Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serek kozi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serek kozi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 maja 2014

Zielono, różowo, smacznie czyli kanapka reaktywacja



Rzadko robię kanapki. Były takie czasy, kiedy kanapka była na porządku dziennym. Kto nie miał dzieci w wieku szkolnym ten nie wie, co to znaczy robić kanapki. Kanapka nie kojarzy się podniecająco. No bo cóż może być fascynującego w dwóch kawałkach pieczywa, przedzielonych plastrem sera i szynki.
Tu was mam, moi drodzy.
Kanapka może być dziełem sztuki. Może być obiektem pożądania. Może być niedoścignionym wzorem. Może być przedmiotem handlu (szkolnego).
Robiąc kanapkę po raz 22 w miesiącu trudno jest oprzeć się wrażeniu taśmy produkcyjnej.
Wstajemy rano. Rano to rutyna. Myjemy zęby, człapiemy do kuchni, otwieramy lodówkę. Litości!
Kto o tej porze jest w stanie stworzyć V Bethowena? Kawa, herbata z mlekiem, płatki, serek z kiełkami. Najważniejsze to przetrwać. Na niuanse przyjdzie czas w porze lunchu. Teraz liczy się przetrwanie. Ciekawe, że tworzenie bardziej kojarzy mi się z czerwonym winem niż szklanką mleka.
„Nikt nie jest mądry przed śniadaniem”, to nie moje słowa. Ale podpisuję się pod nimi obiema rękami.
Wierzę, że są ludzie, którzy budząc się, są w stanie wyrecytować tablicę Mendelejewa.
Ja zazwyczaj markuję pełnię świadomości. Dobrze, że nasze przyzwyczajenia są jak niewidzialna ręka. Pomagają.
Żeby stworzyć kanapkowe dzieło potrzeba wyobraźni. Jak to osiągnąć o siódmej rano?
Cofnąć się w czasie.
Wieczorem zaplanować sobie kolejność działań. Lub, co lepsze, całą robotę zrobić przed położeniem się spać.
Spontan jest świetny. Sama mam na swoim koncie kilka zestawów kanapkowych, poskładanych spontanicznie. Lecz ta metoda działa na krótkich dystansach.
Jeżeli macie przed sobą co najmniej kilka lat robienia kanapek (dzieciom, miłemu lub sobie), to musicie rzecz przemyśleć. Chyba, że chcecie doczekać chwili, kiedy młodzi na widok torebki śniadaniowej zaczną odczuwać gwałtowną potrzebę odrobienia lekcji.
Moje kanapki były niezłe. Jak wspomniałam na wstępie, dziś rzadko je robię. Czasami nawet do nich tęsknię. Bo kanapka to danie niedocenione. Traktowane po macoszemu. Taka zapchaj-dziura. Wiadomo, że musisz coś zjeść. I wtedy do dzioba wjeżdża kanapka. Byle tost, byle szynka, byle ser.
Wcale nie musi tak być. Trzeba tylko się trochę postarać.
Tylko czy można osiągnąć sukces bez wysiłku?


























Dwie propozycje kanapkowe:
podstawa czyli zielony biszkopt:

3 jajka (oddzielnie białka i żółtka)
50 g masła stopionego i wystudzonego
80 g mąki pszennej
ćwierć łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
szczypta pieprzu
200 g szpinaku lub botwinki czy szczawiu (a może poeksperymentować z pokrzywą?)
Ubijamy białka na pianę. Dodajemy żółtka. Następnie wlewamy płynne masło. Miksujemy. Wyłączamy mikser i przesiewamy do masy mąkę z proszkiem i solą. Na koniec mieszamy ze szpinakiem lub botwinką.
Blachę wykładamy papierem i wylewamy biszkopt. Wyrównujemy powierzchnię i pieczemy w 190 stopniach przez 20 minut.
Jeżeli chcemy zrobić roladę, to upieczony, gorący biszkopt przekładamy na ściereczkę i zwijamy jak rulonik. Dzięki temu zabiegowi ciasto nie popęka.
Jeżeli naszym zamiarem jest kanapka, zielony biszkopt odwracamy do góry nogami na ściereczkę i zdejmujemy papier.
Po wystygnięciu możemy go przekładać serem i burakiem.


ciasto:
I wersja:

zielony biszkopt botwinkowy (szpinakowy, szczawiowy)
serek chrzanowy
łosoś wędzony
koperek

Każdą zieleninę musimy sparzyć. Na łyżce masła podsmażamy liście. Króciutko. Są młode, więc nie musimy ich torturować. Delikatnie je doprawiamy do smaku i miksujemy. Studzimy.
Potem używamy jako części składowej biszkoptu.
Smarujemy biszkopt serkiem i posypujemy pokrojonym łososiem i koperkiem. Zwijamy, otulamy folią i chłodzimy kilka godzin.
Rano mamy gotową, efektowną i nietuzinkową kanapkę.



II wersja:

zielony biszkopt
1 upieczony w piekarniku burak
serek kozi (bądź miękka feta)
pistacje
kiełki rzodkiewki
Tutaj sprawa jest prosta do bólu. Jak to w przypadku kanapek bywa, cała zabawa polega na przekładaniu. Zielony biszkopt, potem kozi serek, następnie pistacje i plaster buraka. Na to kolejna warstwa serka i plaster zielonego biszkoptu. Całość zamyka ser posypany kiełkami.

Właściwie żadna instrukcja obsługi nie jest potrzebna. Wszystko widać na zdjęciach.
Roladka zielono łososiowa jest wariantem wielkanocnego przekładańca.
Ten sam zielony biszkopt możemy przełożyć buraczkami i kozim serem lub pieczoną papryką i np. omletem z chilli.
Wariantów jest bez liku. I wszystkie są w zasięgu ręki. Pod jednym warunkiem...że nie staniecie przed problemem o siódmej rano.
Wtedy pozostaje wam tylko tost, szynka i ser. Krótko mówiąc nuuuuuuuuuuuda.
Powodzenia nie tylko w sferze kanapek.




























Smacznego

poniedziałek, 21 maja 2012

O tym jak zostałam skorumpowana kozim serem i o pysznej sałatce





Pobliska hodowla kóz otwarła przede mną serowe niebo. Pod latarnią najciemniej. I cudze chwalicie, swego nie znacie. 
Niedaleko naszej polany, rozłożyła się hodowla kóz. Miałam z nią do czynienia w niezbyt przyjemnych okolicznościach. Kozy, pod naszą nieobecność zżerały wszystko co napotkały na swojej drodze. Wystarczyło jedno popołudnie a maliny, porzeczki i cały ogródek wyglądały jak po przejściu tornado. Ogrom tego nieszczęścia nietrudno sobie wyobrazić, kiedy wam powiem, że stado liczy ponad tysiąc zwierzaków. Dowody tej zbrodni w postaci świeżych bobków zaprowadziły mnie do sąsiadów. Z żądzą mordu w oku popędziłam przez pola do głównego podejrzanego. Zaprzeczać nie zaprzeczał, ale chyba wyczuł we mnie serojada, bo z miejsca zaproponował serową rekompensatę. I tu mnie miał. Serki z pieprzem, papryką, macierzanką, bunc i twaróg. Hulaj dusza, piekła nie ma. 
W ten oto sposób, drogą serowego przekupstwa stałam się nie wrogiem a fanem koziego gospodarstwa.
Od tego czasu ja ogrodziłam swój ogródek a właściciel koziej bandy utrzymuje swoich ulubieńców  z daleka.
Jeśli będziecie kiedyś w pobliżu Myszkowa zajrzyjcie do hodowli. W okolicznych sklepach próżno szukać ich produktów. Trzeba się pofatygować samemu. I nie przerażajcie się dorodnymi indykami i gęsiami, panoszącymi po podwórku. One tylko tak zaczepnie wyglądają.
Moim faworytem wśród serowej obfitości jest bunz. Kiedy znajdzie się w mojej lodówce, to dobra wszelakie przestają istnieć. Jem go na śniadanie, jako przekąskę, na ciepło, w sałatkach, daniach głównych i jako deser (zamiast cukierka). Kilogramowej gomółce daję radę w tydzień. Dobra jestem, prawda? 
Serek dobrze brzmi solo ale skojarzony z karmelizowaną cebulą lub prażonymi orzechami jest uwerturą do rozbuchanej smakowej symfonii.



Oto sałatka, gdzie główne skrzypce gra kozi serek. Nadaje się każdy (no może nie twaróg), więc nie musicie jeździć daleko. Wystarczy pierwszy sklep w okolicy.

Potrzebujemy do sałatki z grillowanym kozim serem:

Mieszankę sałat np. masłową, lodową, radiccio, małe liście szpinaku, nieco rukoli, młode liście buraków
serek kozi , dający się grillować
1 czerwoną cebulę
1 łyżkę masła

sos do sałatki: 

6 łyżek oliwy
2 łyżki octu balsamicznego
1 łyżeczka musztardy (np. dijon)
1 ząbek czosnku
1 łyżka miodu
sól i pieprz
podprażone orzechy włoskie (opcjonalnie)

Do dużej miski wkładamy umyte i osuszone liście. W słoiczku mieszamy wszystkie składniki sosu. Patelnię rozgrzewamy i na łyżce masła karmelizujemy pokrojoną w półplastry cebulę. Potem odkładamy ją na bok aby wystygła.
Na rozgrzaną patelnię (jeśli macie grillową, to jej użyjcie) kładziemy dwa (lub więcej) krażki sera. Przypiekamy, aby zrobił się w środku aksamitnie miękki  a na zewnątrz chrupiący.  Nie podziwiamy w tym czasie widoków za oknem, bo serek nam odpłynie.
Sos wlewamy na sałaty i paluszkami delikatnie mieszamy. Na wierzchu układamy karmelizowaną cebulę a na nią rumiany serek.
Kto wymagający, posypie całość podpieczonymi orzechami włoskimi.  Pycha.
Zachęcam do wycieczek po okolicy. Nigdy nie wiadomo, co ciekawego możemy znaleźć za rogiem.
Pozdrawiam i życzę smacznego




P.S
A jeśli o kozich smakołykach chcecie wiecie więcej, zajrzyjcie tu : http://www.sery-kozie.pl