piątek, 3 lutego 2012

Słodki drobiazg czyli deser czekoladowy



Czy zadarzyło wam się kupić coś z myślą o jakiejś odległej i mglistej okazji? Moja Córka, która jest uzależniona od sklepów papierniczych, ma zwyczaj kupować kartki niekonwencjonalne. Nie świąteczne czy urodzinowe. Nie kupuje ich też z premedytacją. Nie, po prostu wchodzi do sklepu i zawsze jakaś kartka krzyknie do niej: hej! tu jestem! na pewno ci się przydam! Często bywa tak, że widzi kartkę i jest pewna, że została stworzona z myślą o bardzo konkretnej osobie. Kartki się pietrzą i zawsze prędzej czy później znajdują właściciela. A książki? Ile razy kupowałam książkę i wiedziałam, że nie jestem jej docelowym przystankiem. Bo znam kogoś, kto ucieszy się z jej posiadania bardziej.
Żebyśmy się nie nudzili potrzebujemy coraz to nowych bodźców. Rutyna to skuteczny kiler. W rocznice, imieniny, urodziny oczekujemy prezentów. Cieszą nas i owszem, ale nie mają tego dreszczyku nieprzewidywalności. Na co dzień miłe a nieoczekiwane niespodzianki są jak przyprawy w jedzeniu. Zaostrzają apetyt i powodują błogostan. Czujemy się lepsi i jesteśmy lepsi dla innych.



Ten deser jest właściwie produktem ubocznym ciasta z musem morelowym. Upiekłam za gruby spód ciasta i musiałam znaleźć sposób na wykorzystanie niezagospodarowanej części. Wyszło całkiem nieźle. A smakowało bardzo czekoladowo. To właśnie był drobiazg, którego mogłoby nie być, a który okazał się maleństwem osładzającym nam popołudnie. Tym razem zrobiłam prezent dla siebie i MMŻ.




ciasto na podstawę

2 jajka
1/3 szklanki drobnego cukru
10 dkg mąki pszennej
5 dkg mąki ziemniaczanej (lub kukurydzianej)
1 łyżeczka proszku do pieczenia

Jak upiec ciasto zobaczcie tutaj



mus z białej i ciemnej czekolady



2 jajka
1 łyżeczka mąki kukurydzianej
3 łyżki cukru
1 szklanka mleka
2 łyżki żelatyny zalane 2 łyżkami wody
1 szklanka kremówki
pół tabliczki białej czekolady
pół tabliczki deserowej czekolady

Zaczynamy od oddzielenia białek od żółtek. Żółtka ucieramy z cukrem i mąką kukurydzianą na puszystą masę. W garnuszku podgrzewamy mleko. Nie musi się zagotować. Wystarczy, że będzie gorące. Takie gorące wlewamy do miksowanych ciągle jajek. Teraz miskę z masą jajeczną stawiamy na garnku z wrzącą wodą. Ubijamy trzepaczką jajeczną masę aż zacznie gęstnieć. Zdejmujemy z ognia. Na tym samym garnku z wrzątkiem możemy postawić miskę z napęczniałą żelatyną i poczekać chwilę aż się rozpuści. Rozpuszczoną żelatynę wlewamy do masy jajecznej i mieszamy. Odkładamy na bok do wystudzenia. Wykorzystaną miskę z wrzątkiem znów zaprzęgamy do pracy i stawiamy na niej miseczkę do stopienia czekolady. Jeśli najpierw stopimy białą czekoladę ominie nas zmywanie miski, bo w drugiej kolejności użyjemy jej do topienia ciemniej czekolady. Kiedy obie czekolady mają już postać płynną, pozwalamy im ostygnąć. Pamiętajmy, że klucz do sukcesu leży w doprowadzeniu składników do zbliżonej temperatury. Wtedy nic nam się nie zwarzy ani nie rozpłynie.
Ubijamy kremówkę. Czas na połączenie składników. Masę jajeczną dzielimy na pół. Każdą część przelewamy do innej miski. Do jednej dodajemy stopioną białą czekoladę a do drugiej ciemną. Ubitą kremówkę również dzielimy na pół. Delikatnie łączymy z czekoladową masą. Okrągłe foremki, których dno zajmuje ciasto, napełniamy najpierw masą ciemną, a na nią wykładamy masę jasną. Tak jest bardziej spektakularnie. Niestety, do tego wniosku doszłam już po fakcie. Na moich zdjęciach widać jaki błąd popełniłam. Po warstwie biszkoptowej nie widać musu z białej czekolady.
Napełnione foremki wkładamy do lodówki. Po godzinie deser jest gotowy i można go wyjąć z obręczy.
Jeśli chcecie zrobić czekoladową dekorację, to pół tabliczki czekolady stopcie w miseczce, używając niezastąpionego garnka z wrzącą wodą. Płynną czekoladę przełóżcie do woreczka foliowego z małą dziurką na końcu. Na papier do pieczenia wyciśnijcie dowolne kształty i na chwilę schłódźcie w lodówce. Podpis Mozarta, jak nazwał moje dekoracje MMŻ, możecie zrobić na zapas.



Zanim nałożyłam na ciasto mus czekoladowy, skropiłam je kilkoma kroplami likieru pomarańczowego. Pycha.
Mała rzecz a cieszy.

Życzę mnóstwa radosnych drobiazgów i smacznego

13 komentarzy:

  1. Na te mrozy czekolada naaajlepsza! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tak! A najlepsza z mocnym dodatkiem.

      Usuń
  2. aż mam ochotę popatrzeć na te niekonwencjonalne kartki.. :-)
    cudny deser.

    OdpowiedzUsuń
  3. Sklepy papiernicze... ach! Dzisiaj przejrzalam swoja kolekcje papeterii i stwierdzilam, ze jest cienko. Kartki jeszcze w sklepach sa ale juz papeterie nie bardzo.

    Deser piekny! (i wiem z autopsji, ze pyszny!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zostają jeszcze zapasy i bella Italia. A wakacje niedaleko.

      Usuń
  4. Muszę kiedyś spróbować zrobić takie fajne czekoladowe dekoracje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To łatwizna. Najtrudniej jest się zdecydować. Odwagi.

      Usuń
  5. ale ładny deser ;]
    świetnie by pasował na wykwintną kolację.
    nawet walentynkową!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie masz rację. A Walentynki tuż tuż. Dzięki za wpis.

      Usuń
  6. Bardzo smacznie wygląda i elegancko;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj zdarzyło, zdarzyło. I ciągle mi się zdarza, tylko miejsca coraz mniej :D
    A deser śliczny, wygląda profesjonalnie, jak z najlepszej cukierni.

    OdpowiedzUsuń