Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zapach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zapach. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 lipca 2013

Czym pachnie lipiec i konfitura z płatków róży




Gdybym mogła zamknąć zapach w słoiku, to w spiżarni obok dżemów truskawkowych i soku z malin stałyby zapasy zapachu. Najgorsze jest to, że nawet trudno go opisać. Jest w nim na pewno dużo słońca, jest igliwie nim rozgrzane, trawa i rosnące w niej zioła. Teraz w lipcu wyraźnie czuć w nim poziomki. Pod koniec miesiąca wiodąca będzie macierzanka. Im późniejszy tydzień lata tym wyraźniejszy zapach ciepłych igieł. Słoneczny dzień ma tu znaczenie, bo w pochmurny czy wilgotny dzień wszystko pachnie inaczej.
W tym moim słoikowym zapachu jest też kurz. Nie taki drogowy,  ale taki z leśnego piasku, na którym we wrześniu zakwitają wrzosy. Zapach jest słodki i zupełnie nieuchwytny. I nie każda polana nim pachnie. Wchodzę między drzewa i nie wiem czy dziś na niego trafię czy nie. Jest zawsze niespodzianką.  I zawsze wywołuje to samo uczucie szczęścia.
Gdybym miała ze trzy słoiki tego zapachu, w listopadzie dawkowałabym go sobie jak lekarstwo na chandrę. Codziennie rano dodawałabym dwa niuchy do cmoka na do widzenia MMŻ. Byłyby gwarancją dobrze zaczętego dnia.  Dwa pozostałe słoiki dałabym Dziewczynom. Byłby skuteczniejszym poprawiaczem nastroju niż kieliszek wina.
Nie znalazłam jeszcze patentu na uwięzienie leśnego aromatu. Kto czytał Pachnidło ten wie do czego obsesja na tym punkcie może doprowadzić.


Zimą będę tęsknić za słodkim zapachem leśnej polany i poprawiać sobie humor różami. Ten aromat jest chyba najczęściej ujarzmianym.  Róż wokół mnie dostatek ale nigdy nie patrzyłam na nie głodnym wzrokiem. Do wczoraj. Gdy się nie ma co się lubi... i tak dalej.


Pomyślałam, że raz kozie śmierć. Do działania popchnął mnie Kazik i jego przepis na różaną konfiturę.
Podobno każda róża nadaje się na konfiturę. Każda, czyli taka, która nie rośnie przy drodze. Tak mówi Internet. Nie będę oszukiwać, że to sprawdziłam. To moja pierwsza konfitura i wolałam korzystać z cudzych doświadczeń.



Konfitura z płatków róży

100 g płatków różanych
300 g cukru
Sok z połowy cytryny
1 łyżeczka wódki
1 łyżeczka wody

Płatki obcięłam, pozostawiając na łodyżce słupek, pręciki i białe części płatków.
Do blendera włożyłam wszystkie składniki konfitury i zmiksowałam na masę. Przełożyłam do słoików, zamknęłam i pasteryzowałam w piekarniku w temperaturze 180 stopni przez 10 minut.




To się nazywa magia. Zamknąć w słoiku coś tak ulotnego jak zapach.

Polecam

sobota, 29 grudnia 2012

Jest smak! Czyli czego mnie pozbawiono w Święta






Nareszcie!
Wszystko wróciło do normy. Nawet słońce jako dopełnienie szczęścia postanowiło nam  dziś towarzyszyć.
MMŻ stwierdził w wigilię, że jeszcze nigdy w życiu nie jadł na kolację wigilijną kartonu  i wyrobów kartonopodobnych. Zarówno twórcy, jak i konsumenci mieli skutecznie zablokowane zdolności odbierania smaków i zapachów. Jedzenie odbywało się na zasadzie przyzwyczajenia. Przywoływaliśmy wspomnienia smaku barszczu, uszek z grzybami, karpia i całej wigilijnej reszty. Z zazdrością spoglądaliśmy na dwie szczęściary, które w pełnym zdrowiu komentowały za słoną rybę i przesłodzony kompot.
Nie ma co opisywać kolejnych dni, bo ani gotowanie, ani jedzenie nie było naszą mocną stroną. No i nie ruszaliśmy się z domu. A czas przepływał za oknami. Deszcz padał, słońce spało snem sprawiedliwego, my smarkaliśmy zagrzebani w pościeli. Gdyby nie choinka, to moglibyśmy w tym roku Świąt nie zauważyć.
Aż tu nagle dziś rano coś drgnęło w moich kubkach smakowych.  Śniadanie odzyskało swoje kolory. I co najważniejsze, zapachy. Skórka pomarańczowa, świeże masło i moja ukochana - herbata.  Kromka nieco wysuszonego panttone z masłem okazała się pyszniejsza niż wszystkie ambrozje świata. Hurra!  Świat znów jest piękny! I słońce świeci.
Szybko zjedzmy śniadanie i pędźmy na spacer.
A po powrocie ugotujmy coś tak aromatycznego, że poczują sąsiedzi po drugiej stronie miasta. Może curry?



Nie zdajemy sobie sprawy, że świat wokół nas to nie tylko kształty i dźwięki. Bez nosa i smaku bylibyśmy smutniejsi . Wiem to na pewno. Nawet woda w kałuży dziś miała zapach. I szron na trawie też pachniał. 



A tak było na spacerze. O curry opowiem jutro.


Pozdrawiam was zdrowo i życzę pięknej niedzieli