poniedziałek, 8 marca 2021

Na dzień Kobiet




 Myślę, że kobiety są niemądre udając, że są równe mężczyznom.

Są znacznie lepsze i zawsze były.

Cokolwiek dasz kobiecie, ona to powiększy.

Jeśli dasz jej nasienie, ona da ci dziecko

Jeśli dasz jej mieszkanie, ona da ci dom.

Jeśli dasz jej artykuły, ona da ci posiłek.

Jeśli uśmiechniesz się, da ci swoje serce.

Pomnaża i powiększa to, co jej dano.

Więc jeśli  dasz jej bzdury, przygotuj się na tonę gówna.


Szkoda, że to nie ja napisałam a William Golding;)


sobota, 6 marca 2021

Jak odkryłam sens noszenia maseczki i pieczenie chleba z miso

 
















Noście maseczki bo to może wam uratować urodę.

Bilans na dziś: trzy palce pokaleczone, dwa kolana obite i poł twarzy spuchnięte, w najbliższej przyszłości zapewne też sine.

Winny: brak jednego stopnia w schodach, dwie zajęte ręce, rozważania o możliwościach trucicielskich kimchi.

Okoliczności łagodzące: maseczka.

Gdybym jej nie miała to ucierpiała by nie tylko moja niezaprzeczalna uroda ale też zdrowie. Wyrżnięcie kością policzkową o dość kostropate podłoże jak nic skończyłoby się i krwawo i boleśnie. A mając na twarzy maseczkę przynajmniej oszczędziałam światu krwawych widoków. 

Jak przoczyłam ostatni stopień nie mam pojęcia. Powiem tylko, że wynurzyłam się z czeluści piwnicznych dumając nad ewentualnymi konsekwencjami przechowywania w piwnicy kiszonej kapusty w formie kimchi.

Po skażeniu zielonym smrodkiem dojrzewającej kapusty pekińskiej całego mieszkania , dostałam od MMŻ ultimatum: albo on, albo śmierdziel.

Po dwóch dniach od załadowania słoika na półkę nie dało się udawać, że nic się nie dzieje. Działo się i to bardzo. Czasem miałam wrażenie, że z szafki wypełzają na wolność wyjątkowo zjadliwe i ziejące zniszczeniem stworzenia. A to tylko niewinna kapusta  w fazie transformacji.

Każde załadowanie mieszanki kapusty, sosu rybnego, pasty krewetkowej, imbiru i czosnku wiązało się z wonnymi niedogodnościami ale tym razem jakiś czort wstąpił do słoika. 

Trzeciego dni w domu unosiła się mgiełka zaawansowanego rozkładu. Otwarte okna okazały się bezradne. Odświeżacz, pachnące świece i machanie rękami nie pomagało. Pozostało się wyprowadzić...lub wyprowadzić kiszonkę.

Kimchi musiało zniknąć! Nie na dobre lecz chwilowo. Ot, taka kapuściana separacja.

Więc wyniosłam je do piwnicy.

Po dwóch dniach czyli dzisiaj postanowiłam je odwiedzić. Jak się słusznie domyślacie już na schodach do piwnicy wiedziałam, że ma się świetnie. Pod względem wydzielanych woni, a jak się potem okazało przy próbie widelca, również pod względem smaku.

Jak coś tak cuchnącego  może smakować tak dobrze!?

Jeszcze kilka dni i kimchi zostanie spacyfikowane. Jego odurzająca woń straci na intensywności i tylko w chwilach otwierania słoika może nas jeszcze zaskoczyć niewielkim smrodkiem.

Nigdy nie jadłam durianu ale ta kontrowersja smakowo zapachowa jest chyba w jego przypadku podobna.

Z piwnicy na podjazd wychodzi okienko. Jakież było moje zaskoczenie kiedy przechodząc obok poczułam....no właśnie. 

Teraz rodzi się pytanie czy sąsiedzi nie staną się podejrzliwi? A nuż komuś wpadnie do głowy, że może w piwnicy coś oddało ducha i teraz zaczyna się rozkładać?

Zobaczymy, jeszcze ze trzy dni i kimchi wróci do domu. Może do tego czasu nie odwiedzą mnie panowie w mundurach.

Takie i podobne do nich rozważania tak oderwały moje myśli od śledzenia wlasnych kroków, że po wyjściu z piwnicy zgubiłam jeden stopień i zaczął się mój krótki lot ku ziemi;  resztę już wam opisałam na początku.

Śmiać się nie mogę, podeprzeć brody również. Ciekawe co rodzina powie kiedy wróci dziś do domu. 

Sińce, obtarcia, stłuczona gęba...Tylko policji brakuje.


Na frasunek dobry...chleb i jego upieczenie.

Blog White Plate jest jak kojący balsam na każdą bolączkę. A ksiażka CHLEB I OKRUSZKI pani Elizy Mórawskiej-Kmita to najlepsza przyjaciółka. Można jej bezgranicznie zaufać.

Z tej ufności wyszedł chleb z miso. Znajdziecie go w książce i jest wart każdego słowa napisanego przez autorkę. 





Chleb z miso 

Przepis będzie rozpisany na godziny bo po czterech próbach nareszcie wiem jak zorganizować czas by pieczenie nie wypadło o czwartej nad ranem.

składniki:

zaczyn:

20 g mąki pszennej razowej

20 g mąki pszennej chlebowej

20 g aktywnego zakwasu

20 g wody

oraz 

cały zaczyn (patrz wyżej)

350 g mąki pszennej chlebowej 

100 g mąki pszennej razowej

350 g letniej wody

50 g jasnego miso

5 g soli

50 g sezamu

proces twórczy:

wieczór:

- dokarmiamy zakwas żytni i zostawiamy na noc w cieple

następnego dnia rano około 8.00:

- mieszamy w misce składniki zaczynu, przykrywamy folią i odstawiamy na 6-8 g w ciepłe miejsce

- po 6-8 godzinach np o godzinie 14.00 mieszamy składniki zaczynu z resztą produktów oprócz soli i sezamu; mieszamy tylko do połączenia się składników i odstawiamy na 1 godzinę

- o 15.00 zaczynamy wyrabiać ciasto około 10 minut. W połowie wyrabiania dodajemy sól i sezam

- zaczynamy składać ciasto czyli wyrobione ciasto przekładamy na blat lekko posypany mąką i rozciągamy je lekko. Składamy jakbyśmy robili kopertę. Formujemy z grubsza w kulkę i wkładamy do  miski. Przykrywamy folią i odstawiamy w ciepłe miejsce na 30 minut (załóżmy, że jest godzina 15.45)

Na początku ciasto jest klejące, lekko przelewające się przez ręce ale nie zniechęcajcie się. Z każdym składaniem wasze palce poczują coraz pewniejsze wiązania glutenowe a doznanie to jest absolutnie zmysłowe.

- drugie składanie ciasta czyli godzina 16.15

- trzecie składanie ciasta czyli godzina 16.45

- czwarte składanie czyli 17.15

- piąte składanie ciasta, tym razem dopiero po 45 minutach czyli o 18.00

- szóste składanie po 45 minutach czyli o 18.45

- siódme składanie tym razem po godzinie czyli o 19.45

- ósme składanie chleba i formowanie przed włożeniem do koszyka czyli godzina 20.45

Ktoś powie ale zawracanie głowy z tym składaniem. Kto ma tyle czasu by cały dzień towarzyszyć rosnącemu chlebowi? Czy naprawdę? Dzisiaj, kiedy wychodzenie z domu jest średnio bezpieczne, pieczenie chleba jest całkiem przyjemnym sposobem na dobry nastrój. A ile w tym satysfakcji!

- po ostatnim składaniu posypujemy koszyk mąką lub otrębami i przekładamy do niego uformowany bochenek. Zostawiamy przykryty na godzinę w temperaturze pokojowej.

- około godziny 22.00 przykryty koszyk umieszczamy w lodówce i zostawiamy do rana

następnego dnia rano:

- wstawiamy żeliwny garnek do zimnego piekarnika

- włączamy piekarnik na godzinę na 240 stopni (garnek musi być naprawdę gorący)

- po godzinie wyjmujemy chleb z lodówki

- wyjmujemy (bardzo ostrożnie!!!) garnek z piekarnika

- posypujemy chleb w koszyku mąką, kładziemy na nim kawałek kartonu i delikatnie odwracamy koszyk do góry nogami. Chleb ląduje swoją płaską stroną na kartonie. Zdejmujemy koszyk.

- nacinamy chleb wg upodobań

- zdejmujemy pokrywkę z garnka i podginając karton (jakbyście chcieli zrobić rynienkę) zsuwamy chleb do garnka (nie dotykajcie garnka bo skończy się to oparzeniem!)

- przykrywamy garnek z chlebem i wstawiamy do piekarnika w tempretaurze 240 stopni

- pieczemy 25 minut

- zdejmujemy pokrywkę, zmniejszamy temperaturę do 220 stopni i pieczemy jeszcze 25 minut

- upieczony chleb wyjmujemy z piekarnika i z garnka na kratkę by wystygł.

Wiem, że można się znudzić czytaniem tego przepisu lecz wiecie: kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.

Tu ryzyka nie ma wcale bo po każdym chlebie może być następny, jeszcze lepszy.

A czas? Ile razy marnujemy go na zatruwające nas i do niczego nie potrzebne czynności.




Smacznego


wtorek, 16 lutego 2021

413 dzień roku i marudzenie nad zielonym makaronem

 















Czy to już nowy rok czy jeszcze stary? Niektórzy twierdzą, że dziś jest 413 dzień 2020 roku. 

Coś w tym jest. Niby data się zmieniła i nic poza tym. Dalej siedzimy w domach, patrzymy na siebie wilkiem. Chwile euforii z przyczyn wiadomych (już, zaraz, za chwilę się zaszczepimy), przychodzą i odchodzą. Niektórzy jadą szybko balować do Zakopanego a inni czekają kiedy znowu zabronią.

Podobno był karnawał. Podobno dziś jest śledź. W takim zawieszeniu kalendarz jest niepotrzebny.

Zresztą, kupno atrakcyjnego kalendarza pod koniec 2020 roku graniczyło z cudem. Nawet ta dziedzina owinęła się kołdrą i wzięła na przeczekanie. 

Po co nam kalendarz? Co możemy w nim zapisać? Wizytę u dentysty? Zaznaczyć czerwonym serduszkiem dzień szczepienia? O, do tego większość z nas będzie potrzebowała kalendarza z zupełnie innego roku. Średnio optymistycznego.

Dobrze, że słońce świeci bo można by odnieść wrażenie, że dobry los się od nas odwrócił tyłem. A co gorsza, puszcza nam w twarz bąki.

Nie pomagam takim marudzeniem, prawda? Och, niedobry ten rok jest, niedobry. Nie będę go porównywać do poprzedniego, bo tamten też był niedobry.

Wyskrobuję resztki optymizmu jak w dzieciństwie robiłam to z budyniem jedzonym z garnka. Szoruję łyżką po ściankach a i tak zamiast treści znajduję tylko optymistyczny zapach. Dobre i to.

Zamiast śledzia na dziś będzie postne danie na jutro.

I niosące nadzieję...kolorem. Zielone.

Zaprezentował je w swojej książce 5 składników Jamie Oliver.





Zielony makaron

(dwie porcje)

150 g spaghetti

4 ząbki czosnku

200 g jarmużu 

30 g parmezanu

30 g ricotty

3 łyżki oliwy

sól

pieprz

Zaczynamy od zagotowania wody w garnku. Solimy ją porządnie i kiedy się zagotuje wrzucamy do niej makaron.

Obieramy czosnek i odrywamy z jarmużu grubsze i twardsze cześci. Do gotującego się makaronu wrzucamy jarmuż i czosnek i gotujemy 5 minut. 

Wyjmujemy jarmuż i czosnek z wody i przekładamy do blendera. Wlewamy 2 łyżki oliwy i starty parmezan. Blendujemy do uzyskania sosu. Doprawiamy solą i pieprzem. Ugotowany makaron odcedzamy, zachowując pół szklanki wody z gotowania.

Do garnka z makaronem dodajemy zielony sos. Mieszamy i jeśli potrawa jest za gęsta dolewamy nieco wody z gotowania.

Przekładamy makaron na talelerze, polewamy oliwą i posypujemy kawałkamim ricotty.

Moja uwaga:

Makaron wygląda świetnie. Trochę podniósł mój leżący poziom optymizmu. Może nie do pozycji siedzącej ale już nie leżącej na obu łopatkach.

Jedną rzecz na pewno zmienię przygotowując zielony makaron następnym razem. Zamiast nijakiej w smaku ricotty użyję zdecydowanej fety lub sera, który ma charakter.




Smacznego