Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ocet z białego wina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ocet z białego wina. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 kwietnia 2014

Rozmiar nie ma znaczenia czyli co zrobić z sardynką























Mały ale za to ho, ho.
Znacie to powiedzenie? Do dzisiejszej bohaterki pasuje jak ulał. Stawiając obok siebie z jednej strony małą sardynkę a z drugiej kawałek tuńczyka czy halibuta nie będziemy mieli wątpliwości, kto tu rządzi. Smakowo oczywiście.
Nie mamy zbyt wielu okazji, żeby cieszyć się świeżymi sardynkami, ale jeśli tylko takie zobaczycie, to nie wahajcie się ani minuty. To maleństwo jest bardzo wdzięcznym materiałem do pracy. I nie wymaga żadnych fikuśnych dodatków. Zakup sardynek i pudełka oliwek oraz upieczenie papryki sprowadzi na wasz stół namiastkę Hiszpanii. Jeśli schłodzicie do tego jakieś białe wino, to fiesta gotowa.
Wracając do sardynek, pamiętajcie o kupnie rybek w całości. Te pozbawione główek powinny obudzić waszą czujność, bo nic tak nie zdradza świeżości (lub jej braku) ryby jak spojrzenie jej w oczy. No i zapach, oczywiście. Świeża ryba powinna pachnieć morzem a nie rybą.
Sardynka może być zjedzona w formie smażonej jak chipsy albo w wersji ugotowanej w soku pomarańczowym.
Brzmi dziwnie? Zeszłoroczny kurs gotowania na Sycylii był może mało udany ale kilka dobrych rad zapamiętałam. Jedna dotyczyła marynowania ryby i tego, że świeżo wyciśnięty sok pomarańczowy jest dobry nie tylko do campari.
Dziś nie będzie o sardynkach w stylu sycylijskim lecz o takich jakie można spotkać w większości barów tapas w Hiszpanii. Są chrupkie, pyszne i pobudzają apetyt na więcej.




Marynowane chrupiące sardynki

marynata:

pół kilograma świeżych sardynek
ćwierć szklanki octu z białego wina
sok z jednej pomarańczy
3 ząbki czosnku
1 łyżeczka cukru
pół łyżeczki soli
pół łyżeczki oregano

oraz:

mąka do panierowania
olej do smażenia

Niestety jedna jest rzecz, która mąci szczęście związane z jedzeniem ryby. Trzeba ją oczyścić. Wiem, że taki rybny drobiazg jak sardynka nie zawsze bywa patroszony. Jednak ja mam pewne opory przed jedzeniem ich w całości. Chcąc nie chcąc, muszę je oczyścić. Jeżeli nie macie takich problemów jak ja, po prostu je umyjcie i osuszcie. W innym razie musicie je przed myciem wypatroszyć. Cała reszta rybki czyli główka, ogonek i kręgosłup zostaje.

Oczyszczone rybki wkładamy do marynaty i marynujemy co najmniej godzinę a najlepiej zostawiamy w marynacie na noc.

Potem sypiemy mąkę do miski. Rozgrzewamy olej na głębokiej patelni. Sardynki osuszamy papierowym ręcznikiem i obtaczamy w mące.
Strzepujemy jej nadmiar i kładziemy rybki na gorący olej. Smażymy do uzyskania złotego koloru czyli jakieś trzy minuty.
Usmażone sardynki zostawiamy na chwilę na papierowym ręczniku, żeby pozbyć się nadmiaru oleju.
Podajemy je na gorąco lub zimno z cząstką cytryny lub sosem majonezowo czosnkowym




Zaręczam wam, że szybciej znikają z talerza niż zapach po ich smażeniu z kuchni. Ale coś za coś. Jeżeli nie lubicie zapachu smażonej ryby, sięgnijcie po tuńczyka czy pangę. One nie pachną ale też średnio smakują. Ja wolę sardynki.
























Smacznego