sobota, 11 maja 2013

Keks wiśniowy i majowe wakacje



Moje wakacje zaczynają się w maju. MMŻ wysyła mnie na kurs kulinarny a siebie obsadził w trudnej roli konsumenta i recenzenta. Biedny. Ile się będzie musiał napróbować, nawąchać, naoceniać. I to w takich nieludzkich okolicznościach, na obczyźnie.
Sycylia to miejsce mi nie znane. Nie byłam, choć Włochy kocham miłością niezmienną. Rok, w którym nie odwiedziłam ich choć na chwilkę, jest rokiem niepełnym.
Sycylia nigdy nie znajdowała się na mojej trasie podróży. Z tym większą ciekawością odwiedzę ją w maju. Podobno kwitnie i jest totalnie zielona. Poranki spędzę na poznawaniu kuchni sycylijskiej  a popołudnia na zwiedzaniu. W międzyczasie MMŻ wykona swoją pracę, tzn. zje, to co ja ugotowałam. Nasza grupa liczy 10 osób  i znając część z nich, jestem pewna, że grupa gotujących i grupa konsumujących będzie się dobrze bawić. 
Póki co piekę chleby dla mojej Mamy. Zostaje pod lasem a do piekarni daleko. Piekę ciasto, bo a nuż goście się trafią z ochotą na coś słodkiego. Wszelkie keksy i babki są mile widziane.
Dzisiejsze ciasto jest uniwersalne, bo czekoladowe dzielnie nabiera mocy z każdym dniem. Może być zjedzone natychmiast a może postać kilka dni. To z wiśniami to jedno z moich ulubionych.



Keks wiśniowy

1 szklanka mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
100 g masła
100 g gorzkiej czekolady
2 jajka
szklanka konfitury wiśniowej
pół szklanki cukru

dodatkowo ale niekoniecznie pół szklanki  wiśni z likieru

polewa:
pół tabliczki czekolady (jaką kto lubi)
2 łyżki masła
1 łyżka likieru wiśniowego

Ciasto należy do grupy ciast błyskawicznych. Można je upiec gotując obiad i na podwieczorek będzie gotowe.
Topimy masło i dodajemy do niego połamaną czekoladę. Kiedy czekolada się rozpuści, dodajemy cukier i konfiturę wiśniową. Mieszamy i studzimy.
Rozgrzewamy piec do 180 stopni. Wykładamy foremkę papierem do pieczenia.
Mieszamy mąkę z solą i proszkiem do pieczenia.
Do wystudzonej masy czekoladowej wlewamy dwa rozbełtane jajka. Mieszamy np. widelcem. Wsypujemy mąkę i niedbale i krótko mieszamy. Wlewamy ciasto do foremki i wciskamy w nie wiśnie z likieru.
Wstawiamy do piekarnika na godzinę.
Po upieczeniu lekko studzimy i polewamy polewą, którą robimy wrzucając do gorącego stopionego masła z likierem połamaną czekoladę.
Smakuje dobrze na ciepło ale moim zdaniem nabiera mocy na drugi dzień. No i można je zabrać do pracy na drugie śniadanie.


Życzę pięknego tygodnia i żegnam się na jakiś czas. Kiedy wrócę, to o wszystkim opowiem.




Smacznego i pięknego dnia

3 komentarze:

  1. Limonko :)))gratuluję Ci już dziś wspaniałego kursu...należy Ci się, bo wspaniale pieczesz i tworzysz..co widać na zdjęciach..Sycylia...zazdroszczę...ale mam nadzieję, że zrobisz duuuuzzzzo zdjęć i przedstawisz je na blogu.
    Keks...uwielbiam :))
    Dziękuje ci za ciepłe słowa na moim blogu...to wiele dla mnie znaczy :)Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Och Limonko, jak fajnie! Koniecznie pochwal nam sie zdjeciami jak wrocisz!

    Keks super, ale zrobienie ciasta w czasie gotowania obiadu to dla mnie wciaz wyzsza szkola jazdy ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. O jejku ale Ci zazdroszczę, kursu, Sycylii i tak wspaniałego męża.

    Ps. tego soczystego jak wisienka keksiku też Ci zazdroszczę!

    Bawcie się dobrze na włoskich ziemiach :)

    OdpowiedzUsuń