Nie wiem, czemu wpadło mi do głowy, że na osłodę MMŻ ucieszy
się z latte. Zamiast mu ugotować na pożegnanie wołowinę po syczuańsku, ja
pożeglowałam w stronę słodkiej strony życia. Na ugotowanie obiadu nie mam dziś
czasu, więc MMŻ albo wykombinuje coś sam, albo będzie się musiał zadowolić
latte.
Chleb już upiekłam w zapasie, instrukcja obsługi kotów wisi
na lodówce. Kwiatki na wszelki wypadek dostały dodatkowy zapas wody. Co prawda
nie będzie mnie tylko trzy dni ale licho nie śpi.
Mężczyźni mają ogromne skłonności do unikania przyziemności.
Szczególnie takiej domowej.
Kosz ze śmieciami pełen? To wrzucajmy śmieci do kartonu.
O, kotek! To my mamy
kota!?Jakiś taki słabiutki! Czy on coś je, czy jest na baterie?
Kochanie podlałeś kwiatki? Tak, dzisiaj rano (to po dwóch
tygodniach nieobecności żony).
Nie ma czystego talerza? A słoik zły?
Żeby nie zawracać sobie głowy przyklejaniem karteczek do
każdego garnka czy miski z instrukcją ile podgrzewać i z czym, dałam MMŻ wolną
rękę. Niech je u swojego ukochanego Chińczyka trzy dni pod rząd. I wiem, że sprawi mu to prawdziwą
przyjemność.
Dziś na pożegnanie z żoną będzie tylko latte.
Dyniowe latte z
czekoladą- 2 szklanki
Pół szklanki dyniowego purre
1 mocne espresso
Pół szklanki gorącego mleka
Pół szklanki wrzątku
2 łyżeczki miodu
Kilka ziaren kardamonu utartego w moździerzu
Dwie szczypty cynamonu
Dwie łyżki ubitej śmietany
Powiem szczerze, że wszystko władowałam do miksera.
Czyli, upieczoną dynię wkładamy do miksera, wlewamy mleko i
miód. Wrzątkiem zalewamy kardamon i cynamon. Mieszamy i wlewamy do reszty składników.
Miksujemy. Dzięki temu, że miksujemy dynię z całą resztą, napój ma lekko
spienioną konsystencję. Na ściankach szklanki robimy kreski stopioną czekoladą.
Wlewamy latte i dekorujemy łyżką ubitej śmietany.
Kto lubi kawę mocniejszą, niech doda dwie porcje espresso.
Na razie się żegnam i wracam w niedzielę.
Smacznego i dużo słońca