Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uśmiech. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uśmiech. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 marca 2013

Epidemia uśmiechu i sernik na zimno z nutą limonki




Świeci słońce, mróz trzyma. Ubierzmy czapki, załóżmy szaliki i mimo niechęci wyjdźmy na zewnątrz. Może gdy wszyscy zaczniemy się uśmiechać, to rozgrzejemy atmosferę o kilka stopni.
Jesteśmy jednym z najbardziej ponurych narodów. Czy naprawdę mamy tak wiele powodów do narzekania? Z ręką na sercu przyznajmy sami przed sobą jak odpowiadamy na pytanie: co słychać?
Z uśmiechem czy grymasem niezadowolenia?
Łatwiej jest być ponurym. Czasami wydaje mi się, że uśmiech jest ciężkim wysiłkiem fizycznym. Tak trudno jest unieść kąciki ust. Rozumiem. Grawitacja. Woda też nie płynie pod górkę. Ale może trochę wysiłku by nam nie zaszkodziło. Taka mała twarzowa siłownia. Rozciągamy usta i trenujemy szeroki uśmiech. No, dobra, może nie szeroki. Może na początek delikatny.
Przecież nie chcemy przestraszyć tego, kogo tym uśmiechem obdarzamy.
Przeprowadzanie prywatnego eksperymentu prowadzi do wniosków. Stoję na światłach. Rozglądam się wokół. Wszyscy obok zdecydowanie poważni. Zaryzykuję i uśmiechnę się do sąsiada. Reakcja pierwsza: ucieczka wzrokiem. Chyba się przestraszył, że ktoś wtargnął do jego prywatności.
Reakcja druga: Facet marszczy brwi. Próbuje sobie przypomnieć czy mnie zna? Potem bardziej zaciska usta.
Reakcja trzecia: Facet popukał się w czoło. Może coś mu się skojarzyło?
Najczęściej jednak ludzie udają, że uśmiechu nie widzą. Szybciutko uciekają wzrokiem, starając się nie patrzeć uśmiechniętemu natrętowi w twarz.
Mam wrażenie, że uśmiech jest bardziej niestosownym od używania słów powszechnie uważanych za obelżywe. Łatwiej usłyszeć na ulicy słowo na k… niż zobaczyć uśmiechających się do siebie przechodniów.
Czy jest na to lekarstwo? 
A gdyby tak rozpętać wiosenną akcję pod znakiem uśmiechu. Można by zacząć od planu obdarzenia uśmiechem bezinteresownie trzech osób dziennie. Kto wie? Może okaże się on zaraźliwy. Epidemie i zarazy od wieków nawiedzają ludzkość. Ta byłaby najsympatyczniejszą epidemią świata.

A gdy już zarazimy optymizmem najbliższe kręgi, zróbmy ciasto, które też jest jak uśmiech. Nie trudne, słodkie i poprawiające nastrój.


Ekspresowy sernik na zimno z nutą limonki:

200 g serka kremowego
¾ szklanki słodzonego zgęszczonego mleka
400 ml kremówki
1 łyżka esencji waniliowej
otarta skórka z dwóch limonek
3 łyżki żelatyny
3 łyżki mleka
130 g ciastek owsianych
50 g miękkiego masła
Dla formy o średnicy 20 cm


Etap pierwszy: spód
W blenderze rozdrabniamy ciastka na piasek i dodajemy miękkie masło. Miksujemy aż otrzymamy mokry piasek. Cała operacja trwa około 1, 5 minuty. Wylepiamy dno formy okruchami i wstawiamy formę na 15 minut do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni.
Wyjmujemy ciasto i studzimy.
Etap drugi: żelatyna
W miseczce mieszamy żelatynę z zimnym mlekiem. Odstawiamy na kilka minut, żeby żelatyna napęczniała. Potem stawiamy miseczkę na garnuszku z gotującą się wodą. Żelatyna się rozpuści.  Płynną żelatynę lekko studzimy.
Etap trzeci: masa serowo śmietanowa
Ubijamy kremówkę. Cieniutką strużką, ciągle miksując, wlewamy jeszcze ciepłą żelatynę.
W misie miksera miksujemy serek, mleko zgęszczone, wanilię i startą skórkę z limonek.
Do miksowanej śmietany z żelatyną wlewamy masę serową. Mocno miksujemy przez minutę.
Potem wlewamy masę serową na podpieczony spód. Wstawiamy do lodówki.
Po godzinie ciasto jest gotowe do podania z popołudniową kawą.
Posypałam je kolorowymi groszkami, które zawsze się sprawdzają kiedy nie ma już czasu na wymyślne ozdoby, a kawa stygnie. Równie dobrze można je polać stopioną czekoladą lub obsypać czekoladowymi wiórkami.



Uśmiechniętej soboty i smacznego