środa, 8 lutego 2012

Kiszone cytryny czyli jedno oko na Maroko



Ten bardzo charakterystyczny dla kuchni północnej Afryki dodatek do potraw pojawił się w moim życiu lata świetlne temu. Kiedy w naszym kraju szalała kolejna zima stulecia, babska strona naszej rodziny zrobiła sobie wakacje i wyruszyła do Tunezji. MMŻ, gaszący kolejny światowy pożar, w przeddzień wyjazdu powiedział wakacjom "nie". Zła jak diabli, z dwójką dzieci uwieszonych na walizkach, z Mamą, która najdalej była nad morzem, wyruszyłam w podróż. Jeszcze w samolocie pomstowałam na cały ród męski.
A potem zapomniałam nie tylko o rozczarowaniu, ale o zimie, szarości i co najgorsze o powrocie do domu. Ilość atrakcji tak skutecznie oderwała mnie od myśli o powrocie, że szczerze się zdziwiłam, kiedy trzeba było pakować walizki. Ogromną zasługę w moim zapomnieniu miała  kuchnia. Rano po śniadaniu już czekałam na następny posiłek. Karmili nie dość, że obficie, to na dodatek smacznie. I tu pojawiają się kiszone cytryny. Pierwsze spotkanie trzeciego stopnia było niewinne. Oliwki, papryczka i żółte kawałki czegoś, co wyglądało jak zwiędła cytryna. Ale jak smakowało! Dodanie kiszonej cytryny do oliwek jest pomysłem nieprawdopodobnie prostym a jak trafionym.
Wspomnienie tego smaku zabrałam ze sobą do domu. Wydawało mi się, że tylko w kraju posiadającym pustynię można zakisić cytrusy. I trwałam w tym mniemaniu długi czas.
Jak się okazało, trzeba wyjść  poza stereotypy. Kiszenie to nie tylko poczciwa kapusta i swojskie ogórki. Na dodatek, ten rodzaj egzotyki nie wymagał żadnej egzotyki! Wystarczy cytryna, sól i jakieś przyprawy.



kiszone cytryny
(podaję ilość, którą ja zastosowałam, wy możecie ukisić np dwie cytryny)

9 cytryn (do zakiszenia)
4-5 cytryn do wyciśnięcia soku
szklanka gruboziarnistej soli
przyprawy: laska cynamonu
                  liść laurowy
                  kilka ziaren pieprzu
                  kilka ziaren kolendry
                  4-5 goździków
                  łyżeczka płatków chili

Musimy bardzo dokładnie wyszorować cytryny. Czyściutkie przekładamy do jakiejś miski i zalewamy wrzątkiem. Zostawiamy je na 4 godziny. Przygotowujemy słój, który pomieści nasze skarby. Na dno sypiemy pół szklanki soli.
Cytryny po wymoczeniu wyciągamy z wody i rozcinamy na czworo, tak jednak, aby nie przeciąć ich do końca. Posypujemy je od środka solą i wkładamy do słoja. To samo robimy z resztą cytrusów. Starajmy się je układać ciasno. Pomiędzy cytryny wkładamy przyprawy. Kiedy wszystkie sztuki są już na swoich miejscach, sypiemy resztę soli i wlewamy wyciśnięty sok z pozostałych cytryn. Wszystkie cytrusy muszą być przykryte płynem. Możecie dodać kolejną porcję soku lub uzupełnić słój odrobiną przegotowanej wody. Zakręcamy słoik i odstawiamy na minimum dwa tygodnie.
Potem kombinujemy jak je spożytkować. Ale wierzcie mi, tadżin czy schlada (to takie mrokańskie gazpacho) z cytryną smakuje zupełnie inaczej. Możecie piekąc kurczaka włożyć jedną żółtą ślicznotkę do jego środka. Pamiętajcie tylko, że ich ostatnim środowiskiem naturalnym był roztwór soli. Więc ostrożnie z soleniem.

A dlaczego napisałam w tytule o Maroko skoro rzecz działa się w Tunezji? Otóż dlatego, że z perspektywy domu oba te kraje kojarzą mi się z podobnymi smakami i zapachami. Ale do Maroka jeszcze pojadę.



Kłaniam się i życzę udanych cytrusowych eksperymentów.

Ten wpis bierze udział z akcji  http://durszlak.pl/akcje-kulinarne/ii-festiwal-kuchni-arabskiej

3 komentarze:

  1. wow! nigdy o czymś takim nie słyszałam! :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli czas spróbować! Do odważnych świat należy. Ukłony

      Usuń
  2. Och, to sie dowiedzialam o wycieczce do Tunezji! (sloika na cytryny szukam, tylko musi byc ladny!)

    OdpowiedzUsuń