Pokazywanie postów oznaczonych etykietą likier porzeczkowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą likier porzeczkowy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Królestwo za krowę i mroczne ciasto jagodowe





Mroczne myśli mnie naszły. Żeby było śmieszniej mrok związany jest z bielą.
Mleka mi się zachciało. Takiego od krowy. Zamarzył mi się twaróg własnej produkcji. Maślanka z czasów mojego dzieciństwa, którą można było kroić nożem.
Konia z rzędem temu, kto zna jakąś krowę.
Wydawałoby się, że mieszkam w miejscu, gdzie mleko leje się strumieniami. Wieś z dala od miasta, łąki dookoła, jakieś gospodarstwa też się trafiają. Nic bardziej mylnego.
Moi zaprzyjaźnieni rolnicy, jedyni w mojej osadzie i  mieszkający tu od pokoleń poradzili mi, żebym pojechała do miasta. Tam są takie budki, w których podstawia się butelkę i już. Radość moja nie miała granic. Wolałabym mleko pozyskiwane metodą bardziej tradycyjną czyli wiadro, wymiona, krowa.
Znajomi nie znali w okolicy nikogo, kto trzymałby w obejściu coś więcej oprócz psa, kota i kur.
Tego się mogłam spodziewać. Przecież wędruję przez okoliczne pola i lasy i krowa jest tu równie często spotykana jak velociraptor.
Widząc moje zatroskanie, niezastąpiony MMŻ postanowił mi ulżyć w cierpieniu i zorganizował wycieczkę w krainę swojego dzieciństwa. Okolice były sielskie, dostatnie w trawę i bydło. Zwróćcie uwagę na czas przeszły. Były.
Pojechaliśmy na spotkanie z przeszłością i nadzieją na krowie mleko.
Pierwsze spostrzeżenia były następujące. Okolica znana ale jakaś mniejsza. Wszystko jest bliżej niż kiedyś. Pola, owszem, są. Łąki jak najbardziej obecne. Krowy ani śladu.
Przejeżdżasz prawie 300 kilometrów i nie spotykasz ani jednej krowy! Zaczynam się niepokoić czym jest to białe z kartonu, które pijemy  na śniadanie.
Ostatnią nadzieją była wizyta rodzinna. Oni zawsze mieli krowę. Bez krowy rolnik nie jest rolnikiem.
Na prośbę pokazania lodówki rodzina zareagowała zdziwieniem. Podejrzewam, że nasze dziwactwo zostało potraktowane jako miejska fanaberia.
Moje podejrzenia zmieniły się w pewność. Nikt nie wie gdzie się podziały krowy. W lodówce rolniczej rodziny, która krowy miała zawsze (to słowa MMŻ) na półce stało Łaciate. Koniec.
Czas pojechać na targ i kupić jakieś bydlątko, które da mi mleko. W innym wypadku z marzeniem o domowym twarożku będę się musiała pożegnać.
Na mroczne myśli najlepsze jest mroczne ciasto. Skoro nie może być biało, to nich będzie mrocznie.


Mroczne ciasto jagodowe
forma okrągła o średnicy 20 cm

Ciasto:

4  jajka
3/4 szklanki mleka
3/4 szklanki oleju 
1 szklanka cukru
1,5 szklanki mąki pszennej
6 łyżek kakao
1 płaska łyżeczki sody oczyszczonej
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia

Nie będziemy potrzebowali miksera. Wystarczy nam rózga lub mątewka. Do tego dwie miski. Jedna na suche składniki, druga na mokre.
Mieszamy wszystko co mokre, do połączenia się składników. Z suchymi robimy to samo, pamiętając o przesianiu mąki przez sito.
Wsypujemy suchą mieszankę do mokrej i mieszamy na gładką masę.
Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni. Okrągłą formę wykładamy papierem do pieczenia (tylko spód) i wlewamy ciasto. Pieczemy około godziny. Sprawdzamy pod koniec pieczenia drewnianym patyczkiem czy ciasto jest suche. Jeśli patyczek wyjmujemy upaprany czekoladowym ciastem, musimy je dopiec 5-7 minut.
Upieczone ciasto wyjmujemy i studzimy. Po wystudzeniu kroimy na trzy części. Pagórek, który urośnie na cieście, odkrawamy i zjadamy na stojąco z kapką dżemu jagodowego.
Bierzemy się za krem jagodowy.

Krem jagodowy:

2 szklanki jagód
3 łyżeczki żelatyny 
pół szklanki cukru
2 łyżeczki mąki ziemniaczanej rozpuszczone w 1 łyżce wody
250 g mascarpone
200 ml kremówki
4 łyżki cukru pudru
Oraz
200 ml kremówki do posmarowania boków.

Żelatynę wsypujemy do miseczki i zalewamy trzema łyżkami zimnej wody. Kiedy napęcznieje, stawiamy miseczkę na garnuszku z gotującą się wodą. Żelatyna się rozpuści.

Do rondelka wsypujemy jagody i cukier. Musimy rozgnieść nieco jagody, żeby nam się cukier nie przypalił. Zagotowujemy jagody z cukrem i wlewamy mąkę ziemniaczaną, wymieszaną z odrobiną wody.
Zdejmujemy jagody z ognia i wlewamy rozpuszczoną żelatynę. Mieszamy i wystudzimy

Ubijamy kremówkę i dodajemy cukier. Osobno ubijamy mascarpone i dodajemy po łyżce ubitą śmietanę. Na koniec dodajemy też porcjami jagody. Pamiętajcie aby wszystkie trzy części czyli śmietana, mascarpone i jagody miały tę samą temperaturę.
Wracamy do ciasta. Pierwszą warstwę skrapiamy ulubionym likierem (u mnie z czarnej porzeczki) i smarujemy obficie kremem. Przykrywamy drugą warstwą ciasta i powtarzamy skrapianie i smarowanie kremem. Następnie kładziemy trzeci krążek ciasta. Lekko dociskamy i chowamy do lodówki na kilka godzin.
Kiedy ciasto stężeje, smarujemy boki bitą śmietaną. By nie było tak mrocznie jak się wydawało na początku. W końcu wszystko się zaczęło od bieli.






Pozdrawiam serdecznie i smacznego tygodnia życzę