Pokazywanie postów oznaczonych etykietą karmazyn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą karmazyn. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 kwietnia 2012

Sposób na głodomora czyli chowder




Mamo! Jeść mi się chce!
Dziecko od drzwi o niczym innym, jak tylko o swoim burczącym żołądku.
Co mamy na obiad?
Hm… Obiad stoi w przedpokoju w torbach. Dwie sekundy przed głodomorem, ja wróciłam do domu. Umiem szybko wykombinować obiad. Ale nawet dla magika zrobienie go w dwie minuty jest zadaniem niewykonalnym.  A dziecko marudzi. Jaka jest na to rada? Zaprząc do roboty. Po pierwsze troszkę oderwie myśli od przyziemności, a po drugie wszystko będzie zrobione dwa razy szybciej. No i można będzie coś skubnąć. 
Obieranie ananasa do sałatki okazało się nieco skomplikowane. Kątem oka podpatruję, co też to moja córka czyni. I co widzę? Szuka na ananasie instrukcji obsługi. O niebiosa! Nie wiem, czy śmiać się, czy podziwiać. Nauki Taty nie poszły w las: najpierw, dziecko, przeczytaj instrukcję.  Nie wtrącam się, niech walczy.
Obok na talerzu piętrzy się wędzona ryba. Dziecko zmaga się z pokusą  co podjeść:  rybę czy ananasa. I zadaje setki pytań: 
-A co zrobimy z ananasem? Do czego będzie ryba? I czy długo jeszcze? Bo ja jestem głodna. 
Też mi niespodzianka.
Włożenie wędzonej ryby do wrzątku wywołało konsternację. 
-Gotowany wędzony dorsz? Mama, co ty wymyśliłaś?  
Kiedy wlałam do garnka kremówkę, dziecko zaczęło głośno się zastanawiać, czy aby na pewno jest głodne. I czy nie ma w domu jakiejś chińskiej zupki.
Za to efekt końcowy spowodował całą lawinę konsekwencji.
W skrócie. Zupa była rewelacyjna. Zjadłyśmy ją, zastanawiając się, czemu nigdy wcześniej jej nie ugotowałyśmy. Potem dziecko z pełnym brzuchem i przepisem na zupę pojechało sobie do domu.
 A wieczorem (zdecydowanie późnym) zaczęły się telefony:
-Mama, a jak tę zupę zrobiłaś? Bo nie pamiętam ale nie mogę zapomnieć.  
Podałam przepis. Za chwilę przyszedł sms: a prosciutto można zastąpić boczkiem? Zamiast powiedzieć matce dobranoc, ona się pyta o boczek!
To nie koniec. Jak myślicie, kto zadzwonił do mnie dziś o świcie? I wiecie o co zapytała? O dokładną kolejność działań, bo idzie na zakupy i chce mieć pełną jasność. W gotowaniu zupy.
Poczekam jeszcze trochę a od wieczora ja dzwonię co godzina zapytać jak jej idzie. Niech wie jak ciężkie jest życie twórcy.



Chowder czyli zupa bardzo konkretna

1 wędzony dorsz
1 wędzony karmazyn
1 cebula
kilka plastrów boczku (nie posiadałam, ale miałam prosciutto)
1 puszka kukurydzy
200 ml kremówki
litr wody
kilka ugotowanych ziemniaków
dwa liście laurowe
1 łyżka mąki
2 łyżki oliwy
1 łyżka masła
pół łyżeczki mielonej gorczycy
sól, pieprz, zielona pietruszka

Na początku musimy obrać rybę z elementów zbędnych. Czyli skóra, ogon, ości zostają wrzucone do garnka. Do nich dołączają dwa liście laurowe i litr wody. Gotujemy wszystko około  kwadransa.  Odstawiamy. Obraną wcześniej rybę dzielimy na cząstki.
W rondelku rozgrzewamy oliwę i masło. Kroimy na kosteczkę boczek i smażymy w rondelku. Po chwili dodajemy cebulę i  szklimy ją nieco. Wsypujemy mąkę i mieszamy przez chwilkę do zezłocenia się mąki. Odcedzamy nasz wywar rybny i gorący wlewamy do garnka z cebulą i boczkiem. Mieszamy.
Wlewamy kremówkę i zagotowujemy całość.  Do zupy dokładamy odsączoną kukurydzę i kawałki ryby. Na malutkim ogniu gotujemy jeszcze pięć minut. Próbujemy. Jeśli trzeba, solimy. Wsypujemy zmieloną gorczycę i odrobinę pieprzu. I na koniec dorzucamy rozgniecione widelcem ziemniaki. Ich ilość zależy od tego jak gęstą zupę lubicie.
Porcję posypujecie pietruszką i strawa godna wilka morskiego gotowa.
Jest bardzo sycąca. Właściwie taka zupa to świetny obiad jednogarnkowy. Ale nie zapominajcie,  że mnie odwiedził głodomór. Po talerzu zupy wchłonął jeszcze drugie danie, sałatkę ananasową i słuszny kawał ciasta. I gdzie to się tym chudym ciałku zmieściło?  Dzieci nie przestają mnie zadziwiać.



Macham do was wesoło i życzę smacznego