Nie znam nikogo, kto byłby obojętny na urok ogórków
małosolnych. Sama nie należę do wyznawców ogórka, ale zapach świeżutkich,
zieloniutkich ogóreczków moczonych w glinianym garnku jest nawet dla mnie
obezwładniający. Potem ich wersja kiszona czy korniszonowa nie robi już takiego
wrażenia.
Może to kwestia pewnej takiej nieśmiałości smakowej.
Przecież małosolne to pierwsze sezonowe przetwory. Są jakby drzwiami do letniej
spiżarni. Nic bardziej nie kojarzy mi się z początkiem sezonu słoikowego, jak
właśnie małosolne.
W szafie czekają grzecznie kamionkowe garnki, koper kupiony,
chrzan wykopany, liście wiśniowe jeszcze na drzewie, ale to tylko kwestia
czasu, a ogórki się moczą.
Jaka jest magnetyczna siła ogórków małosolnych niech
świadczy przykład z mojego podwórka.
Ile jesteście w stanie przejechać kilometrów, żeby zrobić
sobie sałatkę z małosolnych na kolację? MMŻ, który przez cały tydzień dzielnie
walczy z materią w mieście, policzył, że wstawione do gara w sobotę ogórki
powinny już osiągnąć swój odpowiedni małosolny stan. Tyle, że ten gar jest
nieco oddalony od miasta.
Kilkadziesiąt kilometrów nie było odległością zniechęcającą.
Wabik w postaci ogórków był silniejszy. Jakież było moje zdziwienie, kiedy MMŻ
stanął wczoraj w drzwiach i rozbrajająco zapytał: a ogórki się już zrobiły? A
pomyśleć, że kiedyś pędził, żeby spojrzeć mi głęboko w oczy… ; ) O tempora! O
mores!*
Najlepsze do wczesnego kiszenia są malutkie ogórki.
Zazwyczaj przygotowuję porcję z jednego kilograma, a po trzech, czterech dniach,
robię następny garnek. Tym sposobem zawsze lekko ukiszone ogórki towarzyszą nam
przez cały sezon.
Ogórki małosolne:
1 kilogram ogórków
1 litr wody
2 łyżki soli
3 ząbki czosnku
1 łodyga kopru
kilka wiórków chrzanu (jeśli macie dodajcie też jeden liść
chrzanowy)
4 liście wiśniowe (równie dobrze mogą być z czarnej
porzeczki lub dębu)
kamionkowy garnek, mały talerzyk, litrowy słoik z wodą
Ogórki wkładamy do miski i moczymy w zimnej wodzie przez
godzinę. Będą wtedy kruche.
Po godzinie wyjmujemy je z wody i przekładamy go garnka.
Wszystkie dodatki dzielimy na dwie porcje. Jedną kładziemy na dno garnka, potem
ogórki, a na koniec drugą porcję liści, czosnku, chrzanu i kopru. Zagotowujemy
litr wody (najlepsza jest źródlana, taka z butelki), wsypujemy dwie łyżki soli
i wlewamy na ogórki. Na ogórki kładziemy talerzyk mniejszy od średnicy garnka.
Na talerzyku stawiamy słoik z wodą. Taki balast spowoduje, że ogórki nam nie
wypłyną. Przykrywamy całą konstrukcję lnianym ręczniczkiem i zostawiamy w
kuchni.
Od pierwszej chwili garnek będzie źródłem świeżego ogórkowo
- koperkowego zapachu a z upływem czasu nie będzie was opuszczała myśl, kiedy
będzie już można ich spróbować.
Po trzech dniach w warunkach kuchennych można śmiało dokonać
zwiadu.
A potem kisić garnek za garnkiem.
*Okazało się, że to
nie ogórki, a chęć wspierania mnie w czasie meczu z Rosją przygnała MMŻ na
wieś. I całe szczęście, bo po strzelonej nam bramce trzeba było mnie cucić. Po
strzelonej przez nas, też.
A sałatka z ogórków smakowała nam obojgu.
Smacznego
No to już znasz;)
OdpowiedzUsuńUwielbiam surowe, kiszone, pikle, korniszony,
ale jestem zupełnie obojętna na urok małosolnych.
Sama idea bardzo mi się podoba i często je robię, ale zawsze z nadzieją, że nie zostaną wyjedzone do ostatniego, zanim ukiszą się zupełnie;)
O kurcze! To dopiero! Ja mam odwrotnie. Jestem absolutnie obojętna na wszystkie inne wcielenia ogórków. Ale takie małosolne są dobrym początkiem do czegoś bardziej wyrafinowanego. Pozdrawiam cię serdecznie
OdpowiedzUsuńnajlepsze są te dwa-trzy dni po ukiszeniu. świeże, pyszne!
OdpowiedzUsuńsezon czas zacząć.
Mniam, mniam. Takiego ogorka bym z przyjemnoscia zjadla. I pobilabym rekord podrozowania za malosolnymi :D
OdpowiedzUsuń