czwartek, 15 września 2011

Kochamy ognie piekielne czyli ostra zupa rybna



Taki moment przychodzi niezapowiedzianie. Nigdy nie wiadomo czy tym razem nawiedzi nas wizja gorącej czekolady, ryby z frytkami, czy kromki chleba z śmietaną i cukrem. Zakrętasy naszych umysłów często prowadzą nas na manowce. Bo czemu w upalny dzień nachodzi nas potrzeba wypicia gorącej czekolady. I na nic próby przywołania się do porządku. Ja chcę już, natychmiast i nieodwołanie. Takie małe obsesje rządzą się swoimi prawami. To jak z piosenką, która obudziła się w głowie o poranku i przez cały dzień pojawia sie znienacka. Czy to się dzieje w tym samym ciemnym zaułku naszego umysłu, co nakaz jedzenia i picia? I co powoduje, że ta niodparta ochota rzadko jest związana z czymś zdrowym i potrzebnym. Nie. To nigdy nie jest kromka razowca z kiełkami. Już prędzej oczami wyobraźni widzimy czerwony napis: hamburger! chałwa!
I zazwyczaj nasze zachcianki dotyczą smaków kategorycznych. Ma być gorąco, lodowato, ostro lub omdlewająco słodko.
Dziś trafiło na mnie. Może to robienie harissy pobudziło moje szare komórki do poszukiwania mocnych wrażeń. Zachciało mi się czegoś co, wycisnęło by pot i łzy. Piekielne smaki są w naszym domu wysoce pożądane. Doświadczenia kulinarne MMŻ doprowadziły już do niejednej niespodzianki nad talerzem. Jednak mocnych wrażeń nigdy dość. Przy innej okazji opowiem o niewinnie wyglądających pomidorach z chili, które zaserwowano nam kiedyś w Arequipie. Towarzyszący nam panowie płakali jak dzieci.
Dziś nie potrzebuję piekła. Wystarczy mi do niego przedsionek. Będzie nim zupa rybna. A wy dozujcie sobie przyjemne cierpienie w zależności od wytrzymałości.  


Potrzebujemy

pół kg filetów białych ryb czyli halibut, morszczuk, dorsz, panga lub sola
4 łyżeczki pasty harissa lub chili ( jak ostro, to ostro)
1 puszkę pomidorowego purre
pół puszki pokrojonych pomidorów
1 szklankę rosołu warzywnego bądź dla purystów- rybnego
1 łyżeczkę cukru
1 łyżeczkę oregano
1 łyżeczkę tymianku
pół łyżeczki mielonej kolendry
1 ząbek czosnku
1 cebulę
2 łyżki oliwy z oliwek
1 cytrynę
zielony koperek lub natka pietruszki
sól, pieprz

Cebulę obieramy i kroimy w kostkę. Z czosnkiem robimy to samo. Rozgrzewamy oliwę w głębokim rondlu i smażymy dodając harissę lub pastę chili oraz zioła. Nie odchodzimy od pieca, bo smażenie trwa jedno machnięcie diabelskim ogonem. Gdy cebula i czosnek będą miękkie, dodajemy pomidorowe purre, pokrojone pomidory i rosół. Niech sobie pomrugają z dziesięć minut. Próbujemy na łyżce, co też nam się ugotowało. Ostrożnie, przecież dziś dotykamy bram piekielnych. Teraz pora dodać łyżeczkę cukru, sól i pieprz. To jest nasz dobry początek. Dalsza praca jest już formalnością. Kroimy filety na dość spore kawałki i wkładamy do bulgoczącego czerwonego wywaru.Niech się delikatnie zagotuje. Nie przesadzajcie z mieszaniem, bo to nie grochówka. Ryby nie lubią częstego dotykania. Po pięciu minutach wasze gotowanie jest właściwie skończone. Teraz nastąpi moment, kiedy wasza zupa przestanie być tylko zupą a stanie się daniem. Szorujecie cytrynę, Ścieracie na tarce żółtą skórkę, kroicie owoc na pół. Odkrawacie po plasterku cytryny na każdy talerz, a całą resztę wyciskacie do zupy. Czyli i skórka, i sok lądują w garnku. Spróbujcie teraz czy zupa ma wszystko w odpowiednich proporcjach. Zarówno ostrość harissy, jak kwaśność cytryny muszą być wyczuwalne. I to wszystko. Lejecie zupę do miseczek, dekorujecie plastrem cytryny i posypujecie posiekanym koperkiem lub natką.
Takie piekło jest baaardzo pociągające.



Smacznego

1 komentarz:

  1. I zdjecia piekne i tekst piekny! Az zapragnelam zupy rybnej! A Ty Limonko sie swietnie znalazlas w blogowym zywiole. Super.

    OdpowiedzUsuń