Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konfitura malinowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą konfitura malinowa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 lipca 2013

Plan awaryjny czyli kruche ciasto z białym kremem i owocowym wieńcem



To nie były udane ciastka. Płaskie, klejące, smutne. Ogólnie do niczego.
I wcale nie pocieszała mnie myśl, że bezy nawet jak się nie udają, są dobre. Moje przeczyły tej optymistycznej teorii.
W słoiku nazbierało mi się z tuzin białek. Najpierw robiłam lody, potem  trafiły się tarteletki  i tak słoik mi prawie kipiał. Powiecie, że mogłam zamrozić. Teoretycznie tak, ale w mojej zamrażarce jedno piętro zajmowała sorbetiera, drugie pudełka z moimi lodowymi eksperymentami, trzecie mrożone truskawki i zeszłoroczne grzyby a na czwartej moja mama schowała 18(!!!) kawałków mięsa na rosół.
Być może istnieje jakieś uzasadnienie tej pasji ale nie jest mi znane. Mama jest z pokolenia, któremu wszystkiego brakowało, więc omijam tę szufladę bez mrugnięcia okiem.

Jednak problem braku miejsca i zagospodarowania białek ciągle nie znalazł rozwiązania.
Po głębokim zastanowieniu z połowy zawartości słoika upiekłam więc bezy. Zamarzyły mi się bezowe pudełka, w których schowałabym gałkę lodów malinowych. I przykryłabym je daszkiem z białej czekolady.

Od pierwszego momentu wszystko było nie tak. Czekolada za nic w świecie nie dawała się ściągnąć z papieru. O wykrojeniu z niej kwadratów  nie miałam co marzyć. Potem okazało się, że rękaw cukierniczy nie przyjechał ze mną. Poszłam na kompromis sama ze sobą.  Zadowoliłam się bezowymi krążkami.
A one? Najpierw optymistycznie urosły, potem tragicznie opadły i już się nie podniosły. Na koniec zrobiły się klejące. Katastrofa.

Zamiast wyciągnąć wnioski ja brnęłam dalej. Z drugiej połowy słoika postanowiłam upiec angel cake.
Kiedy wyjęłam bezy z piekarnika myślałam, że już gorzej być nie może w dziedzinie cukiernictwa. Oj, może. I to jak.
Moje szyfonowe ciasto z białek było tak pokraczne, że zamiast się wkurzyć, dostałam ataku śmiechu.
Po upieczeniu zajmowało w formie mniej miejsca niż przed upieczeniem. Twarde, suche i niejadalne. To tyle jeśli chodzi o spożytkowanie białek.
Mam nadzieję, że kury sąsiada nie są wybredne.

Zostałam więc z pustym słoikiem po białkach i bez ciasta na niedzielę.


O 22 wyjęłam z lodówki masło i zagniotłam kulę kruchego, które zawsze się udaje.
Eksperymenty z angel cake zostawiam sobie na kiedy indziej. Tym bardziej, że zaczęłam nową kolekcję białek.



Kruche ciasto z białym kremem i owocowym wieńcem

Nie będę niczego już wypróbowywać. Zdam się na doświadczenie i dobre wspomnienia. To kruche ciasto sprawdza się w wersji słodkiej, słonej, tarleletkowej i tartowej.  Jest świetną bazą kruchych ciastek.
Co tu dużo gadać, nigdy mnie nie zawiodło. W przeciwieństwie do białek.

1 kostka  zimnego masła
2 żółtka
2 łyżki zimnej kwaśnej śmietany
2 szklanki mąki
2 łyżki cukru pudru

Szybko zagniatamy kulę z podanych składników. Rozpłaszczamy i wkładamy do worka foliowego i chłodzimy godzinę w lodówce.
Po godzinie rozwałkowujemy ciasto i wykładamy nim formę do pieczenia tart. Nakłuwamy widelcem i znów chłodzimy pół godziny.

Z ilości składników zawsze zostaje mi nieco ciasta. Nie lubię kiedy tarta jest gruba więc pozostałą odrobinę ciasta wykorzystuję do upieczenia 2,3 foremek tarteletek. Jeżeli nie wykorzystam ich od razu, to po upieczeniu mogą kilka dni poleżeć w pudełku.




Schłodzone kruche ciasto wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i pieczemy 25 minut.
Dobrze jest obciążyć ciasto fasolą lub soczewicą. Kładziemy wtedy na surowe ciasto płat papieru do pieczenia i sypiemy na dno ziarna. One nie pozwolą ciastu nadmiernie urosnąć. Papier z ziarnami zdejmujemy z ciasta na 10 minut przed końcem pieczenia.
Upieczone ciasto wyjmujemy z pieca i czekamy aż ostygnie.

Do zrobienia białego kremu potrzebujemy:

200 ml kremówki
250 g mascarpone
2 łyżek likieru np. pomarańczowego (niekoniecznie)
kilku łyżek dżemu lub konfitury malinowej

Konfiturą malinową smaruję powierzchnię ciasta. Dzięki temu nie namoknie i dłużej będzie kruche.
Ubijamy śmietanę a potem mascarpone z cukrem pudrem i likierem. Do ubitego sera dodajemy łyżkę śmietany i mieszamy. Potem po trochu dodajemy, delikatnie mieszając, resztę śmietany.
Pokrywamy kremem warstwę malinowej konfitury. Teraz czas na owoce. W moim cieście przeważają maliny. Równie dobrze możecie użyć porzeczek, moreli czy wiśni.
Dobrze jest wtedy do kremu dolać likieru podobnego w smaku i posmarować ciasto odpowiednią konfiturą.




Jak się okazuje plan awaryjny trzeba mieć. 
Jednak sprawa białkowa jeszcze wróci. Jedno niepowodzenie to jeszcze nie klęska.


I tym postanowieniem was żegnam i życzę smacznego i może więcej słońca.

piątek, 8 czerwca 2012

Biało czerwone ciasto z nutą kokosową i patriotyczną




Absolutnie nie jestem kibicem. Czegokolwiek. Obce mi są sportowe strony w prasie czy relacje w telewizji. Epizod wypraw na mecze zaliczyłam z moimi kolegami z podwórka w głębokiej podstawówce. Potem piłka nożna jawiła mi się jako przejawy życia na obcej planecie. Chociaż miałam przerwy na sportowy amok. Trudno nie zauważyć, że cyklicznie świat staje na krawędzi szaleństwa. Syndrom leminga nie jest mi obcy i tylko to tłumaczy moją sporadyczną niezdrową ekscytację okrągłym kawałkiem skóry, gonionym przez gromadę dorosłych samców. Nie odróżniam piłkarskich bohaterów, miewam problemy z rozpoznaniem własnej bramki (teraz to sobie strzeliłam samobója), nie mam swojej ulubionej drużyny. Ale raz na cztery lata nawet ja wrzeszczę jak opętana i nie daję się odciągnąć od telewizora, choć w całym domu śmierdzi przypalonym mlekiem. Co jest w tej piłce nożnej, że ze spokojnego człowieka robi furiata? Dobrze, że tylko od czasu do czasu.
Dziś od rana chodzę po domu i mruczę : Polska! Biało czerwona! To nic, że nie cierpię tego hasła. To nic, że MMŻ (sam kibic co się zowie), patrzy na mnie z politowaniem. Dziś zaczyna się ten huragan emocji. A co mi tam. Za dwa tygodnie wszystko wróci do normy ale dziś dam się im ponieść.
Była już akcja na temat biało czerwony. Ale to było w momencie kiedy moje zainteresowanie spało jeszcze głębokim snem. Dziś postanowiłam nadrobić braki. Ciasto flagowe mi się upiekło. Patriotyczne. A przy okazji smaczne.



Polska! Biało czerwoni! Biało czerwone ciasto z nutą kokosową

5 białek
5 żółtek
Szczypta soli
5 łyżek cukru pudru
5 łyżek mąki pszennej
1 łyżka mąki ziemniaczanej
czerwony barwnik (najlepiej w żelu)

Ubijacie białka jak na bezę. Czyli białka na sztywno, a potem po łyżce cukier. Jeśli jesteście żądni szczegółów, zajrzyjcie tutaj. Do tak ubitych białek dodajecie po jednym żółtku i dalej miksujecie. Dodajecie barwnik i mieszacie wszystko dokładnie*. Mąkę przesiewacie przez sito i po łyżce dosypujecie do masy jajecznej. Posłużcie się łyżką a nie mikserem. Ważne, by białka nie opadły. Tortownicę wykładacie papierem do pieczenia (tylko dno), wlewacie ciasto i wstawiacie do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 40-45 minut. Próba suchego patyczka wskazana.


Pozwalacie biszkoptowi ostygnąć i myślicie nad warstwą białą, bo przecież ma być patriotycznie. Ja zrobiłam krem kokosowy.

puszka mleczka kokosowego
400 ml kremówki
3 łyżki cukru pudru
2 łyżeczki żelatyny
4 łyżki konfitury malinowej
kilka łyżeczek likieru kokosowego do nasączenia biszkoptu

Zacznijcie od zagotowania mleczka kokosowego. Na małym ogniu pogotujcie je z pół godzinki. Powinno zdecydowanie zmniejszyć swoją objętość i się zagęścić. Potem odstawcie je do wystygnięcia. Dwie łyżeczki żelatyny rozpuście w odrobinie wody i wmieszajcie do mleczka kokosowego. Śmietanę ubijcie na sztywno i połączcie z wystudzonym mleczkiem kokosowym.
Biszkopt przetnijcie na pół. Dolny krążek nasączcie likierem kokosowym i posmarujcie podgrzaną konfiturą z malin. Na to wyłóżcie warstwę kremu kokosowego. Połóżcie drugi krążek ciasta i rozsmarujcie na cieście resztę kremu. Potem wstawcie je do lodówki, żeby wszystko pięknie stężało.

Kiedy biszkopt wyrósł, na jego szczycie piętrzyła się mała górka. Trzeba ją było obciąć. Ja ją wykorzystałam do zrobienia biało czerwonej flagi na wierzchu tortu. Resztki biszkoptu pokruszyłam blenderem.
Jeśli jest nierówno, to wybaczcie, bo jest już po szesnastej i jednym okiem zerkam w telewizor. Widzę, że Warszawa spłukana deszczem ale zdecydowanie optymistyczna. Za półtorej godziny mecz.
Szybko robię zdjęcia i już mnie nie ma.



Zwycięstwa, radości i smacznego