Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dym mascarpone. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dym mascarpone. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Powrót bezy i nieoczekiwane rozstanie


Chodzi i marudzi. Kręci się dookoła i jęczy. Kiedy zwrócę na nią uwagę, to jęczy jeszcze bardziej teatralnie. Wie jak skupić na sobie całą uwagę. Jest perfekcjonistką w byciu pępkiem świata.
Wczoraj przywiozłam ją do domu. Nigdy wcześniej takich eksperymentów nie przeprowadzałam. Od sześciu lat nigdy nie zostawała sama. Zawsze w pobliżu był Orlando. I wydawało mi się, że stosunki między nim mają raczej letnią temperaturę. A tu taka niespodzianka. Okazało się że ona tęskni. Przeszukuje kolejne pomieszczenia płacząc coraz donośniej. I najwyraźniej go woła.
W środę wszystko wróci do normy, bo zaliczymy wizytę w przychodni i spokojnie będziemy mogły wrócić do szerszego grona. Ciekawe jak to grono radzi sobie bez niej.  I czy jego tęsknota jest równie widoczna. Pewno nie, bo to przecież facet.  A wiadomo,  że oni są twardzi.  Przynajmniej tak myślą o sobie.
Na razie trzeba przetrwać  te kilkadziesiąt godzin tęsknoty a potem zrobić jej radosną niespodziankę i zwrócić jej dotychczasowe życie.

Zanim to jednak nastąpi ,wyjmę resztę bezy sobotniej, zaparzę kawę i spróbuję przemówić do tego małego rozumku. Najlepiej jakimś pocieszaczem. W naszym przypadku będzie to beza. W jej przypadku może jakaś pierzasta zabawka?



Obiecana w sobotę beza wiosenna wróciła z nami do domu w stanie szczątkowym. Ale nawet jej odrobina w taki deszczowy dzień jak dziś podziała jak gaz rozweselający. Kiedy jest ponuro, chłodno a za plecami płacze nieszczęśliwe stworzenie, to taka beza może być niezłym plastrem na smuteczek.



Beza wiosenna z limonką i różowym kremem wiśniowym

4 białka
250 g cukru pudru
1 łyżka soku z limonki
starta skórka z limonki
1 łyżeczka mąki kukurydzianej

Piekarnik rozgrzewamy  do 130 stopni.

Białka ubijamy na sztywno. Dosypujemy po łyżce cukru i cały czas ubijamy. Jeśli w roztartej między palcami odrobinie piany nie wyczuwacie drobinek cukru, to znaczy, że beza jest gotowa.  Dodajemy do piany mąkę i sok i dokładnie wymieszajmy.
Na papierze do pieczenia rysujemy dwa okręgi. Z tej ilości białek upieczemy dwa krążki wielkości deserowych talerzy.  Nakładamy pianę, nieco wyrównujemy powierzchnię i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 130 stopni. Pieczemy 1 godzinę. Wyłączamy piekarnik i lekko uchylamy drzwiczki. Zostawiamy bezę, żeby powoli się suszyła.

Krem

100 ml kremówki
150 g mascarpone
3 łyżki cukru pudru
2 łyżki soku z limonki
wiśnie z likieru*
2 łyżki likieru wiśniowego
czerwony barwnik**

Ubijamy kremówkę i dodajemy do niej cukier. Ubijamy mascarpone, dodajemy sok z limonki oraz likier wiśniowy.  Łączymy kremówkę z mascarpone. Delikatnie mieszamy. Na czubku noża dodajemy odrobinę barwnika i ostatni raz mieszamy aż krem nabierze różowej barwy.
Połowę kremu nakładamy na pierwszy krążek bezy. Rozrzucamy odsączone z likieru wiśnie. Przykrywamy drugim krążkiem bezy i smarujemy resztą różowego kremu. Dekorujemy wiśniami i wyciętymi ze skórki limonki liśćmi.

I podajemy jak najszybciej, bo beza z kremem łatwo traci swoją chrupkość.



Beza wyglądała jak kwitnące drzewko wiśniowe.  Bardzo wiosennie i świeżo. Polecam.

*wiśnie mogą być z kompotu, konfitury lub mrożone (w sezonie świeże)
** używam barwników w żelu: są nieocenione i bardzo, bardzo wydajne

Życzę smacznego i żadnej tęsknoty w pobliżu.

A ja spróbuję utulić moje płaczące maleństwo.

piątek, 16 marca 2012

Letnie wspomnienie czyli coś z pomidorami i anyżem



Lubię chodzić utartymi ścieżkami. Chętnie odwiedzam miejsca już odwiedzane. Z przyjemnością wracam do smaków, które dobrze pamiętam. Czy jestem mało odkrywcza? Mało twórcza? A może po prostu będąc gdzieś po raz kolejny mam czas na smakowanie szczegółów. Pierwsze kontakty z nowym wyglądają tak. Oto prosze wycieczki pomnik X-a, po lewej muzeum Y-ka, przed nami aleja K-y. Ogarniam całość, nie ogarniam niuansów. Na nie potrzebuję dużo więcej czasu. Dlatego tak lubię bywać kilka razy w tym samym punkcie. Nigdy nie zdarzyło się tak, żebym nie zauważyła jakiejś zmiany. Pewne rzeczy dzieją się w mgnieniu oka a inne rozwijają się powoli. Centrum miasta każdego dnia wygląda inaczej.
Wiem dlaczego ludzie używają powszechnie aparatów fotograficznych. Odrzucając przypadki bezmyślnego naciskania migawki, bo konik, bo dziecko, bo ptaszek, bo zabytek, chcemy zamrozić chwilę. Jedyną, niepowtarzalną. Zdjęcie naszego psa zrobione przed chwilą jutro nie będzie już takie samo. Nawet jeśli posadzimy go o tej samej porze w tym samym miejscu. Ale jutro wszystko się zmieni. My, nasze spojrzenie, pies, nachylenie Ziemi, kąt padania promieni słonecznych. Wszystko.
Pamiętacie film Dym Paula Austera z Harvey'em Keitel'em? No właśnie. Można całe życie robić zdjęcie tego samego miejsca. Dzień po dniu. Tego samego ale nie takiego samego.
Można codziennie jeść na śniadanie jajo lub chleb z kiełkami i za każdym razem cieszyć się tym posiłkiem. Bo on zawsze jest inny. Słoneczny, zimowy, samotny, rozgadany, poirytowany lub z przymrużeniem oka.
Są takie przepisy, które towarzyszą nam przez całe życie. Robimy je na pamięć. Dalibyśmy radę z zawiązanymi rękami i przysłoniętymi oczami. I założę się, że bywają momenty, kiedy zaskakujecie samych siebie. Niby składniki te same, niby proces tworzenia bez zmian, a potrawa smakuje inaczej. Dlaczego?


Ile razy w życiu gotowaliście zupę pomidorową? Niezliczoną ilość razy. Czy zawsze smakuje tak samo? Otóż to. Nie. I ważna jest jakość nie tylko pomidorów, ale i naszego do jej ugotowania nastawienia. Dzieci, kiedy były zaziębione często mnie prosiły o zrobienie herbaty z cytryną. Coż to za komplikacja, herbata z cytryną? Każdy potrafi są zrobić. Ale nie wiedzieć czemu im smakowała tylko ta, zrobiona przeze mnie. Śmiałyśmy się, że oprócz wody, herbaty, cytryny i cukru dodaję do niej szczyptę mojej troski i ogromny chlust miłości. Brzmi pretensjonalnie? Cóż kiedy jest prawdą.



pomidorowa z mascarpone i anyżem

1 litr bulionu (warzywnego lub drobiowego)
1 puszka pomidorów
pęczek bazylii
4 ząbki czosnku
1 cebula
4 gwiazdki anyżu
2 łyżki maskarpone
2 łyżki śmietany (może być kwaśna, słodka, byle w miarę płynna)
2 łyżeczki cukru
2 łyżki oliwy
sól, pieprz, parmezan

Zaczynamy od obrania czosnku i cebuli. Kroimy je niezbyt starannie. Z dwóch anyżków wyłuskujemy ziarenka i miażdżymy w moździerzu. Na zimną patelnię wlewamy oliwę i wkładamy czosnek i anyż. Podgrzewamy. Kiedy zaskwierczy, dosypujemy cebulę i wkładamy połowę pęczka bazylii . Zamieszajmy wszystko chwilkę, do zeszklenia się cebuli. Teraz wlewamy do rondla pomidory. Wsypujemy cukier, dodajemy dwie całe anyżkowe gwiazdki, resztę bazylii (kilka listków zostawcie do dekoracji), odrobinę soli i pieprzu. Niech sobie pobulgocze kilka minut. Gotowanie powinno potrwać góra piętnaście minut. Przygotujcie sobie mikser. Ugotowaną zupę wlejcie do miksera, wyławiając wcześniej gwiazdki anyżu. Zmiksujcie zupę na krem (pamiętajcie o ostrożności, bo gorąca zupa w połączeniu z mikserem stanowi mieszankę wybuchującą). Pora na dolanie bulionu. Dolewajcie go po trochu, do osiągnięcia takiej gęstości jaką lubicie. Jeśli bulion jest ugotowany i gorący, nie musicie już całości gotować. Po prostu przygotujcie sobie talerze i rozlejcie do nich zupę. Mascarpone zmieszajcie ze śmietaną i zróbcie na powierzchni zupy biały kleks. Wiosłując łyżką wymieszacie smaki i osiągniecie absolutny pomidorowy błogostan. Kto nie może obyć się bez sera, doda sobie wiórki parmezanu.


Słonecznego weekendu i smacznego

P.S.
Kiedy latem obrodzą pomidory, to sos z nich zrobiony z dodatkiem anyżu czy wanilii jest siódmym cudem świata. Każdy makaron z nim podany może startować w mistrzostwach świata. Pamiętajcie o tym w sierpniu. Pa.