sobota, 3 października 2015

Priorytety zupełnie nie priorytetowe i nalewka z owoców czarnego bzu

























Nalewka jeszcze nie gotowa, kartony jeszcze nie spakowane, łóżko jeszcze nie dojechało, firan jeszcze nie kupiłam, bateria w łazience jeszcze nie podłączona, dom po lasem jeszcze nie zamknięty.
Tych „jeszcze” nazbierało się tak dużo, że najchętniej chciałbym być strusiem. Wtedy schowałbym głowę w piasek i czekała aż słowo „jeszcze” zamieni się w „już”.
Szkoda, że w naiwności swojej człowiek wierzy w siły nadprzyrodzone, krasnoludki, uczynne elfy i dobre wróżki.
Co prawda fakt ten ma miejsce tylko we wczesnym dzieciństwie i do momentu, aż starszy brat nie uświadomił małolata, że św. Mikołaj to sąsiad Zenek ale i tak szkoda.
Może gdyby od kołyski wpajano nam, że cała ta bajkowość to ściema, to dziś łatwiej byłoby się uporać z rzeczywistością.
Nie ma co liczyć na czarodziejską różdżkę, tylko zakasać rękawy i wyjąć głowę z piaskownicy.
Najlepiej po kolei odhaczać zadania.
Ale jak to zrobić, kiedy za progiem jesień taka piękna?
Jeśli chcecie pokazać komuś idealny wzór polskiej złotej jesieni, zabierzcie go rankiem za miasto.
Tylko nie planujcie na później przeprowadzki czy kafelkowania łazienki.
To bardzo nie mobilizujący obrazek. To refleksyjny obrazek.
Ja dziś zostawiłam wszystkie „jeszcze” w mieście, zamknięte na cztery spusty w opustoszałym mieszkaniu i wkroczyłam w mgły, poranny szron na trawie i zaspane słońce.
Niczego nie żałuję i nie gnębią mnie wyrzuty sumienia. To, co zafundował weekend lepiej zadziałało niż tony leków poprawiających nastrój.
Pal licho zaległości. Dziś nie mają znaczenia. Dziś zrywam ociężałe od soku kiście owoców czarnego bzu. Będzie nalewka palce lizać.
Nie mam obaw o zdrowie, bo o tej porze czarny bez jest samym dobrem. Nie ma na nim już ani jednego niedojrzałego ziarenka. Jest idealnie czarny i soczysty.
Zerkam też na jarzębinę, ale ona musi zdrowo przemarznąć, by stać się przedmiotem mojego pożądania.
Robiliście już nalewkę z owoców czarnego bzu? Ja też nie. To mój debiut.















Nalewka z owoców czarnego bzu

1 kg kiści owoców czarnego bzu
0,5 litra wódki
1 szklanka spirytusu
pół szklanki wody
3/4 szklanki cukru
1 laska wanilii
1 dwulitrowy słoik

Kiście czarnego bzu otrząsamy z ewentualnych mieszkańców. Obrywamy kuleczki z gałązek. O tej porze roku nie będzie z tym najmniejszych problemów, bo kuleczki same spadają.
Wsypujemy owoce do garnka i zasypujemy cukrem. Wlewamy wodę i stawiamy na ogniu.
Owoce puszczą sok. Gotujemy syrop bzowy 10 minut i przecedzamy na sicie. Wrzucamy do niego przekrojoną laskę wanilii.
Studzimy syrop i wlewamy do czystego słoika.
W osobnym naczyniu mieszamy wódkę ze spirytusem.
Do wystudzonego syropu powoli wlewamy alkohol. Mieszamy. Zamykamy słoik w wstawiamy na minimum miesiąc w ciemne miejsce.
Po miesiącu możemy zlać nalewkę do butelek.

Płyn, który rozlałam przed chwilką jest gęsty, bardzo intensywny w smaku i ma przepiękny kolor.
Myślę, że czas będzie teraz działał na jego korzyść.

Dajcie się skusić...zarówno na jesienną wycieczkę, jak i na zrobienie tej nalewki. Za każdym razem kiedy będziecie ją wyjmować z szafki, przypomnicie sobie jak pięknie może być w życiu.





Smacznego

1 komentarz:

  1. witam Limonko nalewka palce lizać chętnie bym z Tobą usiadła do tej naleweczki obojętne czy w słońcu ,czy w deszczu ,pozdrawiam goraco

    OdpowiedzUsuń