piątek, 16 września 2016

Między czarnym bzem a końcem lata czyli torcik gruszkowy z kremem chałwowym





















Nalałam sobie piwo do szklanki. Dolałam do niego syropu z czarnego bzu. Jest tak ciepło dzisiaj, że aż trudno uwierzyć, że to ostatni tydzień lata. Syrop z kwiatów czarnego bzu jest dowodem na cykliczność w przyrodzie.
Gdybym w maju nie zrobiła tegoż syropu, teraz mogłabym sobie o nim tylko pomarzyć.
Te kwiaty, których nie zerwałam, teraz wiszą ciężkimi kiściami bzowych owoców.
Patrzę na te kiście i widzę dżemy i nalewki.

Piątek ma się ku końcowi, tak samo jak lato. Ostatni weekend zapowiada się deszczowo ale może to bujda.
Czasami pogoda lubi zrobić nam niespodziankę.
Rano, kiedy wyruszam na swoją przebieżkę do lasu, powietrze jest jak kryształ. Rosa leży na trawie takimi grubymi kroplami jakby w nocy padał deszcz. Są takie miejsca, które zatrzymują rosę cały dzień i nawet najbardziej upalny dzień tego już nie zmienia.
Jesień może i jeszcze nie nadeszła ale czuje się się ją w każdym liściu i pajęczynie.
Śliwki węgierki nabierają miodowej słodyczy, dynie hokkaido mają już kolor ogniście pomarańczowy, a motyle rusałki krążą w powietrzu między śliwami jak kolorowe liście.
Spokój taki panuje na mojej wsi, że aż strach pomyśleć, że trzeba wracać do miasta.
Wiele się tego lata wydarzyło. Bez względu gdzie mieszkasz, los i tak cię dopadnie.
Co ma być, to będzie.
Chociaż... może nie do końca. To, co mnie ugryzło i powoli zjadało mi nogę, raczej w mieście nie miałoby racji bytu. Na szczęście dzielna służba zdrowia (miejska) przybyła z pomocą i noga została uratowana. Inne przypadki uszczerbków na zdrowiu mogłyby się przydarzyć bez względu na szerokość i długość geograficzną.
Od czerwca zjadłam już ze trzy wagony wszelkiej maści medycznej chemii i okazało się, ze zasada „co nas nie zabije, to nas wzmocni” jest średnio prawdziwa.
Tak, zaduma mnie naszła pięknie korespondująca z babim latem.
Jeszcze tylko napełnię butelki nalewką aroniową, zamknę w słoikach konfiturę z czarnego bzu, zamyślę się nad zastosowaniem tarniny i powoli pozbieram swoje wiejskie zabawki.

A na słoneczne popołudnie, do popołudniowej kawy podam ciasto z przepysznym chałwowym kremem i pieczonymi gruszkami.












Torcik gruszkowo chałwowy

ciemny biszkopt
3 jajka
3 łyżki mąki pszennej
1 łyżka kakao
1 łyżka mąki ziemniaczanej
3 łyżki drobnego cukru
szczypta soli

krem chałwowy:

200 g chałwy
250 g mascarpone
200 ml kremówki

konfitura lub dżem gruszkowy
kilka świeżych gruszek
3 łyżki cukru
1/4 szklanki wody
1 łyżeczka soku z cytryny

poncz do nasączenia:
pół szklanki herbaty
kieliszek Gorzkiej Żołądkowej
1 łyżka cukru

Mocno podgrzewamy kremówkę. Do niej wrzucamy pokruszoną chałwę i mieszamy do rozpuszczenia. Przelewamy do miski i przykrywamy folią spożywczą by uniknąć kożucha.
Schładzamy a potem wkładamy na kilka godzin do lodówki by krem stężał.

Karmelizowane plastry gruszki.
2-3 gruszki kroimy (ze skórką) na jak najcieńsze plastry. Rozgrzewamy piekarnik do 160 stopni. Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia.
W miseczce mieszamy 3 łyżki cukru z 1/4 szklanki wody i sokiem z cytryny. Zagotowujemy i studzimy.
Plastry smarujemy z obu stron syropem cukrowym i kładziemy na blaszce.
Suszymy w piekarniku około 20 minut.
Potem wyjmujemy i zostawiamy na papierze do wystygnięcia.

Pieczemy biszkopt.
Ubijamy na sztywno białka z szczyptą soli. Dodajemy po łyżce cukier. Ubijamy do rozpuszczenia się cukru.
Dodajemy żółtka i ubijamy jeszcze kilka sekund.
Wyłączamy mikser i delikatnie łączymy masę jajeczną z przesianymi mąkami i kakao.
Wykładamy blaszkę papierem do pieczenia. Wlewamy ciasto do foremki, wyrównujemy powierzchnię i wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni.
Pieczemy 20 minut. Studzimy.

Po kilku godzinach (a najlepiej następnego dnia) możemy zabrać się za przekrojenie biszkoptu wzdłuż.

Wyjmujemy z lodówki krem chałwowy i mascarpone.
Miksujemy krem i dodajemy po łyżce mascarpone. Miksujemy krótko, tylko do połączenia się składników (by krem się nie zwarzył).

Na biszkopcie nasączonym ponczem kładziemy dżem gruszkowy i dokładnie rozsmarowujemy.
Następnie wykładamy połowę kremu chałowego i rozprowadzamy równo.
Przykrywamy drugą częścią biszkoptu. Ten również nasączamy ponczem i smarujemy drugą częścią kremu.
Na górę kładziemy plastry gruszek.

Schładzamy kilka godzin w lodówce.




Pięknego weekendu i smacznego

6 komentarzy:

  1. Witaj moja ukochana LImnoko. Dziękuję Ci pięknie za ten post, bo... właśnie przybyłam do domu zmarznięta i pomyślałam sobie. .... jeszcze chwilkę temu było tak pięknie i gorąco, a tu wielkimi krokami nadciąga jesień. Twój post słoneczny przywołał piękne dni tegorocznego słonecznego lata. Dziękuję i pozdrawiam ciepło!:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba znaleźć sobie coś na pocieszenie:))

      Usuń
  2. Jakas melancholia sie tu wkradla. Jesien ma do niej tendencje. Na szczescie na pocieszenie mamy gruszki, a takie gruszki z sadu sa przepycha!

    OdpowiedzUsuń
  3. Szybkiego i całkowitego powrotu do zdrowia Ci życzę :)
    A ciasto wygląda bajecznie :)

    OdpowiedzUsuń