Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kakao. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kakao. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 czerwca 2020

Ciasto czekoladowe z musem wiśniowym czyli ptaszęta niebieskie




Aby zrobić zdjęcie do dzisiejszego wpisu, musiałam zaliczyć dziś wyprawę na targ.
Czereśnie były mi potrzebne. Co prawda ciasto jest z musem wiśniowym, ale kto by tam zwracał uwagę na takie niuanse, tym bardziej, że wiśnie póki co jeszcze w powijakach.

Czereśnie zatem miały pełnić rolę wiśni.
Wczoraj wieczorem wszystko sobie zaplanowałam (należę do tych, co zawsze muszą mieć plan). Czereśnie różowiły się na drzewkach; dużo ich nie było ale by pełnić rolę ozdóbki w zupełności by wystarczyło. Nie miałam zamiaru napełniać nimi słoików.

Deszcz lał zupełnie obojętny na moje plany i pomyślałam sobie, że w takich warunkach wodnych czereśnie są zupełnie bezpieczne. Co może im zagrozić? Huragan? Nagłe oblodzenie? Piorun z jasnego nieba?
Przecież nawet łasy na sąsiedzkie dobroci sąsiad siedzi w domu i zagryza palce ze złości.
Jednego nie wzięłam pod uwagę: ptasząt niebieskich. Im deszcze, susze, moje modły i zaklęcia są najzupełniej obojętne. One nie czekają aż czereśnia z rumieńca przejdzie w zaawansowany pąs. One są żarłoczne jak szarańcza. One zostawiają po sobie "spaloną ziemię i kości" czytaj gołe gałęzie i pestki na ziemi.
Między jedną chmurą a drugą postałam przed drzewkami dziś z rana jak żona Lota. Obrazek pod tytułem "widok na zeżarte marzenia"rozciągał się przede mną w romantycznej mgiełce.
Ciasto było gotowe. Tylko przysłowiowej wisienki mi brakowało. A ta wraz ze świtem zniknęła w jakiejś sójkowej czy kosowej paszczy.
Nie miałam w planach wędrówki na targ. A już na pewno nie w deszczu i okolicach godziny 10.00. O tej porze na targu następuje koncentracja całej okolicy. I czy wirus czy deszcz, ludziska tłoczą się zarówno przy stoiskach ze skarpetkami jak oglądając kojce z ptactwem.
Truskawki wyrywano sobie jak karpie przed wigilią  w latach 80-tych. Parasol obijał się o parasol, maseczki gremialnie zostały w domach, a kultura osobista wyparowała wraz z  ostatnią paróweczką hrabiego Barry Kenta. Oszołomy żądne wymiany poglądów głośno akcentowały swoje uwielbienie bądź pogardę do poszczególnych kandydatów na...
Całkiem wesoło się zrobiło. Powietrze mokre, twarze nieosłonięte, dyskusje na granicy wrzenia.
Nie wybrzydzałam, w dyskusjach ludowych nie chciałam brać udziału  a nagłego rzucenia sobie w ramiona przedstawicieli dwóch wrogich obozów nie podejrzewałam. Już raczej do gardeł. Pierwsze wiśnie z brzegu zapakowałam do torby i wróciłam do domu.

Ciasto zostało skończone. Moja próżność zaspokojona. MMŻ przysięga, że czy z wisienką, czy z czereśnią, czy bez którejkolwiek z niej, ciasto i tak jest świetne.
Jeśli macie w zasięgu czereśnie lub wiśnie i nie dybią na nie żadne pierzaste harpie, korzystajcie z nich i upieczcie ciasto z kremem wiśniowym.
A jeżeli macie podobne do moich problemy w najeźdźcami, kupcie czereśnie na targu, lub (co najbezpieczniejsze) kupcie woreczek wiśni mrożonych.




CZEKOLADOWE CIASTO Z MUSEM WIŚNIOWYM

1/3 szklanki oleju słonecznikowego
1/4 szklanki wody
pół szklanki cukru
2 łyżki kakao
Wszystkie składniki umieszczamy w rondelku. Mieszamy, zagotowujemy i odstawiamy do wystudzenia.
Następnie po wystudzeniu dodajemy:
3 jajka, osobno białka, osobno żółtka
1/4 szklanki drobnego cukru
3/4 szklanki mąki pszennej
pół łyżeczki proszku do pieczenia
pół łyżeczki sody oczyszczonej
Ubijamy białka jak na bezę. Dosypujemy, wciąż ubijając, cukier. Potem dodajemy żółtka, ciągle ubijając.
Masa powinna trzykrotnie powiększyc swoją objętość. Teraz wąską strużką wlewamy do napowietrzonej masy wystudzoną część kakaową. Mieszamy dokładnie. Przesianą mąkę z sodą i proszkiem wsypujemy do masy jajeczno kakaowej. Delikatnie, ale dokładnie łączymy obie części.
Formę wykładamy papierem do pieczenia i wlewamy do niej ciasto.
Pieczemy w 180 stopniach około 40 minut lub do suchego patyczka.
Wystudzone ciasto kroimy na dwa blaty.
MUS WIŚNIOWY (czereśniowy, jagodowy, truskawkowy...)
800 g wiśni
6 łyżek brązowego cukru
1 łyżka soku z cytryny
1 galaretka wiśniowa lub adekwatna do smaku owoców
150 g mascarpone
100 ml kremówki

Wiśnie zagotowujemy z cukrem. Zdejmujemy z ognia i wsypujemy galaretkę. Dobrze mieszamy by galaretka się rozpuściła. Studzimy i miksujemy z grubsza. Kawałki owoców są mile widziane.
Wystudzoną galaretkę owocową umieszczamy w lodówce by nieco stężała.
Ubijamy śmietanę z mascarpone. Dodajemy lekko tężejącą galaretkę wiśniową. Miksujemy do połączenia się składników.
Dolny blat ciasta nasączamy likierem wiśniowym. Wykładamy cały mus i przykrywamy drugim blatem ciasta. Wkładamy do lodówki.
Przygotowujmy czekoladową polewę:
100 g deserowej czekolady
100 ml kremówki.
Mocno podgrzewamy kremówkę. Zdejmujemy z pieca i wrzucamy do śmietany połamaną czekoladę. Po 5 minutach mieszamy do otrzymania gładkiej polewy czekoladowej.
Wylewamy na ciasto, wyrównujemy powierzchnię i ponownie wkładamy do lodówki.
Do dekoracji używamy wiśni lub czereśni. Byle nie z narażeniem zdrowia bądź życia.

Smacznego



sobota, 23 lutego 2019

Jak daliśmy się wkręcić i absolutnie świetne ciasto czekoladowe z figą i kawą




























Nie ma obaw. Dziś nie będzie niczego pachnącego kolendrą, cynamonem czy kozieradką.
Nieco monotonnie się zrobiło bo hinduskie dania pojawiają się jedno za drugim. 
Co mnie wczoraj podkusiło, żeby brnąć w masale i paneery? Szok spowodowany widokiem tego ostatniego, jak widać, miał swoje konsekwencje.

Zamiast ubijać śmietanę i topić czekoladę ja zapomniałam, że piątek ma swoje prawa. A prawem piątku jest oczekiwać ciasta.

Ciężkie czasy nadeszły. Klasyk w postaci "jak żyć panie Premierze" zawsze znajdzie zastosowanie. Jak tu prowadzić ożywione życie towarzyskie kiedy wokół same rezygnacje, restrykcje lub diety. 

Ten nie je glutenu, tamta od marchewki robi się pomarańczowa, jeszcze inna żywi się jedynie tęczą.  Znam takich, którzy jedzą tylko potrawy w kolorze lawendy. Niektórzy uciekają gdzie pieprz rośnie na sam dźwięk słowa "orzechy".

Patrzę na stół z obłędem w oku. Dla kogo krwiste tatary? lub soczyste udeczka? Kto będzie oblizywał paluszki po ociekających tłuszczykiem żeberkach?

A ciasta? Te kremowe jak zapach lipca, te nasączone rumem jak Jack Sparrow. Oszaleję chyba.
Dla kogo gotować? Dla kogo piec?

Nawet upić się jest niełatwo bo czasy wstrzemięźliwości nadeszły jak spełniona przepowiednia. Gdzie oko nie zawiesić tam smoothie, spirulina, jarmuże i dietetyczna woda mineralna.

Jedzenie łagodzi obyczaje. Przecież spotykać się trzeba. Przy stole. Jedząc i rozmawiając. Nie wyobrażam sobie swobodnej rozmowy z kimś, kto traktuje stół jak pole minowe a w głowie ma działający niczym perpetuum mobile przelicznik: galaretka - 170 kcal,  cztery krewetki - 1,5 godziny na bieżni.

Urządzając domowy "paśnik" i zapraszając gości pytam o ograniczenia i przeciwwskazania bo licho nie śpi. Nawet nie zauważyłam kiedy wpadłam do tzw. mainstream'u. A jeszcze niedawno nikt nie marudził kiedy na stole powszechnym aplauzem witana była sałatka jarzynowa i miska podgrzanych frankfurterków.

Rano piję wodę z miodem i cytryną. Nie jem mięsa (za często). Wodę piję tylko niegazowaną. Piekę chleb (ten zabójczy gluten!). Kolor zielony nadaje ton moim posiłkom. Jeśli czekolada, to tylko gorzka...i to raz w tygodniu.
I to ma być życie?! Panie Premierze, coś mi się tu nie zgadza. Ktoś dał się zwariować. Czy my daliśmy się zwariować?

Ośmielę się wyrazić mały głos sprzeciwu. Co złego jest w piątkowym cieście? Wiem, wiem, zabójcze kalorie, krwiożerczy gluten, czyhający cholesterol i... cała fura zadowolenia, zmysłowej przyjemności, może wspomnienie dzieciństwa.

Nie zawsze "twardym trza być". Chwila z talerzykiem smakowitości jest jak rozpięcie ciasnego gorsetu. Powoduje, że oddychamy swobodniej. Choć przez chwilę. Potem możemy wbiec na 10 piętro tanecznym krokiem w ramach zadanej sobie pokuty. Ale dopiero potem.
Na razie zróbmy ciasto. Na przekór trendom, groźbom, modom i szaleństwu. 




Ciasto czekoladowe z figą i kawą
czekoladowe ciasto:

4 jajka
200 ml letniego mleka
170 ml oleju roślinnego
1 szklanka brązowego cukru
1/4 szklanki białego cukru
200 g mąki pszennej
4 łyżki kakao
pół łyżeczki sody oczyszczonej
1 i 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia

krem kawowy

250 g mascarpone
500ml kremówki
3 łyżeczki kawy rozpuszczalnej w proszku
4 łyżki cukru pudru

Wszystkie składniki miksujemy razem aby otrzymać gęsty kawowy krem (około 3 minut)

likier kahlua do nasączania lub filiżanka espresso z cukrem
konfitura figowa do przełożenia

polewa czekoladowa:

100 g czekolady
150 ml kremówki
2 łyżeczki glukozy lub golden syrupu
Mocno podgrzewamy kremówkę. Zdejmujemy ją z ognia i wrzucamy do niej połamaną czekoladę i golden syrup. Po 3 minutach dokładnie mieszamy by otrzymać gładką czekoladową polewę.

Robimy ciasto:
Potrzebujemy dwóch misek: na składniki suche i mokre. Nie potrzebujemy miksera. Wystarczy ręka i widelec.
W jednej misce mieszamy mleko, olej, jajka, cukry. 
W drugiej mieszamy wszystkie suche składniki.
Zawartość miski z suchymi składnikami wsypujmy do drugiej miski. Mieszamy do wymieszania się składników. Widelec zupełnie wystarczy.
Formę 40x24 wykładamy papierem do pieczenia, samo dno. Przelewamy do niej ciasto. Pieczemy w temperaturze 170ºC przez około 40 minut. 
Upieczone, wyjmujemy z piekarnika i studzimy.
Wystudzone ciasto (najlepiej następnego dnia) dzielimy na dwa blaty. 
Najłatwiej zrobić to takim sprytnym urządzeniem do krojenia tortu czyli mocno naprężoną linką między dwoma uchwytami.
Mnie zależało na wysokim cieście, więc najpierw ciasto pokroiłam na dwie części a potem z nich zrobiłam po dwa blaty. Tym sposobem miałam przed sobą cztery kwadratowe placki ciasta.
Każdy blat nasączamy likierem lub kawą i smarujemy obficie konfiturą figową. 
Na to szczodrze kładziemy krem kawowy. 
Przykrywamy go kolejnym blatem i historia się powtarza: likier, krem, następny blat.
Na samej górze powinien znaleźć się ostatni blat, który przykryjemy czekoladową polewą. Najlepiej jeśli polewa jest jeszcze nieco ciepła bo ładnie pokryje górę ciasta.
Wcześniej użytym do mieszania widelcem możemy zrobić na polewie esy floresy.

Jeśli nie próbowaliście połączenia kawy z figą, to zaręczam, że czeka was niespodzianka.
Może warto czasem zasady schować do szafy? Szczególnie w przypadku czegoś słodkiego.





Smacznego

sobota, 20 października 2018

Spice pumpkin latte i szlafrok jako gatunek ginący




























- Mamo przecież masz już dwa szlafroki!
- No co ty. Nie mam ani jednego. Mam same płaszcze kąpielowe.

Masz babo placek. Szlafrok, podomka, peniuar, płaszcz kąpielowy, bonżurka. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że ilość wdzianek domowych jest tak obfita.
Moja mama odbędzie kilkugodzinną wizytę na oddziale szpitalnym i musi posiadać „kapcie, piżamkę i szlafrok”. Tak sprawę przedstawiła pielęgniarka.

Czy w dzisiejszych czasach szlafrok różni się czymś od płaszcza kąpielowego? 
Dla mojej mamy jak najbardziej. Dla mnie? Niekoniecznie. 
W czasach kiedy po domu paradowało się w szlafroku (wciąż pamiętam szlafrok czarny w pomarańczowe kwiaty mojej mamy) odeszły w zapomnienie. Wtedy o płaszczach kąpielowych nikt nie słyszał. 
Chociaż, jeśli jeździło się do wód, to może i płaszcze kąpielowe miały rację bytu. Ja w swojej lumpenproletariackim dzieciństwie o peniuarach i bonżurkach nie miałam pojęcia. 
Szlafroka mamie zazdrościłam bo był mega elegancki i kojarzył mi się z pożądaną dorosłością. Ja, musiałam się zadowolić lizeską i piżamką pajacykiem.
Epizod z Narodowym Funduszem Zdrowia odgrzebał jakiś kolejny zapomniany obrazek z przeszłości.
Czy ja kiedykolwiek miałam szlafrok? W łazience wiszą dwa…płaszcze kąpielowe. MMŻ wisi obok i jest…płaszczem kąpielowym czy szlafrokiem?

Jakoś granice się rozjechały. Czy ktoś jeszcze, oprócz mojej mamy, upiera się przy szlafroku i zupełnie nie akceptuje zastąpienia go płaszczem kąpielowym? Pomóżcie!

Ten mały szlafrokowy (a jednak!) epizodzik spowodował, że zastanowiłam się nad ginącymi gatunkami. 
Jest Czerwona księga ginących gatunków i dotyczy świata zwierząt. Czy jest księga ginących słów? Obliczono, że co każde 25 minut ginie bezpowrotnie jeden gatunek zwierząt. 
Ile słów znika z naszego języka każdego roku?
Jeden szlafrok a tyle rozważań.

Poniżej będzie mnóstwo słów. Bo jak tu opisać coś, co pachnie, smakuje i wygląda? Cieszę się, nie wszystko jeszcze stracone.

Pomysł na to ciasto wypłynął z mojej głowy przy otwieraniu szuflady. Mieszkają w niej kawy, herbaty i kakao.
Otwarłam puszkę z mieszanką chai latte, które miałam zamiar sobie zrobić na otwarcie sezonu jesiennego i momentalnie przeniosłam się w czasie i przestrzeni.
Spice pumpkin latte, tiger latte, gingerbread latte. Ani chybi (to z gatunku określeń ginących) wreszcie dotarło do mnie, że to już jesień.
Mieszają się imbir z cynamonem, kardamon z czarnym pieprzem, wanilia z masalą. Skoro jest spice pumpkin latte czyli korzenne dyniowe latte, to czemu nie ciasto?

Potem już poszło. Efektem jest ciasto poniżej. Jest w nim dynia, jest kawa, śmietanka i czekolada.
A wszystko zaczęło się od otwarcia szuflady.
Zapraszam



  Spice 
 pumpkin latte cake

Kakaowy biszkopt:
5 jajek
5 łyżek drobnego cukru
5 łyżek mąki pszennej
3 łyżki kakao
2 formy prostokątne o wymiarach 27x21 cm
1 torebka herbaty earl grey plus woda

Krem dyniowy:
1 szklanka upieczonej i wystudzonej dyni*
3 łyżki cukru
Otarta skórka z jednej pomarańczy
110 g mascarpone (połowa opakowania)
100 ml kremówki
1 łyżeczka żelatyny

Krem kawowy:
110 g mascarpone (reszta, która została z kremu dyniowego)
3 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
3 łyżki cukru
100 ml kremówki
1 łyżeczka żelatyny

Krem czekoladowy:
100 g mlecznej czekolady
25 g czekolady gorzkiej
250 ml kremówki
1 łyżeczka żelatyny

Polewa czekoladowa:
75 g czekolady (gorzkiej lub mlecznej)
100 ml kremówki

  • Jeżeli chodzi o dynię, to trzeba ją upiec. Najlepsza jest hokkaido lub butternut. Piecze się bez obierania i miksuje się na aksamitny krem.
Jako pierwszy pieczemy biszkopt.
Oddzielamy białka od żółtek. Białka upijamy jak na bezę. Dosypujemy cukier i ubijamy. Dodajemy żółtka i jeszcze chwilę ubijamy.
Odkładamy mikser i przesiewamy przez sito mąkę z kakao. Delikatnie łączymy z masą jajeczną.
Wykładamy formy papierem do pieczenia i nakładamy ciasto do form.
Pieczemy w 180 stopniach 15 minut.
Upieczone wyjmujemy i studzimy.

Kremy zaczynamy od zrobienia kremu czekoladowego.
Żelatynę zalewamy odrobiną wody by napęczniała. Potem stawiamy na garnuszku z gorącą wodą by się rozpuściła.
Podgrzewamy 50 ml kremówki (mocno ale nie dopuszczając do zagotowania). Do gorącej śmietany wrzucamy połamane obie czekolady i po chwili mieszamy. Do stopionej, jeszcze ciepłej czekolady wlewamy ciepłą, płynną żelatynę i dokładnie mieszamy. Studzimy.
Ubijamy resztę kremówki i łączmy (delikatnie) z płynną ale wystudzoną czekoladą. Wkładamy do lodówki na pół godzinki.

W międzyczasie przygotowujemy dwa pozostałe kremy. 
Do dwóch miseczek wsypujemy po łyżeczce żelatyny i zalewamy odrobiną wody by napęczniała. Potem postępujemy z nią jak wyżej.

By zrobić krem dyniowy ubijamy mikserem mascarpone z kremówką i cukrem.
Dodajemy zmiksowaną dynię i skórkę pomarańczową.

Do zrobienia kremu kawowego potrzebujemy reszty mascarpone i kremówkę. Do miski obok mascarpone i kremówki dodajemy cukier i kawę rozpuszczalną. Ubijamy wszystko razem aż powstanie gęsty kawowy krem.

Zaparzamy pół szklanki herbaty earl grey. Będziemy nim nasączać biszkopt.

Czas poskładać ciasto.
Zdejmujemy z biszkoptu papier. Każdy blat kroimy wzdłuż na dwa paski. W sumie otrzymamy 4 kawałki ciasta.

Pierwszy pasek biszkopta nasączamy herbatą i smarujemy (grubo!!!) kremem dyniowym. Krem dyniowy jest gęsty. Nic się nie bójcie, że coś się wymknie z pod kontroli. Mnie krem został i posmarowałam ciasto z zewnątrz, ale nie jest to konieczne.

Na krem dyniowy kładziemy kolejny pasek ciasta i znów nasączamy herbatą. 
Nakładamy krem kawowy. 
Przykrywamy go trzecim paskiem ciasta.
Ciasto nasączamy earl greyem i smarujemy kremem czekoladowym (jest najrzadszy i dlatego wcześniej tkwił w lodówce).
Przykrywamy krem ostatnim kawałkiem ciasta i całość umieszczamy w lodówce na kilka godzin.

Ja nie miałam tyle cierpliwości i kiedy tylko krem czekoladowy zastygł minimalnie wysmarowałam całe ciasto z zewnątrz kremem dyniowym, którego, nie wiedzieć czemu, zostało mi najwięcej.

Ładnie połączone ciasto czas udekorować polewą.
Podgrzewamy kremówkę, dodajemy do niej połamaną czekoladę i po chwili mieszamy.

Ciasto musimy pozbawić mniej efektownych boków. Obcinamy je ostrym nożem a resztki dajemy do skonsumowania rodzinie pod pretekstem dokonania degustacji.

Aksamitną polewę wylewamy na ciasto mniej lub bardziej ozdobnie. Moja wylewka jest nieco toporna bo kremówki dałam za mało.
Ponownie lekko chłodzimy całość i przy akompaniamencie fanfar i dzwonów podajemy ciasto na stół.





Smacznego