wtorek, 5 sierpnia 2014

Rola kalendarza w życiu czyli sałatka z kurczaka w aromacie chilli i limonki
























Założę się, że w większości polskich (i nie tylko) domów wisi kalendarz.
Gdzieś w okolicach grudnia zaczynamy rozglądać się za zamianą dekoracji jeśli o niego chodzi. Niektórzy, charakteryzujący się zaradnością lub po prostu oczarowani pięknem danego egzemplarza, przywożą kalendarz z wakacji.
Wywołuje on ciekawość na bardzo krótko. W momencie wyboru i może jeszcze kiedy jest wieszany na ścianę. Potem po prostu wisi i przestajemy dostrzegać szczegóły, które zadecydowały o jego wyborze. Ignorujemy toskańskie widoki, rozkoszne kociaki czy uśmiechniętą buźkę Justina Bibier'a. Potem liczą się tylko cyfry oraz dni, tygodnie, miesiące.
Do momentu, aż zaczynamy rozglądać się za kolejnym kalendarzem.

Niektórzy pewnie pamiętają kalendarze spotykane kiedyś najczęściej, takie ze zrywanymi kartkami. Kartek było tyle, ile dni w roku. Kalendarz był drukowany na papierze dziś nazywanym recyklingowym. Szare, nijakie dni powszednie i zaznaczone wyblakłym czerwonym tuszem dni świąteczne.
Niby nic zapadającego w pamięć. Ale ten kalendarz miał jedną ogromną zaletę. Dało się go czytać.
Na awersie każdej kartki było wszystko to, co kalendarz mieć powinien: datę, kto obchodzi imieniny, fazę księżyca, godzinę wschodu i zachodu słońca, ewentualnie rocznicę.
Za to rewers był skarbnicą wiedzy. Biografie, przepisy kulinarne, pochodzenie nazw, anegdoty, ciekawostki podróżnicze, medyczne czy matematyczne deptały sobie po piętach.
Jako młody człowiek uwielbiałam czytać ten kalendarz. Lubiłam wertować go na chybił trafił i lubiłam czytać każdą kartkę po kolei.
Do dziś mam wyrwane i schowane kartki z dnia ślubu i urodzin Dzieci.
Na pamiątkę.
Z nowymi czasami przyszły nowe kalendarze. Kolorowe, błyszczące.
Możemy w nich wybierać, przebierać. Rynek stara się zadowolić najbardziej wybrednego czy wymagającego klienta. A jeżeli czegoś na rynku nie ma, możemy sobie kalendarz wyczarować za pomocą odpowiedniego programu. Sami.
I chociaż widuję kalendarz ze zrywanymi kartkami w księgarni, nie zauważyłam go w żadnej ze znanych mi kuchni. Przegrywa ze swoimi młodszymi i piękniejszymi kuzynami.
Ja również chyba bym go już nie kupiła. Zamiast czytania rewersu mam przecież wujka Google i ciocię Wikipedię.
Pomyślałam o tym szarym świadku mijających dni, kiedy zaciekawiło mnie zdjęcie z kalendarza, wiszącego na ścianie. Jest oczywiście duży, błyszczący, kolorowy i kulinarny. Ma piękne zdjęcia a obok proste przepisy.
Co miesiąc przewracam kartkę i nie zwracam uwagi na słowo. Rzucam okiem na obrazek i nie zawracam sobie głowy treścią.
Teraz widzę, że szkoda.
Trzeba było zadać sobie nieco trudu i wrócić do czytania kalendarzy.
Można się tego i owego nauczyć.
Na przykład jak zrobić pyszną sałatkę z kurczaka w aromacie chilli i limonki.
























Chilli-limonkowa sałatka z kurczaka
(z kalendarza BBC GoodFood)

marynata:
otarta skórka i sok z 2 limonek
3 łyżki brązowego cukru
3 łyżki sosu rybnego
1 ostra papryczka chilli, drobno posiekana
1 łyżka oliwy
2 ząbki czosnku, roztarte
1 łyżeczka kurkumy
1 łyżka liści kolendry
4 pałki z kurczaka

do sałatki:
kilka zielonych cebule, pociętych na kawałki
pół ogórka, pociętego na długie paski
kilka małych pomidorków lub jeden pokrojony na cząstki
łyżka liści kolendry
kilka listów bazylii
1 avocado obrane i pokrojone na plastry
garstka uprażonych orzeszków ziemnych do posypania
limonka

Wszystkie składniki marynaty mieszamy ze sobą i wlewamy do szczelnego woreczka. Pałki kurczaka (obrałam je z kości i skóry, choć nie jest to konieczne) wkładamy do marynaty. Mocno związujemy woreczek i chowamy do lodówki na co najmniej 2 godziny lub lepiej na dobę.
Potem rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni, wyjmujemy kurczaka z marynaty (nie wylewamy jej!) i umieszczamy na blaszce. Wkładamy do piekarnika i pieczemy około 30 minut, obracając mięso na drugą stronę w połowie pieczenia.
Marynatę przelewamy do garnuszka i zagotowujemy. Potem ją studzimy i mamy gotowy sos do sałatki.




Przygotowujemy duży talerz.
Rozkładamy na nim zieleninę, ogórka, avocado, pomidorki i wystudzonego kurczaka. Posypujemy orzeszkami i kolendrą, polewamy sosem i podajemy z cząstkami limonki.




















Powiem wam, że zajrzałam na kolejną kartkę i znalazłam pysznie wyglądającą ziołową pizzę z kozim serem. Chyba przepisów mi nie braknie do końca roku.

P.S.
A to stworzenie odwiedziło dziś rano nasze maliny:




Smacznego

7 komentarzy:

  1. u mnie jest i kolorowy wiszący i wtym roku zaszalalam i drugi jest do wyrywania z fajnymi rzeczami do poczytania Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jesteś znawcą tematu:))
      Fajnie cię znowu gościć Majka:))
      Uściski wysyłam

      Usuń
  2. Jaka piekna kosiarka do malin Cie odwiedzila Limonko! A kalendarz masz fajny - z przepisami. Ja mam widok na Duomo we Florencji w tym miesiacu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś nie jestem zaskoczona:)) Buźka

      Usuń
  3. Byłam w Chorwacji ,a 21 jedziemy do Świnoujścia bo nasze morze zaliczamy co roku ,więc i w tym pora na wyjazd .Ściskam mocno ,uwielbiam Cię

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja myślę, że musimy kiedyś się spotkać i pogadać :D Otóż ja mam zerwaną kartkę z kalendarza z dnia moich urodzin (wow), w związku z tym, żeby podtrzymać tradycję w zeszłym roku kupiłam kalendarz ze zdzieranymi kartkami, żeby mieć też kartkę z dniem urodzin mojej córki. I wróciłam do tych kalendarzy. Na ten rok też kupiłam. Ach i jeszcze kartka z kalendarza była motywem przewodnim na moim weselu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam Cię moja kochana, Twoje wpisy, fantastyczne zdjęcia. Super,że dałaś się poznać osobiście..A kartki z kalendarza...każdy ma swoją historię...:))Wspaniały gość Was nawiedził:)

    OdpowiedzUsuń