Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 marca 2013

Lemon curd dla Majki





Od rana próbowałam spełnić obietnicę daną Majce.  Ale ja swoje a rzeczywistość swoje. Najpierw okazało się, że gdzieś przepadł drobny cukier. Coś go wchłonęło i na pewno nie byłam to ja. Aż takiego przerobu cukru nie mam.

Potem pilna potrzeba odwiedzenia znajomych odsunęła w czasie moje zobowiązanie. W okolicach południowych czas zajęła mi ryba w soli. 
Potem powrót MMŻ do domu przewrócił moje planowanie do góry nogami. Wiedziałam, że póki nie pozbędę się MMŻ, to zamiary spokojnego mieszania jajek z sokiem cytrynowym w ogóle nie wchodzą w grę.
Sprytnym wybiegiem powierzyłam mu odpowiedzialne zadanie wyprawy do myjni.  To dałoby mi godzinkę, która powinna wystarczyć, żeby krem cytrynowy stał się rzeczywistością.
I wtedy nastąpiła katastrofa w postaci brudnej smużki wody leniwie wypływającej spod pieca.
Akcja rozpoznawczo ratunkowa została rozpoczęta natychmiast a wyjazd MMŻ do myjni odroczony w czasie.  Nie ma to jak chłop w domu. Opanował sytuację w oka mgnieniu. Wbrew moim obawom nie nastąpiła w kuchni kanalizacyjna katastrofa.
Mogłam w końcu zabrać się za cytryny i jajka. 
W międzyczasie światło sobie poszło a dzień nieoczekiwanie przeszedł w wieczór. Dobrze, że utalentowane Dziecko było pod ręką. Zdjęcia wyszły smaczne.


Majka, ten lemon curd jest dla ciebie.

wg BBC
2 jajka
2 żółtka
100 g cukru
70 g zimnego masła, pokrojonego na małe kawałki
3 wyszorowane cytryny (sok z 3,  skórka starta z 2)

Na piecu stawiamy garnek z wodą do ¼ wysokości garnka. Włączamy ogień i zagotowujemy wodę. Niech sobie wesoło pyrka.
W szklanej misce mieszamy ze sobą jajka i żółtka. Dosypujemy cukier. Mieszamy kilka sekund. Dodajemy sok i startą skórkę a na koniec pokrojone na kawałeczki masło. Miskę stawiamy na garnku z lekko gotującą się wodą. Mieszamy drewnianą łyżką aż całe masło się rozpuści. Potem drewnianą łyżkę zastępujemy trzepaczką. Nie ubijamy tylko mieszamy. Kremu nie trzeba napowietrzać. Mieszamy około 10 minut, dopóki krem się wyraźnie nie zagęści. Trzepaczka powinna w kremie zostawiać ślad. Wtedy zdejmujemy miskę z garnka. Nie przesadźcie z zagęszczaniem, żeby nie zrobić jajecznicy. Krem stygnąc, będzie dalej gęstniał.


Z podanych składników wyszło mi 440 ml kremu.
Mam nadzieję, że nie spóźniłam się z przepisem.


Udanego środowego wieczoru i smacznego

P.S.
Kurczaczkami, mieszaniem i zdjęciami zajęła się MidnightCookie.

niedziela, 4 listopada 2012

Krem cynamonowy z sosem karmelowym czyli przyprawowy rachunek sumienia




 Ile macie w swojej kuchni słoików z przyprawami? Ile otwartych torebek? Ile pudełek? Tylko proszę uczciwie, z ręką na sercu.
Moja obsesja (tak, tak, spójrzmy prawdzie w oczy) na ich punkcie ma swoje realne odbicie w ilości. Na pewno mam ich za dużo. Nadeszła chwila by wziąć problem na klatę. Czy ja jeszcze pamiętam co w nich jest? Czy używam ich wszystkich? Może czas na przyprawowy rachunek sumienia?
Cóż my tu mamy? Oprócz oczywistych oczywistości w postaci majeranku, ziela angielskiego i liści laurowych stoją obowiązkowe kmin rzymski, kolendra i cynamon. Dla mnie kamienie milowe mojej kuchni. Czarna i biała gorczyca, kozieradka czy zatar to kolejne słoiki. Wędzona papryka? Proszę bardzo. Jaką sobie życzycie? Słodką czy pikantną? Jeszcze jeden rzut oka i… co ja widzę. Termin przydatności upłynął w 2010 roku. No coś takiego. Mam i jakbym nie miała. Nie w ilości siła a w mądrym korzystaniu. Ale która obsesja kieruje się mądrością?
Wyrzucam. Następuje trudna chwila eliminacji. Po prawej stoją te, które pozytywnie przeszły weryfikacje. Po lewej, niestety, te, których czas minął. Tych jest więcej. Po raz kolejny obiecuję sobie, że zamiast kupować oczami będę włączała też zdrowy rozsądek. Ale ja kocham przyprawy! Jak połączyć miłość z rozsądkiem?
Pomyślę o tym korzystając z jednego ze słoików. Chyba zrobię sobie tydzień przypraw. Codziennie ugotuję coś z jakimś wiodącym smakiem. Dziś cynamon, jutro kolendra a pojutrze curry. Na przykład.
Zacznę od…..kremu cynamonowego z sosem karmelowym. Wiem, wiem, że to kalorie, że grzech, że kto to widział takie słodkości. A co mi tam. Raz się żyje.



Krem cynamonowy z sosem karmelowym

(cztery porcje)
250 ml śmietany kremówki
250 ml mleka
5 łyżek cukru
1 łyżeczka wody do zrobienia karmelu
2 krople esencji waniliowej
2 łyżeczki żelatyny
2 laski cynamonu plus pół łyżeczki mielonego
trzy łyżeczki wody do namoczenia żelatyny

sos karmelowy

100 g cukru
2 łyżki wody
2 łyżki masła
szczypta soli
4 łyżki śmietany kremówki

Zaczynamy od zagotowania mleka z cynamonem i 3 łyżkami cukru. Na maluteńkim ogniu zostawmy je na 10 minut. W tym czasie zalejmy żelatynę wodą, by napęczniała.
Do rondelka z grubym dnem wsypmy 2 łyżki cukru i zalejmy je łyżką wody. Musimy zrobić odrobinę karmelu, żeby nieco ożywić kolor i wzbogacić smak kremu. Rondelek stawiamy na ogniu i nie mieszając łyżką czekamy aż zawartość nabierze złocistego koloru. Zdejmujemy z ognia.
Po dziesięciu minutach przecedźmy mleko z cynamonem do rondelka z karmelem i dolejmy do niego kremówkę i wanilię. Bardzo dokładnie mieszamy aby karmel się rozpuścił. Dzięki temu krem nabierze pięknej złocistej barwy.

Na garnku z gotującą się wodą stawiamy miskę z napęczniałą żelatyną żeby się rozpuściła. Potem łączymy ją z kremem cynamonowy.
Przecedzamy całość przez sitko i wlewamy do miseczek, kokilek czy foremek. Czekamy aż wystygnie i wstawiamy do lodówki. Pamiętajcie o przykryciu naczyń, bo krem łatwo wchłania zapachy.

Kiedy krem tężeje, robimy sos karmelowy.
Znów jest nam potrzebny rondelek z grubym dnem. Wsypujemy do  niego cukier i wlewamy wodę. Czekamy momencik, aby cukier wchłonął wodę. Włączamy ogień i uważnie śledzimy akcję w rondelku. Kiedy cukier zmienia kolor na złocisty, możemy zdjąć garnek z ognia. Proces karmelizacji i tak siłą rozpędu będzie trwał nada. Tylko za żadne skarby niech was nie skusi oblizywanie łyżki! To grozi co najmniej kalectwem!
Do gorącego karmelu dodajemy masło i mieszamy aż się rozpuści. Następnie wlewamy kremówkę i znów mieszamy. Ostatnim akordem jest dodanie szczypty soli. Lubię używać gruboziarnistej soli morskiej. Takie nieoczekiwane słone zaskoczenie w słodkim karmelu.



Sosu karmelowego jest raczej sporo i jeśli po zjedzeniu deseru coś wam zostanie, to spokojnie zapakujcie resztkę do pojemniczka i schowajcie w lodówce. Na przyszłość będzie jak znalazł.

Zastygły krem wyjmujemy z foremek na talerzyk. Łatwo sobie z tym poradzić, wkładając na chwilkę foremkę z kremem do gorącej wody. Nie całą oczywiście, tylko zanurzoną do trzech czwartych wysokości foremki. Potem już pójdzie jak z płatka. Krem stawiamy na jeziorku sosu karmelowego lub polewamy sosem z góry.
Na górze kładziemy np. marcepanowo - cynamonową kuleczkę.



Początek zrobiony. Dziś był cynamon na słodko, ale aż mnie kusi żeby pójść w stronę przeciwną.
Na razie życzę pięknej niedzieli i jak zwykle smacznego stołu