Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hokkaido. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hokkaido. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 października 2014

Dodatkowa godzina i ciastka z kremem dyniowym



























Takie niedziele są idealne. Nie dość, że rano, na dzień dobry świeci słońce, to na dodatek po nastawieniu wody na herbatę, okazuje się, że to nie ta godzina.
Nie trzeba jeszcze wstawać, mamy całą godzinę w prezencie.
Tylko kotom brzuszki działają jak szwajcarskie zegarki i żadne zmiany czasu nie zwalniają z napełnienia miseczek. Chyba, że chcę przy uchu słyszeć ciągłe narzekanie. Ugryzienie w nos jest opcją ostateczną.
Dzisiejszy dzień jest przeznaczony na testowanie.
Pogoda idealna, humory mamy niedzielne, jemy śniadanie i ruszamy w drogę. Gdzie oczy i fantazja poniosą. Ekologicznie, cicho, komfortowo. Testujemy pewien samochód.
Biorę aparat fotograficzny, okulary przeciwsłoneczne i pudełko z ciastkami. Po drodze odwiedzimy znajomych.
Kolejny raz sprawdza się metoda na przygotowanie ciastek z wyprzedzeniem.
Niespodzianka z rodzaju : „kochanie maluj oko bo zaraz odwiedzi nas Brat Pitt lub inny George Clooney” nie skończy się kompromitacją.
Skoro wszystko gotowe, nie pozostaje mi nic innego jak życzyć wam pięknej niedzieli, zapiąć pasy i korzystać z okazji.





Ciastka z kremem dyniowym

1 szklanka upieczonej dyni
250 g mascarpone
4 łyżki cukru pudru
pół łyżeczki cynamonu

ciasto na 6 sztuk

20 dkg mąki czyli szklanka i 2 łyżki
1 łyżeczka proszku
100 g zimnego masła
1 łyżka cukru pudru
2 łyżki zimnej wody
szczypta soli

oraz
kilka łyżek konfitury morelowej

Robimy babeczki. Potrzebujemy 6 płaskich foremek o średnicy 10-12 cm.
Mąkę z proszkiem przesiewamy przez sito i siekamy z resztą składników. Formujemy kulę, spłaszczamy ją ręką (łatwiej się potem rozwałkowuje), wkładamy do folii i chowamy w lodówce na 2 godziny.
Potem ciasto rozwałkowujemy i wykładamy nim foremki.
Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni.
Nakłuwamy ciasto widelcem i wkładamy do piekarnika na 10-15 minut.
Potem wyjmujemy je i studzimy.

Do kremu dyniowego potrzebujemy przede wszystkim dyni. Ja użyłam butternut squasha,ale hokkaido też będzie idealna. Najważniejsze, żeby dynia nie była mokra, bo zamiast kremu będziemy mieli pulpę.
Ja piekę dynię w folii do pieczenia. Pieczona na blaszce zawsze ma twarde krawędzie i trzeba się ich pozbywać. A ja nie lubię wyrzucać jedzenia.
Dynia w folii piecze się około 50 minut.
Po jej wystudzeniu możemy ją pokroić, zmiksować lub zamrozić w woreczku.
Do misy miksera przekładamy zmiksowaną na puree dynię, cynamon i cukier.
Na koniec dodajemy mascarpone. Krótko miksujemy i schładzamy godzinę w lodówce.

Ciastka smarujemy cienko konfiturą morelową i wypełniamy kremem.
Na górę kremu położyłam owoc kumkwatu.


Poskładanie takiego ciastka jest kwestią 5 minut. Potem cała niedziela należy tylko do was.





Smacznego .

niedziela, 13 października 2013

Sałatka z dynią i bulgurem czyli czas minął




Powoli trzeba pakować gary, talerze i mojego kuchennego pomocnika i pogodzić się z nieuchronnym powrotem do cywilizacji. Zostałam tu sama i cisza wokół jest nieprawdopodobna. Liści na jesionach już nie uświadczysz a to prowadzi do prostego wniosku, że skoro nie ma ich w górze, to znaczy, że są na dole. Zamiast zielonej trawy, złoty dywan. Trawnik to ciągła robota. Najpierw regularnie kosisz trawę, potem bezustannie grabisz liście. Ognisko jakie rozpaliliśmy mogło być widziane przez zabłąkanych Indian. Słup białego dymu przywabił zwiad samolotowy. Chyba ktoś się obawiał ogniowej apokalipsy. A to tylko niewinne liście.
Miejscami łyso, miejscami kolorowo. Taki jest las. Czasami aż szkoda, że za tydzień, dwa po tych cyrkowych kolorach zostaną tylko zdjęcia.
Szkoda mi światła na tarasie. Robienie zdjęć nie wymagało żadnych zabiegów. Piękne światło dnia zastępowało rekwizyty, tła, i obrusy. Odkryłam w drewutni starą furtkę i okazało się, że ona jest najlepszym i najbardziej fotogenicznym stołem.
Po powrocie do miasta znów będę latać z talerzami i szukać odpowiedniego, dobrze oświetlonego miejsca.
Dziś wykorzystałam jeszcze i słońce, i taras, i to co urosło w okolicy.


Sałatka z dynią i bulgurem:

dynia hokkaido
1 szklanka bulguru
2 ząbki czosnku
1 cebula
1 bakłażan
pół łyżeczki kuminu
1 szklanka sosu pomidorowego (lub pomidorów pelatti)
1 łyżeczka przecieru pomidorowego
2 szklanki bulionu (do ugotowania kaszy bulgur)
kolendra lub pietruszka
sól do smaku
rukola

przyprawy do posmarowania dyni:

pół łyżeczki garam masala,
pół łyżeczki kuminu,
3 łyżki oliwy,
pół łyżeczki soli

sos:

2 łyżki soku z pomarańczy
pół łyżeczki otartej skórki z pomarańczy
6 łyżek oliwy
pół łyżeczki soli
szczypta kminu rzymskiego
ćwierć łyżeczki garam masala
szczypta pieprzu

Dynię kroimy na plastry grubości 1 cm (krojenie dyni nie jest łatwe, ale doskonale radzi sobie z krojeniem niedużej dyni krajalnica do chleba). Wyjmujemy pestki. Smarujemy plastry mieszanką przypraw i kładziemy na blasze. Pieczemy w piekarniku w 180 stopniach przez 20 minut.
W czasie kiedy dynia się piecze gotujemy bulgur. Zalewamy go 2 szklankami wrzącego bulionu lub wody i gotujemy 10 minut. Na osobnej patelni rozgrzewamy oliwę i smażymy czosnek i cebulę. Potem dodajemy pokrojonego w kostkę bakłażana. Mieszamy i smażymy 5 minut. Dodajemy sos pomidorowy, sól, pieprz i kumin. Mieszamy i robimy próbę organoleptyczną. Dosypujemy posiekaną pietruszkę lub kolendrę.
W misce łączymy ugotowany bulgur z warzywami.
Upieczone krążki dyni kładziemy na liściach rukoli. Środek dyni wypełniamy mieszanką bulguru i warzyw. Polewamy sosem i podajemy.



Kaszy po ugotowaniu okazało się dużo więcej niż było mi potrzebne do sałatki. Jutro MMŻ dostanie ją na lunch. Sprawdziłam, że na zimno też smakuje bardzo dobrze, nawet bez dyni.


Smacznego i spokojnego niedzielnego wieczoru

piątek, 2 listopada 2012

Zupa paprykowo dyniowa w kolorach jesieni i opuszczona Marylin Monroe






Z gabinetu okulistycznego wyszłam trzaskając drzwiami. Moja dolna ósemka ma reumatyzm. Zgubiłam receptę, choć jestem pewna, że wkładałam ją do torebki.
Kobiety, też macie czasami wrażenie, że wasze torebki są portalem do innego wymiaru? Czasami coś z nich tajemniczo znika, a czasami cudownie się objawia. Może ta nieszczęsna recepta też się objawi, jeśli policzę do dziesięciu.
Są takie dni, ze lepiej nie wychodzić z domu. Co ja mówię z domu! Z łóżka! Choć reumatyczny ząb dopadnie was nawet w schronie przeciwatomowym.
Początek listopada to teoretycznie koniec naszej przeprowadzki. Ale Marylin, jedno krzesło, salaterki, toster i dwa kartony, Bóg wie czego, ciągle czekają na swoją kolej. MMŻ kategorycznie odmówił wycieczek pod stary adres. Nie dziwię się, wita nas tam echo i porzucone roczniki Voyage.  Jeśli więc nie zabiorę Marylin, to marna jest szansa na to, że sama pójdzie na przystanek tramwajowy. Trochę kanciasta jest i zbyt długo wisiała. Za to salaterki na pewno sobie nie poradzą. Toster jak każdy sprzęt AGD ma wrodzone skłonności do włóczęgostwa i wcale bym się nie zdziwiła, gdyby już wyruszył w drogę.

Mam więc powody do lekkiej frustracji.

Teraz pora wziąć się w garść i zaplanować swoje najbliższe godziny.
Na dobry początek będzie zupa paprykowo dyniowa z kolendrą.
Kolory takie jak moja droga do garażu: czerwono, pomarańczowo, nieco zielono. Trzeba korzystać z kolorów bo lada dzień nas opuszczą.



Zupa paprykowo dyniowa

1 dynia typu hokkaido
2 czerwone papryki
1 papryczka chilli
1 mała cebula
2 ząbki czosnku
Pół łyżeczki wędzonej papryki
Pół łyżeczki kuminu
2 szklanki bulionu
2 łyżki oliwy
Pół szklanki jogurtu
Sól, pieprz

Hokkaido jest świetną dynią, bo nie trzeba jej obierać. Cała nadaje się do zjedzenia. Ma też tak piękny pomarańczowy kolor, że od samego patrzenia na nią robi się weselej.  Wystarczy ją pokroić, posypać kuminem, solą i polać łyżką oliwy i włożyć do gorącego (180 stopni) piekarnika aż będzie miękka (około 45 minut).
Paprykę trzeba opiec pod grillem lub na patelni aż zbrązowieje skórka (patrz tutaj). Obraną ze skórki i oczyszczoną z nasion przekładamy do blendera razem upieczoną dynią. Na pozostałej łyżce oliwy podsmażamy pokrojoną cebulę i czosnek. Potem dodajemy do dyni i papryki. Dolewamy bulion. Wsypujemy wędzoną paprykę. Miksujemy. Jeśli trzeba dodajemy sól. Na koniec miksujemy z jogurtem. Posypujemy kolendrą i jemy.

A to niektóre z moich ogródkowych okazów. 

Smacznego