczną odmianę i wyzwanie nowego typu. Zakładając oczywiście, że leń, który rozpanoszył się w międzyczasie został spacyfikowany. Kaczka po pekińsku nie jest daniem dla marudy. Tu trzeba się nieco przyłożyć i poświęcić trochę swojego czasu. Ale jeśli nie porzucicie drobiu, znudzeni smarowaniem, odpłaci wam się on przepysznym smakiem i orientalnym aromatem. Nie poddawajcie się! To tylko jedna kaczka. Jeśli was rozczaruje, możecie przecież nigdy więcej do niej nie wrócić.

kaczka po pekińsku
potrzebujecie:
1 kaczkę
do jej zamarynowania:
4 łyżki ciemnego sosu sojowego
3 łyżki miodu
1 łyżeczka oleju sezamowego
1 łyżeczka przyprawy 5 smaków

Wszystkie składniki marynaty wymieszajcie w miseczce. Kaczkę włóżcie do dużej miski i ostrożnie oblejcie wrzątkiem. To zamknie jej pory i spowoduje, że skórka będzie w końcowym efekcie chrupiąca. Potem musicie kaczkę bardzo dokładnie osuszyć. Zarówno zewnątrz jak i w środku. Teraz nasz okaz jest gotowy do zasadniczej obróbki. Następne zadanie wymaga cierpliwości. Na pocieszenie powiem, że cała reszta robi  się już praktycznie sama.
Wymieszaną marynatą posmarujcie calutką kaczkę. Pędzelek jest tutaj jak najbardziej na miejscu. Środek i skórka naszego drobiu muszą być dokłądnie pokryte sojowo miodową glazurą. Teraz pozwólcie marynacie wyschnąć. Żeby położyć następną warstwę, poprzednia musi się wchłonąć. Jak widzicie nie jest to skomplikowane, tylko czasochłonne. Mnie ta operacja kosztowała jedną potłuczoną miskę i obryzgane ściany. Mój przepis sugerował powieszenie kaczki w przewiewnym miejscu nad miską. Zlustrowałam swoje włości i doszłam do wniosku, że uchwyt szafki kuchennej jest idealny. Kaczka powędrowała na haczyk, haczyk na uchwyt, pod kaczkę miska. Było super do czasu, aż nie usłyszałam jak coś grzmotnęło z całej siły w miskę. Kaczka wylądowała na podłodze a ja miałam zajęcie w ściąganiu glazury z najbliższej okolicy. Patent na użycie szafki kuchennej zawiódł.
Nie bawcie się, Dzieci, w ten sposób. Wystarczy blaszka do pieczenia, na niej postawiona kratka a na kratce kaczka. Jest przewiewnie i bezpiecznie. Teraz możecie smarować do woli.
Takie smarowanie drobiu trochę potrwa, więc najlepiej zaplanować jego podanie na następny dzień.
Jeśli już okaz jest pięknie brązowy(od glazury),rozgrzejcie piekarnik do 220' i wstawcie do niego kaczkę na kratce do ociekania tłuszczu piersiami do góry. Nie zapomnijcie nakłuć skóry widelcem.
Przez pierwsze 15 minut pieczcie ją w 220', potem obniżcie temperaturę do 190' i dopiekajcie ją przez godzinę.
Odstawcie upieczoną kaczkę na kwadrans, aby psychicznie przygotować się do pokrojenia drobiu. Jest to ten etap, który wychodzi mi najgorzej. W krojeniu jestem absolutnym partaczem.
Te 15 minut poświęćcie na zrobienie placków mandaryńskich.



placki mandaryńskie

15 dkg mąki
10 ml wrzątku
1 łyżka oleju sezamowego

Mąkę zalejcie wrzątkiem i zagniećcie ciasto. Jeśli jest już gładkie, odstawcie je na parę minut. Potem uturlajcie z ciasta wałek o średnicy 3 cm. Pokrójcie wałek na plastry grubości ok 3 mm. Jedną stronę każdego z placków posmarujcie olejem sezamowym. Złóżcie dwa placki olejową stroną do siebie i rozwałkujcie je razem na cieńki placuszek. Mają być tak przytulone do siebie jak stare, dobre małżeństwo. Po rozwałkowaniu powinny mieć około 15 cm średnicy.
Na piecu stawiacie patelnię, najlepiej taką, na której możecie smażyć na sucho i smażycie placki z obu stron aż pojawią się brązowe bąbelki. Po usmażeniu każdą parę rozdzielamy i wszystkie układamy w stosik na talerzu.
W placki zawijamy kawałki kaczki, słupek ogórka i zieloną cebulkę. Zwinięte placuszki moczymy w sosie śliwkowym i zajadamy dumni z siebie, że nam się udało.




sos śliwkowy

0,5 szklanki powideł śliwkowych
  3 łyżki sosu sojowego
  2 łyżki białego wina
0,5 łyżeczki cynamonu
0,5 łyżeczki mielonego imbiru
szczypta ostrej papryki

Mieszacie wszystkie składniki sosu i gotowe. Lub otwieracie słoik z gotowym sosem hoisin i już.
Powodzenia, wytrwałości i smacznego.



Jeszcze zdążycie wyskoczyć do sklepu i kupić kaczkę. Jutro zrobicie obiad zwalający z nóg.

1 komentarz:

  1. Kaczka wyglada pychotnie. Z calym moim zamilowaniem do trawozerstwa przy kaczce w okolicy chyba dlugo bym nie wytrwala!

    OdpowiedzUsuń