Pokazywanie postów oznaczonych etykietą węgierki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą węgierki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Coś wisi w powietrzu czyli grillowana papryka z kaparami i rodzynkami



Niby świeci słońce. Ale jakieś takie mało gorące. Niby wszystko dookoła jest zielone. Ale jakby żółcią podszyte.  Wiatr wieje zupełnie nie letni.
Nic na razie nie wskazuje na kategoryczne zmiany ale pod skórą czuję, że lato zaczyna nam machać ręką na pożegnanie. Owoce i warzywa na straganach zupełnie inne niż przed miesiącem.
Czekałam na renklody i czekałam. Odwiedzałam je codziennie pilnując, żeby mi je ptaszyska nie zjadły. I już po renklodach. Tydzień cieszyłam się ich słodyczą. Teraz pora na węgierki. Jest ich w tym roku tak dużo, że rozdaję je znajomym. Coś mi się wydaje, że szykuje się ciasto ze śliwkami.
Absolutnie mi w tym roku nie wyszły dynie. Odbieram to jako osobistą porażkę. Pierwszy raz nie udało mi się wyhodować ani jednej sztuki. Zupełnie jakby wiedziały, że ich obecność na grządce jest na kredyt.  Kto jest ciekawy rozwinięcia tematu niech zajrzy tutaj.
Pakowanie owoców i warzyw weszło w fazę szczytową. Ogórki pod postacią sałatki meksykańskiej już zajmują swoje miejsce na półce. Z ostatnim słoikiem zeszłorocznego sosu pomidorowego przytaszczyłam do kuchni skrzynię pomidorów. Adio pomidory!  (zeszłoroczne) Niech żyją pomidory! (tegoroczne). Teraz jest wasz czas.
A papryka? Całe siatki można kupić za grosze. Przy niewielkim wysiłku sos paprykowy czy grillowaną paprykę w oliwie możemy mieć na wyciągnięcie ręki.
Trzeba korzystać póki czas, bo ten mija za szybko. Ma w nosie nasze wahania i wątpliwości. Jest nieczuły na zły i dobry humor. Po pomidorach i papryce podzieli się z nami dyniami i gruszkami.
Potem ześle nam pierwsze przymrozki i szaliki. Na pewno niejednego z nas zaskoczy datą na kalendarzu. To znów jest październik!? Zapytamy zdumieni. 
Tak, tak, moi drodzy. Siedzę na tarasie. Jeszcze nie kulę się z zimna. Ale wiejący dziś porywczo wiatr mówi mi, że to tylko kwestia czasu.
Wracam do słonecznej i słodkiej papryki.




Grillowana papryka w oliwie:
wersja z kaparami i rodzynkami, na później:

6 papryk czerwonych lub żółtych
kilka ząbków czosnku
5 ziaren pieprzu
3 łyżeczki białego octu
2 łyżki kaparów
2 łyżki rodzynków
1 szklanka oliwy zmieszanej pół na pół z olejem roślinnym

Najważniejszą czynnością jest upieczenie papryki. Najbardziej ekonomiczne jest upieczenie jej na grillu. Pieczemy póki skórka nie sczernieje. Kiedy z każdej strony skórka jest przypalona, wkładamy paprykę (ostrożnie, bo gorąca) do miski i szczelnie przykrywamy. Zostawiamy na 20 minut. Sauna, która się wytworzy, sprawi, że skórka zejdzie z papryki jak płaszcz przeciwdeszczowy. Grill można zastąpić piekarnikiem. Wtedy rozgrzewamy górną grzałkę i wkładamy papryki. 
Czyścimy paprykę z nasion i kroimy na paski. Teraz możemy je wykorzystać jak nam się podoba.

Wkładamy upieczoną paprykę do słoika, przekładając warstwy czosnkiem, kaparami, ziarnami pieprzu i rodzynkami. Delikatnie solimy i posypujemy mielonym pieprzem. Skrapiamy warstwy octem.
Do garnka wlewamy oliwę z olejem i mocno podgrzewamy. Bądźcie czujni, nie zagotujcie oleju. Bardzo gorącym olejem zalewamy paprykę w słoiku. Mocno zakręcamy i odstawiamy do wystygnięcia. Potem stawiamy na półce w szafce i kiedy zawieje i zaśnieży wyjmujemy jak ciepły letni promyczek.


Grillowana papryka z kaparami, zieloną pietruszką i anchois, na teraz:

To właściwie jest sałatka z papryki. Przechowana przez noc w lodówce jest rewelacyjną częścią obiadu czy drugiego śniadania.
Jak w poprzednim przepisie najpierw grillujemy bądź opiekamy paprykę. Kiedy już leży przed nami  goła i wesoła, układamy ją w misce warstwami z:

garścią posiekanych kaparów
dwiema garściami posiekanej pietruszki
kilkoma posiekanymi  filetami anchois (nie są konieczne, bez nich sałatka też smakuje bosko)

Potrzebujemy też czosnku i oliwy. Czosnek obieramy i kroimy na plastry. Do rondla wlewamy oliwę i umieszczamy czosnek. Włączamy ogień i podgrzewamy oliwę do momentu aż czosnek nieco się zeszkli. Zdejmujemy rondel z ognia.
Warstwy papryki uzupełniamy czosnkiem, solą i pieprzem oraz posypujemy  pietruszką, kaparami i filetami. Na koniec zalewamy oliwą i i łyżką octu. Przykrywamy i odkładamy na noc do lodówki.
Następnego dnia paprykowa sałatka smakuje jak ósmy cud świata.



P.S.

Z pieczonej papryki zostaje sporo sosu. Nie wylewajcie go. Połączony z sosem pomidorowym i kilkoma paskami pieczonej papryki  da wam taka zupę, że jutro polecicie kupować następny worek papryki. 

Smacznego